Strony

.

.

Fragment najnowszej powieści :)

Willa pod kasztanem to Wasza ulubiona seria :)

Do zmówienia tutaj:
https://www.empik.com/willa-pod-kasztanem-tom-3-mirek-krystyna,p1223168360,ksiazka-p

Wygrywa we wszelkich rankingach, w których udzielacie odpowiedzi na pytanie, co powinnam teraz pisać? :)
Moje szczęście, że lubię bohaterów tej opowieści, bo spędzę z nimi jeszcze sporo czasu:)
W ogrodzie babci Kaliny wiosna, podobnie jak u nas, wszystko rozkwita. W jej sercu jest podobnie. Zaczyna się cieszyć, bo wreszcie rodzina znów staje się całością. Ale nie ma łatwo. W każdej rodzinie trafi się ktoś, komu spokój przeszkadza, kto dotąd burzy, przeszkadza i miesza, aż dojdzie do katastrofy. Babcia Kalina miała tylko jednego syna, ale on pozostawił aż dwie synowe. Legalną i taką nieco mniej oficjalną, obie mają dzieci i swoje prawa. Już raz w życiu mocno się starły, teraz czeka je ponowne spotkanie. Co z tego wyniknie? Z pewnością pójdą iskry.
Tymczasem Bartek znów się zakochał, ale nie za dobrze wycelował strzałę i poszło bokiem. Co zrobi z niechcianym zakazanym uczuciem. Bardzo mu kibicowałam podczas pisania. Czy mu się uda odnaleźć spokój i poczucie bezpieczeństwa? Michał za to stawia pierwsze kroki jako mąż i nie ma wcale tak łatwo.
Zapraszam do świata powieści. Tak się zaczyna ta historia:

Rozdział 1

Świt wstawał tego dnia powolutku, jakby i on miał w poniedziałek trudności, by się zebrać do jakiegoś bardziej energicznego działania. Łagodnymi ruchami malował na niebie dzieło sztuki, ale nie miał zbyt wielu widzów. Niewielkie osiedle położone na obrzeżach Krakowa wciąż spało. Ulice były jeszcze puste. Jednak nie każdy śnił o miłych rzeczach otulony ciepłą kołdrą. 
Babcia Kalina stała już przy oknie, na swoim zwykłym miejscu. Obudziło ją bardzo wcześnie pełne napięcia oczekiwanie. Jakby nadchodzący dzień miał przynieść coś wyjątkowego.
 Tylko czy to będzie dobre? – zastanawiała się, zaciskając poły ciepłego błękitnego szlafroka. 
Żyła już dość długo, by wiedzieć, że nie wszystkie niespodzianki, jakie niesie los, są fajne. 
Odsunęła szeroko firanki. Słońce powoli wyłaniało się znad horyzontu, a jednocześnie na pokolorowanym na czerwono niebie wciąż srebrzył się księżyc. Okrągły i pękaty. 
 Jak dobrze wyrośnięta bułeczka – pomyślała Kalina i postanowiła natychmiast postawić zaczyn na ciasto drożdżowe. 
Uwielbiała każdy etap tej pracy. Wsypywanie mąki tworzącej miękki kopczyk, ugniatanie palcami pachnącej plastycznej masy, a potem czekanie, aż wyrośnie. A najbardziej ten moment, gdy z piekarnika zaczynało roznosić się ciepło, a wraz z nim aromat świeżego ciasta.
Jej mama mówiła, że ten zapach zwabia do domu miłość. 

Długo trwało, nim potwierdziły się te słowa. Ale warto było czekać. Piękna willa pod kasztanem w ostatnich miesiącach ożyła i rozkwitała jak ogród, który ją otaczał. A teraz jeszcze na jej piętro miała się wprowadzić ukochana wnuczka Kaliny, Bianka, z mężem. Po prostu pełnia szczęścia. Kalina z radością zaczerpnęła świeżego rześkiego powietrza i znów spojrzała na bułeczkę na niebie. A potem poszła do kuchni. Jej energiczna krzątanina za chwilę miała obudzić dom.


                                                                     ***


W sąsiednim domu też nie wszyscy spali. Michał zaciskał wprawdzie mocno powieki, ale nic z tego nie wynikało. Tęsknił za żoną. Nie lubił, gdy wyjeżdżała do Warszawy, choć starał się tego nie okazywać. 
Jego rozum akceptował fakt, że Bianka musi odwiedzać matkę. Jednak serce miało gdzieś wszelkie rozsądne argumenty. Dłonie same wyciągały się na pustą połowę łóżka. Szukały drobnego ciała Bianki, które generowało tyle ciepła. Uzależnił się od niej. Kochał ją tak mocno, że aż sam bał się tego uczucia. 
Całe życie był typem samotnika. Skupił wszystkie siły na opiece nad siostrą i bratem, nie wierzył w miłość. To sprawiło, że kiedy przyszło uderzenie, był kompletnie nieprzygotowany. Łupnęło więc w niego z wielką siłą. 
Przewrócił się na łóżku. Zawinął w kołdrę i przez chwilę szukał wygodnej pozycji. Ale szybko musiał się pogodzić, że taka nie istniała już z dala od Bianki. Zerwał się gwałtownie i stanął przy oknie. Objął ramionami. Nie mógł opanować swoich emocji. 
Świtało, ale księżyc wciąż mocno świecił tuż nad dachem domu babci Kaliny. Okrągły i jasny wyglądał jak policzek Bianki albo inna krągłość jej ponętnego ciała. Michał zasunął mocno zasłonę. – Do chrzanu z takim księżycem! – zdenerwował się. – Co tu robisz o tej porze?! – zawołał do niego. – Jest rano! Przestań kusić ludzi i jeszcze takie aluzje wysyłać.
 Nic nie mogło ugasić jego tęsknoty. Wszystko kojarzyło mu się z Bianką. Spojrzał na łóżko i jeszcze mocniej się poirytował. Ono też wysyłało w jego stronę jednoznaczne komunikaty.
 – Wszyscy tylko o jednym! – wkurzył się. 
Spojrzał na zegarek. Wskazówki pokazywały, że jest tuż przed piątą. Jakaś nierealna godzina. O tej porze każdy szanujący się informatyk śpi, odsypiając jak należy zarwaną przed komputerem noc. Michał całe dorosłe życie spędził właśnie w ten sposób. W nocy pracował, rano odsypiał, a potem znów pracował. Ta rutyna całkowicie go pochłonęła. Ale już nie należał do tego świata. Od wielu tygodni nie tworzył programów komputerowych nocami w towarzystwie migających na niebie ciemnych gwiazd. Teraz w mroku szukał tylko jasnych oczu Bianki. Nie był jednak w pełni szczęśliwy, choć miał ku temu milion powodów. Bał się. Ciągle się bał.

Willa pod kasztanem już w na początku czerwca, a przedpremierowo na Targach Książki w Warszawie. W przedsprzedaży do zamówienia tutaj: https://www.empik.com/willa-pod-kasztanem-tom-3-mirek-krystyna,p1223168360,ksiazka-p Serdecznie zapraszam :)


1 komentarz:

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon