Strony

blog Krystyny Mirek

.

.

Świąteczna powieść :)

Z wielką radością prezentuję Wam najnowszą zapowiedź.
Dostępna w przedsprzedaży link
 Świąteczną powieść. Jeszcze za oknem lecą kasztany, ale w świecie wydawniczym już trwają przygotowania do tego wyjątkowego czasu.
To nowa historia. Nie jest częścią serii lecz osobną opowieścią.
Tak opisuje ją wydawca.

Czy można oszukać przeznaczenie? Czy rodowa skaza może ujawnić się w czasie najpiękniejszych świąt w roku? W rodzinie Zosi wszystkie kobiety zakochiwały się w jednym typie mężczyzn. Przystojnym brunecie o pustym sercu, czarującym lecz niezdolnym do odwzajemnienia miłości. Uroczym, ale nieodpowiedzialnym. Taki był jej dziadek i ojciec, a także mąż starszej siostry.
Zosia nie chce powtórzyć ich losu. Jest ostrożna, czujna, bystra. Nie szuka miłości. Jednak przystojny brunet w najgorszym typie pojawi się na jej drodze sam, jakby ciągnięty niewidzialną nicią przeznaczenia. Prosto ku zgubie. Czy los można odwrócić? Czy Zosi uda się uchronić przed powtórzeniem błędów mamy?
Wydaje się to łatwym zadaniem, dopóki ten wyjątkowy mężczyzna nie spojrzy jej w oczy tuż przed wigilijnym wieczorem.

Polecam Wam tę zapowiedź bardzo serdecznie :)

O wpływie hortensji na życie pisarza :)


Wyhodowałam te hortensje od malutkiej sadzonki. Podlewałam, podwiązywałam i plewiłam chwasty. Martwiłam się, czy przetrwają zimę. Szukałam informacji, jak je ciąć na wiosnę, czym nawozić i co robić, by zakwitły. Wkręciłam się w grupy miłośników hortensji i przepadłam. Mało brakowało, a powieści świątecznej by w tym roku nie było.  Zdjęcia kwiatów same się przecież nie obejrzą :)
Z drugiej strony ogród daje tyle radości, jest odskocznią, pomaga na stres, a przy tym taka praca generuje ogromną ilość dobrych pomysłów, więc bilans wychodzi raczej mocno dodatni. Może właśnie dlatego tegoroczna powieść świąteczna zapowiada się grubo :) Jeśli można tak powiedzieć.

Powoli zbliżam się do finiszu tegorocznych planów i myślę już o odpoczynku. Sporo się działo. Ostatni tom serii Willa pod kasztanem już w przedsprzedaży od trzech tygodni i wciąż z tytułem top, za co serdecznie dziękuję :) <3

 https://www.empik.com/swiatlo-gwiazd-willa-pod-kasztanem-tom-4-mirek-krystyna,p1229364106,ksiazka-p

To zakończenie serii, więc Ci, którzy czekali, by zacząć czytać, kiedy będzie komplet już mogą :)

 A ja teraz pracuję wczesnym świtem. Tak kiedyś zaczynała się moja pisarska historia. Wtedy to był mus. Pracowałam na pełny etat, miałam troje dzieci i zero czasu, by realizować marzenia. Zrywałam się z łóżka bardzo wcześnie, a potem podtrzymując powieki i ziewając jak krokodyl, pisałam i pisałam. Teraz to wybór. Wstaję dobrowolnie, jestem wyspana, organizm już mi się przestawił na poranki. Bardzo lubię świt. Jest w nim jakaś magia, specjalna energia i to właśnie wtedy powstają najlepsze fragmenty. Umysł jest niezwykle kreatywny, a człowiek pełen sił. Więc teraz, choć nie muszę już łączyć pisania z innym życiem zawodowym, wracam do korzeni. A hortensje o świcie też piękne :)
Czy jest tu ktoś, kto też hoduje te i inne piękne kwiaty? Podzielcie się wrażeniami :)


Kto dziś chce być stary i dlaczego?

Babcia Kalina, bohaterka serii Willa pod kasztanem  wzbudza wiele sympatii wśród Czytelników.  Jest pogodna, pełna energii. Dba o swój wygląd, nawet jeśli spędza dzień tylko w kuchni. Lubi życie i potrafi się cieszyć każdą chwilą. Dla swoich bliskich zawsze ma ciepłe słowo.
Wiele osób pisze do mnie, że też chcieliby mieć taką babcię. A jak to będzie z nami?
Ostatnio ogromną popularnością cieszy się program do postarzania twarzy. Celebryci, aktorzy i setki innych osób masowo nakładają sobie zmarszczki i publikują takie zdjęcia w sieci. Dobrze wyglądają. Program bowiem nie pokazuje prawdy, to zwykła zabawa. Nakłada sieć zmarszczek nawet na buzie niemowląt. Nie potrafi ich zmienić, rzeczywiście przewidzieć, jak dany człowiek będzie wyglądał za dwadzieścia czy czterdzieści lat.
A to z tej prostej przyczyny, że nie jest możliwe ustalić i przewidzieć tego już teraz, jeśli się o człowieku niewiele wie. Ogromny bowiem wpływ na nasz wygląd i sprawność kiedyś w przyszłości ma to, co robimy teraz. Kiedyś pewien bardzo sławny trener fitness zdenerwował się, gdy ludzie przychodzili do niego i mówili, że ćwiczą, bo chcą schudnąć. Nakrzyczał na nich, że tu chodzi o coś o wiele ważniejszego. O życie, jego jakość i zdrowie. Najpierw się zdziwiłam, ale potem zrozumiałam, co miał na myśli. Walczymy często o powierzchowne drobiazgi kosztem czegoś o wiele cenniejszego.
Każda kobieta ma wpływ na to, czy kiedyś będzie żwawą, pogodną staruszką, która potrafi się schylić po jabłko w ogrodzie, wspiąć po schodach, przejść na spacer, czy też osobą niedołężną, uzależnioną od pomocy innych. Nie da się pewnych procesów zatrzymać, mamy obciążenia genetyczne i żyjemy w zatrutym środowisku, ale wiele da się opóźnić lub złagodzić. Dobrze jest zacząć odpowiednio wcześnie, póki jeszcze mamy zdrowie, które możemy chronić.
Jest u nas taki zwyczaj, że do lekarza idzie się w ostateczności, gdy choroba jest już ciężka. A powinno się iść, kiedy jesteśmy zdrowi, by nam wytłumaczył, co robić, żeby nigdy nie zachorować. Marzenie.
A jednak możliwe do spełnienia. Każdy trzyma odpowiedzialność za siebie we własnych dłoniach. Ma wpływ na to, czy rano zje pszenną bułkę z żółtym serem, czy też ciepłą kaszę jaglaną z warzywami lub owocami. Sam decyduje, ile się rusza, o czym myśli, czym zamartwia. Ile odpoczywa, kogo kocha, na co przeznacza swój czas. Ile pije wody, czym i jak często smaruje swoje ciało, jak śpi, co czyta i ogląda, jakie ziółka pije, z kim się przyjaźni, jak zaczyna i kończy każdy dzień. Wszystkie te małe elementy każdego dnia budują naszą przyszłość. Każdy etap życia może być piękny. Ale w życiu jak w ogrodzie. Chwasty rosną same, a o wartościowe rośliny trzeba dbać. Byle jakie życie też przychodzi łatwo, samo mija. W lepsze trzeba włożyć pracę, ale radość i satysfakcja też bez porównania większa. Mamy jedno życie, warto chronić ten dar. Dobrego dnia :)

Babcia Kalina zaprasza do swojej kuchni w najnowszej powieści już dostępnej w przedsprzedaży
https://www.empik.com/swiatlo-gwiazd-willa-pod-kasztanem-tom-4-mirek-krystyna,p1229364106,ksiazka-p




Fragmenty najnowszej powieści :)




Już w przedsprzedaży:)

 Z ogromną radością prezentuję Wam ostatni finałowy tom serii Willa pod kasztanem .


Światło gwiazd od wczoraj jest już w zapowiedziach i od wczoraj dzięki Wam na liście bestsellerów. Serdecznie za to dziękuję <3

To już ostatnia część serii i finał. Wszystkie wątki się zamkną, a tajemnice zostaną wyjaśnione.
Zapraszam Was teraz do przeczytania kilku fragmentów i do złożenia ostatniej wizyty w willi pod kasztanem. A tych, którzy czekali na ostatnią część, by zacząć czytać, zachęcam do rozpoczęcia czytania :) To już ten czas :)
Pozdrawiam Was serdecznie. Dajcie znać, czy dobrze dobrałam fragmenty i czy chcielibyście jeszcze :)

Pociąg ruszył, dziwnie szarpnęło, jakby maszynista dopiero się uczył, a pasażerowie siedzieli w starym fiacie, a nie najnowocześniejszym Pendolino. Dorota odruchowo złapała się za stoliczek pod oknem.

- Boi się pani prędkości? – zapytał jej towarzysz.

- Trochę – odpowiedziała szczerze, bo w sumie co jej zależało. To nie była biznesowa kolacja jej męża. Tu nie trzeba było uważać na każde słowo.

- To przecież nicość w porównaniu z tym jak prędko rozszerza się wszechświat – odparł, a ona spojrzała na niego ze zdumieniem. Takiej riposty się nie spodziewała. – Drobinka w porównaniu do tego, jak szybko pędzi ku ziemi światło gwiazd. Lub ze świadomością, że cały czas nasza planeta kręci się wokół własnej osi, jednocześnie zasuwając niewiarygodnie szybko po orbicie wokół słońca.

- To mnie pan uspokoił – roześmiała się serdecznie. – Przy tym sto sześćdziesiąt kilometrów, jakie osiąga ten pociąg, to rzeczywiście nicość.

- Z kosmicznej perspektywy wszelkie nasze problemy to drobinki – odparł mężczyzna. - Krótkość naszego życia wobec ogromu czasu, jaki już przeminął, małość naszej  planety krążącej w odmętach stale rozszerzającego się przeogromnego wszechświata.

- Kim pan jest? – zapytała ze zdumieniem i fascynacją.

- Astrofizykiem – odparł.

- Och! – zawołała z zachwytem. – Nigdy jeszcze nie spotkałam człowieka patrzącego na świat z kosmicznej perspektywy. Zawsze otaczali mnie mężczyźni twardo stąpający po ziemi. Liczyć umieli tylko pieniądze, nie gwiazdy.

Spojrzał na nią uważnie i uświadomiła sobie, że mógł fałszywie zinterpretować jej słowa. 


                                                            ***

- Nie lubię cię - usłyszała głos Patrycji, ledwo tylko weszła do kuchni. - Ale nie musisz dźwigać ciężkich garów, bo od tego ja jestem. Ty powinnaś dbać o zdrowie.

 - Nie pouczaj mnie - odpowiedziała Iwona stanowczo. – Najwięcej zdrowia to tak naprawdę ty mi napsułaś. - Teraz dobrze się czuję i wiem, co mogę zrobić, a czego nie.
Mama Bianki przewróciła wymownie oczami i poprawiła bardzo głęboki dekolt, by nieco zasłonił jej wciąż kuszące wdzięki.
- Ugotujemy ten obiad razem – mówiła dalej Iwona. - Choćby świat się miał zawalić.
- Poleżała byś lepiej trochę na słońcu  - poradziła jej Patrycja. – Strasznie blada jesteś. Na takie mimozy mężczyźni nie lecą. A do tego może wysoka temperatura by ci trochę jadu wysuszyła. Podobno promienie słoneczne pomagają na optymizm – dodała i zamieszała w garze z zupą.
Przysłuchująca się temu Kalina tylko westchnęła.


                                                                ***
  

Mógł stanąć przy Ani całkiem blisko, tuż obok. Tańczyć, wygłupiać się, wspólnie kąpać, leżeć na piasku ramię w ramię, ale i tak nie dał rady się zbliżyć się choć trochę. Przytulić, dotknąć. To samo dotyczyło słów. Dużo rozmawiali, opowiadali sobie o dzieciństwie, marzeniach, bardzo osobistych sprawach. A  jednak i w tej kwestii miał wrażenie, że omijają to co najważniejsze. Nawet nie mogą się do tych najbardziej istotnych tematów zbliżyć. To Ania ustawiła taką czerwoną linię i wiedział, że jeśli ją przekroczy dobry nastrój pryśnie.
 Jak miał jej cokolwiek wytłumaczyć, skoro musiał omijać wszystkie tematy, które go naprawdę interesowały? Na pierwszym miejscu  słów zakazanych oczywiście znajdowała się Bianka, żona jego brata. Podkochiwał się w niej potajemnie, gryząc ogromnie z powodu tego zakazanego uczucia. Ania o tym wiedziała i stanowczo oświadczyła, że dla nikogo nie będzie planem B ani produktem zastępczym.
 A przecież to zupełnie nie tak. Tamto uczucie okazało się głupotą, zawirowaniem, fałszywym zauroczeniem. To co Bartek przeżywał teraz, angażowało całe jego serce, umysł oraz ciało. Nigdy czegoś takiego nie doświadczył.
Zły był na cały świat, ale przede wszystkim na babcię Kalinę.  Tyle razy mu opowiadała, jaka to wspaniała jest prawdziwa miłość, namawiała go, by przestał wreszcie skakać z kwiatka na kwiatek i spróbował stałości. Posłuchał jej. Dał się skusić. 
I co? Okazało się, że ani trochę nie jest to przyjemny stan. Cierpiał teraz każdego dnia,  w nocy, a także w dzień. Ani na chwilę nie mógł zapomnieć. A wzajemność nawet się nie rysowała na horyzoncie. Zupełnie nie było jej widać.


                                                        ***

Dorota wróciła do domu z duszą na ramieniu. Gdy tylko postawiła nogę na dworcu w Krakowie, znów miała wrażenie, jakby przyjechała do zupełnie innego świata. A to wszystko, co wydarzyło się wczoraj, nie miało miejsca. Może tylko jej się wydawało, wręcz przyśniło, przeczytała o tym w jakiejś dobrze napisanej powieści, tak sprytnie skonstruowanej, że miała wrażenie, jakby wydarzyło się naprawdę.

 To, co zrobiła było do niej zupełnie niepodobne. A jednak okazało się faktem. Szybko się o tym przekonała. Kiedy tylko przekroczyła próg domu, w środku została dwójkę starszych dzieci. Konstanty pewnie był na zajęciach. A może nie chciał się angażować w ten konflikt. Wciąż uparcie studiował psychologię sportu, choć było wyraźnie widać, że to chyba nie jest coś, co ma szansę stać się jego życiową pasją.
 Normalnie Dorota bardzo by się ucieszyła z takich odwiedzin. Ale dziś poczuła się niezręcznie. Nawet się nie zapowiedzieli. To był oczywiście także ich dom, ale to ona teraz w nim mieszkała. Sprzątała i miała tu swojej osobiste rzeczy, prywatną przestrzeń.
Syn oraz córka weszli jak do siebie, otworzyli sobie drzwi własnym kluczem, na dodatek mieli dość nieprzyjemne miny. Siedzieli przy stole ponuro jak komisja do spraw przekrętów podatkowych. Ręce złożyli oboje w identycznym goście na blacie i spoglądali na nią surowo, jakby należały im się jakieś wyjaśnienia.
Dorota poczuła się znów jak  szesnastoletnia dziewczyna, która nie wróciła do domu na noc i teraz rodzice będą na nią krzyczeć.
- Dzień dobry - powiedziała spokojnie.
- Chyba nie mówisz poważnie, mamo - odezwał się Kajetan bardzo chłodnym tonem.
 Nigdy wcześniej się nie kłócili tak otwarcie. Zawsze rozmawiali ze sobą bardzo uprzejmie. Dorota dopiero teraz uświadomiła sobie, do jakiego stopnia mogły to być pozory. Od jak dawna poruszają wyłącznie bezpieczne tematy. O pogodzie, ciastkach, przedszkolu i małych domowych sprawach. A problemy każdy rozwiązywał sam.


                                                            ***
 



           Ponoć to, czego człowiek nie potrafi sobie wyobrazić, nigdy w jego życiu się nie spełni. Ta blokada z całą pewnością nie pozwalała im do tej pory ruszyć z miejsca.  Ale też przecież prawie wcale się nie znali, a przynajmniej nie od tej prawdziwej strony. Jak mieli myśleć o wspólnej przyszłości?

- Zmykaj do łazienki – powiedziała. – Długo nie będę czekać.

- Jestem nieubrany – bronił się.

- Przecież cię już widziałam w bokserkach. Wiesz, że są bezpieczne w mojej obecności.
 - A szkoda - przekrzywił głowę Bartek. - To są bardzo fajne bokserki, sto procent bawełny. Miałabyś z nich pożytek - puścił do niej oko.

Czy jest możliwa przyjaźń między pisarkami?

To jedno z pytań, które często padają na spotkaniach autorskich. Słyszy się czasem różne opowieści, plotki, ale też i historie z życia wzięte o zimnej konkurencji, rywalizacji, podkładaniu nóg i  tym podobnych. Kiedy wchodziłam w to środowisko, sama byłam ciekawa, jak jest naprawdę. Myślę też, że nie ma jednej tylko odpowiedzi na to pytanie. Różne osoby mają różne doświadczenia. Ja mogę opowiedzieć tylko o swoich.
Jako osoba początkująca, kiedy zaczynałam zupełnie od zera i powoli krok po kroku szłam w wymarzonym kierunku, na swojej drodze spotykałam inne pisarki. Czasem te bardzo sławne i wpływowe, czasem dopiero zaczynające tak jak ja. Wiele z nich zostało moimi znajomymi, do tej pory spotykamy się. Z niektórymi się zaprzyjaźniłam i wspieramy się teraz prywatnie i zawodowo, choć czasem jesteśmy dla siebie czystą konkurencją. To możliwe.
Spotkałam wiele fantastycznych osób. Być może są i inne, ale jakoś chodzimy osobnymi drogami? Takimi, które się nie przecinają.
Przyjaźń  jest możliwa wszędzie tam, gdzie są ludzie. Na pewno nie  z każdym można być jednakowo blisko, ale zawsze się znajdzie bratnia dusza. Tak też  jest i wśród literatów. Rzadko się spotykamy. Na co dzień każdy siedzi zamknięty w czterech ścianach i stuka w klawiaturę. Ostatnio dostałam propozycję, żeby codziennie wrzucać post ze zdjęciem pokazującym, jak pracuję. Ubawiło mnie to. Ale to by była interesująca sesja. Poniedziałek:  siedzę i piszę, wtorek: siedzę i piszę, środa: siedzę i piszę i tak przez wiele miesięcy. Wątpię, czy ktoś chciałby to w kółko oglądać :) Ale tak to właśnie jest.
Spotykamy się z koleżankami i kolegami z pracy rzadko. Na targach lub festiwalach i naprawdę sporo się wtedy dzieje. To w większości przypadków inteligentne, towarzyskie, obdarzone poczuciem humoru grono. Często bywa wesoło :)
Wspieramy się też jednak także w trudniejszych momentach. Również prywatnie. Wszędzie są bowiem dobrzy ludzie.
Dla ilustracji zdjęcia z ostatnich targów w Warszawie.
Jest jeszcze wielu fantastycznych pisarzy, którzy nie zostali tutaj ujęci. To bardzo fajne środowisko pełne indywidualistów i wspaniałych ludzi :) Wszystkich serdecznie pozdrawiam :)

Magdalena Witkiewicz i Magdalena Kordel
 Małgorzata Kalicińska
 Anna Sakowicz, Alek Rogoziński, Agnieszka Walczak Chojecka
 Magdalena Kordel
 Magda Stachula
 Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński, Sylwia Winnik


Dlaczego nie warto się kopać z koniem :)


Dlaczego nie warto się kopać z koniem? Odpowiedź na to pytanie wydaje się być oczywista. Ponieważ nie mamy szans. A jednak wiele osób codziennie próbuje.
Wczoraj jechałam autobusem. Całą drogę pan siedzący przede mną narzekał na polityków. Tłumaczył dobitnie, co powinni zrobić lepiej. Mocno się przy tym denerwował. Na szyi wyraźnie drgała mu napięta żyłka. Problem polega na tym, że  żaden polityk się tym nie przejmie. Co najwyżej pan z autobusu dorobi się zawału. Gdyby chciał naprawdę coś zmienić, musiałby przestać gadać i zacząć coś realnie robić. Chwilę później napisała do mnie znajoma dziewczyna, żaląc się, że jej szef jest beznadziejny, a zasady pracy w banku ją wykańczają. Długo o tym opowiadała. Jak myślicie, czy to w jakiś sposób wpłynie na jej szefa czy też bankowe procedury? Oczywiście nie. Jedyne, co ona mogłaby zrobić, żeby poprawić swoją sytuację, to nauczyć się funkcjonować w tych realiach, które są ze spokojem i pogodą ducha lub zmienić pracę.
Ten świat jest zorganizowany tak, a nie inaczej. Nie my wymyśliliśmy zasady. Włożono nas w pewien istniejący już układ i kazano sobie radzić. Nie zawsze jest to łatwe.
Ponoć jedna z największych życiowych mądrości to odróżnić sprawy, na które mamy wpływ, od tych na które nie mamy. I kierować całą energię i zaangażowanie, tam gdzie najwięcej od nas zależy. W nasze zdrowie, odpoczynek, rodzinę, rozwój, pracę. W to, w jaki sposób my, a nie inni, wykonujemy swoje obowiązki. Frustracja z powodu bezsilności zżera wiele sił. I one się często nie regenerują.
Nie chcę w ten sposób oczywiście powiedzieć, że należy się godzić na wszystko. Jestem wielką zwolenniczką zmian. Sama zmieniła zawód i wiele w swoim życiu. Wciąż szukam nowych dróg i teraz też od kilku miesięcy szykuję się do nowego etapu.
Los świata też zależy od nas, choć wydaje się to bardzo górnolotnym sformułowaniem. Czasem od takich drobiazgów jak ilość zużytych reklamówek podczas pojedynczych zakupów. Ale chodzi o to, by nie frustrować się na darmo sprawami, które od nas nie zależą.
W ten wakacyjny, dla mnie bardzo pracowity czas, bo jak wiadomo właśnie teraz powstają świąteczne opowieści, życzę Wam spokoju. I działań, które skutecznie poprowadzą Was ku spełnieniu marzeń. Warto :) Serdecznie pozdrawiam :)

Wydawnicze plany, zmiany i zapowiedzi :)


Sezon urlopowy trwa w najlepsze, ale jednocześnie lato to dla wielu pisarzy najbardziej gorący okres, dosłownie i w przenośni. Ciepło na zewnątrz, a my zwykle od późnej wiosny przez całe lato w powieści świątecznej. Teraz też tak to wygląda. Za oknem skwar, a ja się właśnie przechadzam po ośnieżonych stokach pewnej małej górskiej miejscowości.
Tym samym zapowiadam, co się w tym roku dalej wydarzy. A dzieje się sporo. Pojawiają się wznowienia do zamówienia tutaj:
  https://www.empik.com/szukaj/produkt?q=mirek%20krystyna&qtype=basicForm&ac=true

W tym roku czeka nas jeszcze jedno. Będzie to ,,Podarunek" który w nowej odsłonie pojawi się jesienią. Dla wielu jest to ulubiona powieść, więc tym mocniej się cieszę.
Będą także zmiany. Na ten rok planowane były jeszcze dwa tomy z serii Willa pod kasztanem. Jedna we wrześniu, a ostatnia, świąteczna na koniec roku.
Ale opowieści rządzą się własnymi prawami. Nagle i niespodzianie w czwartym tomie Antek mi się pięknie zakochał.  Nie powiem oczywiście w kim, ale bardzo się cieszę, bo napisałam sporo ponad milion znaków, by do tego punktu dojść.  Tym samym historia w naturalny sposób się kończy. Choć Antek nie jest głównym bohaterem czwartego tomu, to jednak jest człowiekiem, od którego wszystko się zaczęło. Tak więc czwarty tom Wilii pod kasztanem ukaże się we wrześniu i na ten moment zakończy serię. Wszystko się wyjaśni.
Oczywiście, tak jak w prawdziwym życiu zawsze można wrócić do znajomych drzwi, zajrzeć do środka i sprawdzić, co dalej, tak też w tym przypadku może się kiedyś zdarzyć, ale na razie zamykamy serię ostatnim tomem. A jego główną bohaterką będzie Dorota, na którą wielu czeka.
Potem na zimę planujemy powieść świąteczną, by zakończyć rok. To już chyba będzie moja ostatnia świąteczna powieść. Pomysł na nią przyszedł już dawno temu. Mocno mi się pcha na klawiaturę i domaga, by ją opisać. Będzie to opowieść o trzech siostrach, rodzinnej tajemnicy i pewnym starym domu. Ale to dopiero zimą, a tymczasem  okładkę, piękną, jesienną wrześniowej powieści zaprezentuję Wam już niebawem. Przy okazji tej premiery będzie też sporo niespodzianek. Liczę, że będziecie zadowoleni z zakończenia Waszej ulubionej serii. Do września już niedaleko, a przedsprzedaż ruszy rzecz jasna wcześniej.
Tyle planów na ten rok. Opowiadań na razie nie będzie, bo już nie nadążam, a chcę się w pełni skupić na nowych książkach. Jak Wam się podoba ten plan? :)
A w ogrodzie lato :)



Odpoczywanie :) A tak naprawdę o tym, skąd czerpię energię :)

Właśnie wróciłam z gór. Było pięknie. Z tej pogodnej krainy, gdzie człowiekowi bliżej do chmur niż do ziemi, prosto w wir życia i czasu, kiedy przedszkole zamknięte, więc organizacja domowa staje się czasem bardziej skomplikowana.
Lubię odpoczynek, wyjazdy i wszelkie miłe dni, zarówno takie, gdy się tylko leży i patrzy w niebo, jak i te intensywne ze zwiedzaniem i dobrze zorganizowany planem.
Ale lubię też wracać do domu.
Wiele osób pyta, jak to wszystko u nas działa. Czworo dzieci (tak naprawdę w naszym domu często bywa dużo więcej :) wiele napisanych książek, artykuły w gazetach, blog, Facebook, Instagram, spotkania autorskie. Nie da się na to pytanie odpowiedzieć jednym zdaniem. Jest to część warsztatów, które bardzo lubię i z zaangażowaniem prowadzę, jeśli tylko pozwala mi na to czas rodzinny (na razie nie ma w nim zbyt wiele luzu :) Kiedyś napiszę na ten temat książkę, bo nie sposób wszędzie dojechać, a życie to fascynujący temat.
Dziś opowiem tylko o odpoczywaniu i zarządzaniu energią. Skąd czerpię siłę? Jak się regeneruję?
Kiedyś postępowałam jak wiele osób. Najpierw cały rok ciężka praca i odliczanie dni do urlopu. Jeszcze przed samym wyjazdem podkręcałam śrubę, bo zawsze było mnóstwo spraw do załatwienia na sam koniec. W pracy, żeby wszystko przed urlopem przekazać i w domu, żeby go zabezpieczyć. Do tego pakowanie siebie i dzieci, organizacja opieki nad zwierzakami, przegląd auta, droga, często daleka, liczne nieprzewidziane zdarzenia, które wtedy często nas dopadały i potęgowały ogólne napięcie. Bywało, że tuż przed wyjazdem byliśmy wszyscy mocno wyczerpani. Docieraliśmy na miejsce, chwilę odpoczywaliśmy po tym całym stresie i kiedy człowiek się ogarnął, doszedł do siebie i poziomu,  w którym  mógłby zacząć cieszyć się urlopem, to za dzień dwa trzeba było wracać. I znów to samo. Pakowanie, setki kilometrów drogi do domu. Czasem wracałam zmęczona. Kiedyś bywałam zmęczona cały rok.
Dziś inaczej zarządzam swoją energią. Nie doprowadzam się do stanu przepracowania, choć mam jeszcze więcej obowiązków niż dawniej, a przerwy inaczej sobie i rodzinie dawkuję. Przede wszystkim pilnuję, by odpoczynek nie był wyjątkiem, lecz stałą normą w moim życiu. To znaczy, że w całym moim dość rozpędzonym planie dnia pilnuję, by chwila wytchnienia znalazła się zawsze. Codziennie. Czasem jest ona krótka np. pół godziny porannej kawy na tarasie z widokiem na ogród, czasem to miła wieczorna godzina z książką i ciepłym światłem lampy. Nigdy nie ma na to czasu, zawsze jest coś ważnego do zrobienia, mimo tego znajduję te chwile i dzięki temu mam więcej sił i ochoty do dalszych działań. Odpoczynku pilnuję też w skali tygodnia. Jedno całkiem wolne popołudnie, jakiś weekendowy wyjazd, to może być coś małego, ale stale. Podobnie w miesiącu, coś większego powinno się pojawić. Jakiś spokojny czas przeznaczony na regenerację sił, spędzony przyjemnie. Nie musi być nic wielkiego, ale stale. To sprawia, że do urlopu nie dobijam już jak rozbitek na całkiem zużytej łajbie, lecz dopływam spokojnie.
To nie jest łatwe. Wymaga planowania, pomyślenia, czasem odwagi, by komuś powiedzieć: nie, czasem pracowitości, bo kiedy w czasie pracy nie obijasz się, lecz robisz, co do ciebie należy, potem możesz odetchnąć. Ale też nie o łatwe mi chodzi, od dawna nie szukam już rozwiązań tylko łatwych, lecz przede wszystkim skutecznych.
Robię zawsze jedną rzecz w jednym czasie i w pełni się na niej koncentruję. Gdy bawię się z dziećmi, laptop mam zamknięty, gdy pracuję, nie planuję obiadów, nie gadam przez telefon (czasem:) gdy odpoczywam, nie myślę, ile mam jeszcze roboty.
Ładuję energię. Każdy człowiek ma inne źródła, które go wspierają. Dobrze jest je znać i korzystać. Zwykle są to woda, sen, ruch (sensowne ćwiczenia dodają sił), zdrowe jedzenie, pozytywne myśli (negatywne rozpamiętywanie, żal, złość, pogarda zużywają nieprawdopodobną ilość życiowej energii). Dla mnie to także  dzieci, słońce, czytanie, przyroda, zieleń, góry, czekolada (niestety:) taniec i kilka innych. Pilnuję, by były obecne w moim życiu. Tak naprawdę, nie tylko teoretycznie i  w jak największej ilości.
Potrafię się skupić i pracować w prawie każdych warunkach, podobnie jak odpoczywać. Do jednego i drugiego podchodzę z zapałem i radością. Łapię życie za pięty, bo szybko ucieka i zbieram dobre chwile. Czasem jest to bardzo łatwe, gdy wszystko się układa, ale nie poddaję się też, gdy jest ciężko.
W urlopowym czasie tego właśnie Wam życzę. Żeby odpoczynek nie był wyjątkiem, lecz normą. Byście do swoich ciał podchodzili z czułością i troską, nie doprowadzali ich do stanu wyczerpania. Aby służyło Wam wszystko wokół. Wasze domy były przyjaznymi miejscami, Wasi przyjaciele, ludźmi, którzy budują, wspierają i dają radość. By ładowało Was słońce, wiatr, szum drzew i nawet lato w mieście dostarczało piękna oraz powodów do radości.






Targowe emocje :)



Za nami Warszawskie Targi Książki. To były wyjątkowo miłe i radosne targi, choć nie brakowało elementów wzruszających.
Po raz pierwszy byłam poza domem trzy dni. Dziecko rośnie i w sposób wyraźny to odczuwam. Po raz pierwszy też podróżowałam bez laptopa. Tak zwyczajnie siedziałam w pociągu i czytałam książkę. W hotelu też nie pisałam. Co to się na tym świecie dzieje! :)
Te trzy targowe dni były wspaniałą przygodą. Serdecznie Wam dziękuję za wszystkie wspaniałe emocje. Czytelniczkom i Czytelnikom, którzy stali w długiej kolejce, blogerkom, a także autorkom, które wspierają się wzajemnie i to jest piękne. Dziękuję też mężowi, który robił zdjęcia i nigdzie go nie ma :) Tylko u Magdy Kordel w telefonie :)
Najważniejsze było oczywiście sobotnie spotkanie, którego bohaterką stała się najnowsza powieść. Po raz pierwszy wzięłam ją do ręki i był to jak zawsze wspaniały moment. Jest piękna :) I już znalazła swoich pierwszych Czytelników :)
 Dziękuję serdecznie za wspaniałą atmosferę, Wasz liczny udział, wszystkie uśmiechy, dobre słowa, uściski i upominki <3





Było to też spotkanie pełne miłych odwiedzin i wzajemnego pisarskiego wsparcia. Najnowszą książkę polecają:
Magdalena Kordel i Magdalena Witkiewicz

 Magdalena Stachula

Odwiedziła mnie także Małgorzata Kalicińska
Na stanowisku Filii odbył się wywiad radiowy.
I można było wylosować bursztynowy naszyjnik. Cieszę się, bo wiele z nich trafiło do Mam :)

A wszystko zaczęło się w piątek rano od wspaniałych spotkań. Pierwsze dotyczyło jednego  moich największych zawodowych marzeń i czas pokaże, co z tego wyniknie :)
Potem był przemiły obiad z Justyną Chaber z Ona Czyta, świetnej strony zrzeszającej miłośników czytania, na której wiele razy polecano moje książki. Serdecznie dziękuję :)

Niezwykle miłe było też śniadanie z administratorką fanclubu Agnieszką Balcerską. Wkłada ona wiele pracy w całoroczne prowadzenie strony.

 Odbyło się także spotkanie autorskie w jednej z warszawskich bibliotek.




 Wieczorem kolacja dla autorów Wydawnictwa Edipresse i wiele wspaniałych emocji. Z Magdą Stachulą, Alkiem Rogozińskim, Agnieszką Walczak Chojecką i Anią Sakowicz.







Serdecznie dziękuję za wspaniałą atmosferę :)
Nie zabrakło też spotkań towarzyskich. Cały rok spędzamy przed komputerem. To wspaniałe chwile, kiedy możemy się zobaczyć na żywo :) Prawdziwe święto.
 Z Magdaleną Kordel i jej mężem tradycyjny już obiad :)

Poniżej z Gabrysią Gargaś i Sylwią Winnik

Z Magdą Witkiewicz, Alkiem Rogozińskim i Sylwią Winnik 

Na koniec odrobina zdjęć z przymrużeniem oka :) Melania Grygoruk dziękuję :) Melania łapie ujęcia i robi z nich komiksy, ma niesamowite oko i poczucie humoru. Tu złapała Czytelniczkę, która prosiła, by jej narysować pieska :)







Aleksander ostatecznie czekoladek mi nie dał :) :) :)
Jeszcze raz pięknie dziękuję za targowe emocje. Dostałam tak wiele propozycji napisania powieści, że się nie odkopię do końca świata, nawet jeśli ktoś mi dołoży jeden dzień dłużej. Dziękuję Wam za wszystko, przesyłam pozdrowienia i zapraszam na kolejne spotkania - lista w zakładce spotkania autorskie. Jeszcze nas ich trochę czeka. Do zobaczenia.





© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon