Strony

blog Krystyny Mirek

.

.

Ostatnie spotkanie autorskie, Wiązów 2020

Na swoje ostatnie spotkania autorskie jechałam daleko. Trzysta kilometrów w jedną stronę. Gdy wyjeżdżałam z domu w mediach pojawiły się pierwsze informacje o wirusie - mam nadzieję, że niedługo można będzie przez jakiś czas przestać używać tego słowa, bo mam wrażenie, że słyszę je ostatnio wszędzie.
Ale kiedy ruszałam w trasę, jeszcze nie tak dawno temu szóstego marca, wszystko działało normalnie. Wsiadłam do autobusu, dojechałam na miejsce, wypiłam kawę w miejscowej kawiarni, zameldowałam się w hotelu, a każdy Czytelnik, który miał ochotę, mógł przybyć na spotkanie. Zarówno w Kłodzku, jak i w Wiązowie zgromadzili się oni licznie. Spotkania były pełne radości i serdeczności. Kto uważny dostrzeże mnie na zdjęciach w chórze, po raz pierwszy śpiewałam ze sceny, namówiona przez cudowne uczestniczki. Bawiliśmy się dobrze, padały pytania, były jak zawsze zwierzenia i osobiste rozmowy. Uściski, pozowanie do zdjęć, podawanie sobie dłoni. Bliskość, która wtedy wydawała się tak oczywista.

Wirus deptał mi po  piętach. W trakcie spotkań przychodziły nowe wieści. Gdy wracałam, media coraz głośniej grzmiały o zagrożeniu. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że ostatni raz wracam do domu przez gwarne galerie handlowe, śmiało korzystam z pociągów i dworców. Gdy z trzydniowej trasy dotarłam do domu, życie nagle i bez ostrzeżenia bardzo się zmieniło. Wiele spraw, które uważaliśmy za normalne, zostało zawieszone do odwołania.
Liczę jak wszyscy, że życie szybko wróci do normy. Przetrwamy ten wyjątkowy czas i wyjdziemy z niego silniejsi. Nasz kraj bardzo dobrze sobie radzi z zagrożeniem, choć przecież nikt nie miał czasu, by się do tego przygotować i nikt nie  był w stanie tego przewidzieć.
Będziemy się spotykać online tak długo, jak będzie trzeba. Na stronie autorskiej na Facebooku co poniedziałek organizujemy czaty na żywo o godzinie 21.30. Zapraszam na nie serdecznie każdego. Na czas kwarantanny przygotowuję też dla Was parę niespodzianek, by umilić ten czas, jak to tylko możliwe. Będzie wesoło, na przekór rzeczywistości.
Jestem dzielna. Działam, uczę się, bawię z dziećmi, zachowuję spokój, pracuję, podtrzymuję kontakt z tymi, których teraz nie mogę odwiedzić.
Ale tęsknię.
Za Waszymi uśmiechami, możliwością podania ręki, uścisku, rozmowy...

Dajcie znać, czego Wam teraz trzeba. Co możemy zrobić online, żeby lepiej przejść przez ten czas? Jak się najlepiej nawzajem wspierać?

Na pociechę parę wspomnień. Niech te zdjęcia z ostatniego spotkania w Wiązowie, wspaniałej gościnnej miejscowości przywołają uśmiech na Waszą twarz. I nich sprawią, że jak najszybciej wszystko wróci na dawne tory. Trzymajcie się ciepło i dobrze. Dbajcie o siebie i nie wychodźcie z domu. Czytajcie książki <3




















Sekretne życie wirusów - koronawirus



Kochani! Mamy dość dziwny czas. Niepodobny do niczego, co było wcześniej. Puste półki sklepowe, płynące wszelkimi źródłami informacje o zagrożeniu powodują narastającą panikę. Niektórzy czują się zagubieni.
Nie jestem specjalistą, ale od wielu lat mocno interesuję się zdrowiem i psychologią. Jak to zwykle bywa zaczęło się od choroby bliskiej osoby, którą chciałam uratować, a potem poszło dalej. Chciałabym się z Wami podzielić garścią wiadomości, może to komuś pomoże.
1. Wirus nie atakuje każdego, lecz jest jak lew, poluje na słabszych. Ale uwaga! Nie tylko słabszych fizycznie, ale także słabszych emocjonalnie. To oznacza, że trzeba chronić nie tylko ciało, ale także swoją psychikę.
2. Panika sprzyja zachorowaniom. Osłabiony przewlekłym stresem organizm broni się słabiej. Mimo wszytko i ponad wszystko, najważniejsze to jednak zachować spokój. Modlić się, medytować, myśleć pozytywnie. Interesować się tym, co się dzieje, ale nie słuchać w kółko strasznych wieści. To nie pomaga.
3. Koronawirus nie oznacza, że wszystkie inne choroby nagle zniknęły i można umrzeć tylko na koronawirusa. Nadal działa nadciśnienie, zawał i inne przypadłości. Dbajcie o siebie. Rodacy wywożący ze sklepów tonami czipsy, słodkie napoje, mrożoną pizzę nie idą w prawidłowym kierunku. Osłabiony śmieciowym jedzeniem organizm będzie się bronił słabiej.
4. Im silniejsze ciało, tym łagodniejszy przebieg każdej choroby. Dobrze jest w tak trudnym czasie wspierać ciało dostępnymi środkami. Jeść zdrowe zupy  warzywne, kasze, owoce, warzywa.  Ciepłe, gotowane. Przyprawiać potrawy ziołami, używać czosnku, cebuli, kurkumy itd. Póki co działa zaopatrzenie i można jeszcze wybierać.
5. Zalecenia o tym mówią i jest to bardzo ważne, by pić dużo wody, w tym przypadku ciepłej. Także w postaci herbat i naparów. To zawsze pomaga w chorobach i zapobieganiu powikłaniom.
6. Ruch jest bardzo zdrowy. Nie powinniśmy wychodzić, ale w domu też można wiele zrobić. Działa internet, mamy więcej czasu, można się trochę poruszać, poćwiczyć, zadbać o siebie.
7. Przymusowe zamknięcie w domu to dobry czas, by zrobić rzeczy, na które nigdy nie było czasu. Posprzątać, pograć w planszówki, poczytać. Pobyć spokojnie razem, ale nie po to, by się nawzajem nakręcać i wymieniać strasznymi informacjami, lecz wspierać.
8. Dobrze pojęta czystość, nawyk mycia rąk być może zostanie w naszym kraju, jako dobry skutek tej zawieruchy. Jest to ważny nawyk utrzymywania czystości.
9. Coraz więcej wokół słońca, ładujmy baterie. Nie tylko lampki ogrodowe czerpią z promieni słonecznych siłę, nasze organizmy także. Kto ma ogród może wyjść na zewnątrz, popatrzeć na zielone, trochę się odstresować.
10. Uważajmy na dzieci. W niektórych domach cały dzień sączy się z telewizji siejąca panikę fala informacji. Dzieci często tego słuchają, a także narzekania dorosłych. Chrońmy je przed nawałem negatywnych wieści, przepowiedni, przypuszczeń, tłumaczmy spokojnie, co się dzieje. Jeszcze wcale nie wiadomo, jak naprawdę będzie. A może właśnie dobrze.
11. Stosujmy się do zaleceń. Nie bez powodu są wydawane. Nikt nie wie, jak postąpić, jak to się rozwinie. Ale lepiej być przesadnie ostrożnym, niż przesadnie lekkomyślnym.
12. Liczmy, gdzie to możliwe na siebie. System opieki zdrowotnej był przeciążony już przed koronawirusem i może to jest dobry moment, by o tym publicznie rozmawiać. Wiele chorób leczy się stylem życia. Pamiętajmy o tym. Nie oddawajmy wszystkiego w ręce publicznej opieki zdrowotnej. Zapobiegajmy, dbajmy o siebie i bliskich.
I ostatnia najważniejsza kwestia. Jak mówi wielu mądrych ludzi, najistotniejsza w tym wszystkim jest intencja. Jeśli wszelkie działania podejmujesz ze strachu, mogą się one okazać nieskuteczne. Jesz marchew, przegryzasz jarmużem i popijasz wodą, a serce masz ściśnięte przerażeniem. Wirus to wie.
Dbaj o siebie z pozytywnych powodów. Bo kochasz życie i bliskich, bo wiesz, że to dobre i służy życiu.
Jesteśmy istotami duchowymi, w znaczącej części składamy się z emocji, choć ich nie widzimy. Zachowajmy spokój, dbajmy o siebie i bliskich. zewnętrznie i wewnętrznie. Wspierajmy się nawzajem. Ta epidemia minie, kto wie, co wydarzy się dalej. Najważniejsze to zachować energię, siłę i wewnętrzną moc, czego Wam i sobie na ten trudny czas z całego serca życzę.



zdj. Dariusz Kołakowski

Skąd czerpać inspiracje do życią i pisania? :)

Skąd czerpię inspirację? To najczęściej zadawane pytanie  na spotkaniach autorskich. Dwadzieścia siedem książek, wiele opowiadań, artykuły w gazetach, facebook, blog. Wszystko to tak naprawdę opiera się dwóch filarach: systematyczność i pomysły.  Wciąż trzeba mieć nowe. To pierwsze można sobie wypracować. Jak jest z tą drugą, bardziej magiczną i tajemniczą częścią? Gdzie mieszkają pomysły na książki i jak się do nich dostać?
Kreatywność to dziś bardzo poszukiwana cecha, nie tylko u pisarzy. Przydaje się właściwie w każdym zawodzie. Także w życiu prywatnym jest doskonałą metodą na tak zwane szare dni, rutynę i wypalenie.
Skąd się biorą pomysły? Jestem przekonana, że jest ich pod dostatkiem, znajdują się wszędzie, ale nie każdy je widzi. Ta zdolność postrzegania, uważności, bycia dobrym obserwatorem jest tutaj kluczowa.
To jak z okazją do założenia firmy. Jedni widzą ją wszędzie. Dostrzegają potrzeby i problemy ludzi i je rozwiązują. Inni rozglądają się w tym samym miejscu i mówią, nie ma szans.
Ktoś jedzie do pracy i widzi piękną drogę, drzewa rosnące przy poboczu, inne o każdej porze roku, zmieniające się wraz z pogodą. Słyszy dźwięki, dostrzega ludzi idących chodnikiem, ich twarze, emocje. Ktoś inny pokonuje tę samą trasę dziesiątki razy i nie zapamiętuje nic. Pogrążony we własnych myślach, zwykle kręcących się wokół problemów lub wydarzeń z przeszłości.
Uważność to słowo klucz w poszukiwaniu pomysłów.
Byłam dzisiaj rano w sklepie po drobne zakupy. W kolejce stała kobieta. Pozornie zupełnie zwyczajna. Nikt na nią nie zwracał uwagi. Dla mnie fascynująca istota. Z niepowtarzalnymi emocjami, myślami, marzeniami. Opowieść.
One czają się wszędzie. Wypisane na kobiecych twarzach, na stronach czytanych książek, gdzie każde zdanie może otworzyć drzwi do nowej historii. W muzyce, która tak pięknie wzmacnia wyobraźnię, w kontakcie z przyrodą, zielenią, wszystkim,  co żywe, prawdziwe. W rozmowach z przyjaciółmi i nieznajomymi.
Jest to też z całą pewnością dar. Fakt, że kładę dłonie na klawiaturze i opowieść płynie, to coś magicznego.
Jednak każdy może wzmacniać swoją wyobraźnię i kreatywność. O wszystko, co w życiu ważne, trzeba dbać. Nawet wrodzony dar pisania może się kiedyś wyczerpać. Znam przypadki znanych sławnych pisarzy, których wydawcy błagają o nową książkę. Czytelnicy czekają w napięciu. A oni nie mogą napisać, bo nie mają pomysłu. Czują się wypaleni.
Jak nie dopuścić do tego przykrego uczucia w życiu zawodowym, prywatnym, duchowym?
Po pierwsze szanować zasoby. Nie doprowadzać się do stanu całkowitego wyczerpania. Odpoczywać. Zwłaszcza jest to ważne w projektach długodystansowych jak małżeństwo, praca zawodowa, prowadzenie domu, wychowanie dzieci, pasje. Odpoczynek stale dawkowany, stawiany jako jedna z priorytetowych kwestii. Równowaga pomiędzy pracą, a przyjemnością.
Po drugie wzmacniać. Każda nawet najbardziej urodzajna ziemia wyjałowi się, jeśli braknie wartościowego odżywienia. Nic już na niej nie urośnie. dbajmy o to, by nasza kreatywność nie była głodna. Od czasu do czasu trzeba ją nakarmić: książką, pięknym filmem, spacerem, kontaktem z naturą, kolacją przy świecach, spotkaniem z przyjaciółmi.
Po trzecie: wystrzegać się rutyny. Nawyki nie są złe. Pomagają zachować dyscyplinę i osiągać sukcesy. Ale równie ważne są zmiany. Choćby drobne, jak wybranie innej drogi do pracy. Raz na jakiś czas warto spróbować czegoś nowego. Czegoś się nauczyć, spędzić inaczej wieczór, zaskoczyć mile siebie i bliskich, postawić nowy cel, spróbować umiejętności w dziedzinie, której się boimy, ugotować coś, czego nigdy dotąd nie próbowaliśmy.
Po czwarte: patrzeć na świat nie tylko uważnie, ale też życzliwie. Najnowsze badania w wielu dziedzin od duchowości po fizykę coraz jaśniej dowodzą, że nie ma jednej obiektywnej rzeczywistości. Ona stale się zmienia. Ludzie patrzą na to samo i każdy widzi, coś innego. Naukowcy udowodnili, że najmniejsze cząsteczki, z jakich zbudowana jest materia, potrafią się zmienić pod wpływem samego faktu, że ktoś je obserwuje. Bardzo wiele zależy od tego, jak podchodzimy do życia. Których elementów widzimy dużo, tych dostaniemy jeszcze więcej. Kto ma, temu będzie dane. Warto wyliczać dobre rzeczy, cieszyć się, dziękować.
Na koniec stara indiańska legenda. Każdy człowiek rodzi się i prowadzi przez życie za sobą dwa wilki. Jeden jest bardzo zły, drugi dobry. Który wygra? Ten, którego karmisz.
Dobrego tygodnia, pełnego kreatywności, życzliwości i piękna :)




Podsumowanie roku 2019 i noworoczne plany

Rok 2019 był bardzo pracowity i wiele zmienił w moim życiu. Lubię noworoczne postanowienia i plany. Zawsze na koniec grudnia czytam marzenia  zapisane rok temu o tej samej porze. Jedne się spełniają, inne nie. Było jedno takie, które od siedmiu lat przepisywałam co roku i nic nigdy nawet nie drgnęło, choć robiłam wszystko, co w mojej mocy. I w tym roku wreszcie coś się wydarzyło :) Chyba znalazłam drogę :)
To znaczy, że wytrwałość jednak się sprawdza :)

Prywatnie mamy w domu już dwie studentki, maturzystkę i przedszkolaka. Dziewczyny się powoli wyprowadzają z domu i to moment przełomowy dla naszej rodziny.
Poza tym schudłam cztery kilogramy, uporządkowałam zdjęcia z ostatnich dziesięciu lat, przeczytałam dużo książek. Rozwinęłam swoją pasję psychologiczną i powiem Wam, że niektóre odkrycia są naprawdę fascynujące. 

Zawodowo było pracowicie. W minionym roku ukazały się cztery nowe książki.

Zakończyłam cykl Willa pod kasztanem, ukazała się też pojedyncza powieść Tam, gdzie serce twoje, która bardzo Wam się spodobała. Rok zakończył się Świątecznym prezentem, powieścią, w którą włożyłam wiele serca. Dziękuję za wszystkie pozytywne opinie i ciepłe słowa.

 Ukazały się też trzy wznowienia, z których największą popularnością cieszyła się Miłość z błękitnego nieba.

Odbyłam trzydzieści siedem spotkań autorskich. To naprawdę sporo, zważywszy na fakt, że niektóre biblioteki znajdowały się bardzo daleko. Na temat przygód w drodze śmiało można by napisać powieść. Dziękuję za zaproszenia, serdeczność, pytania, pełne sale i Waszą życzliwość. Bardzo lubię spotkania z Wami :)

W tym roku pracuję w prawdziwym gabinecie, a nie jak do tej pory wszędzie. Wprawdzie nadal chodzę po domu z laptopem, bo najlepiej mi się pisze w dziwnych miejscach :) ale to jednak pomaga, przynajmniej wszystkie książki i potrzebne drobiazgi są w jednym miejscu. Biurko jest ogromne, dębowe. Solidne i duże, żeby udźwignęło wszystkie projekty i pomysły.

Koniec roku nie był łatwy. Do kosza poszła prawie gotowa powieść, nad którą długo pracowałam. Pierwszy raz w życiu nie dotrzymałam terminu. To były trudne chwile i decyzje. Tym bardziej, że kłopoty chodzą nie tylko parami, ale czasem całymi stadami i do tego nagromadziło się pod koniec roku wiele innych trosk.

Ale jest już lepiej. Problemy pokonane lub na dobrej drodze do pokonania.  A ja znów piszę i jestem pełna optymistycznych planów. A trudne momenty pokazują, jak wielu mamy przyjaciół i jaka jest siła rodziny.

W przyszłym roku plany przedstawiają się następująco.  W najbliższym czasie, jeszcze nie wiem dokładnie kiedy, ukażą się dwie wiosenne powieści. Jedna jest współczesna i opowiada o perypetiach trzech przyjaciółek, które próbują zbudować szczęśliwe związki w dzisiejszym zwariowanym i skomplikowanym świecie.  Każda myśli, że ta druga to ma naprawdę fajowe życie, a ona same kłopoty. Prawda okaże się oczywiście inna. To historia bardzo bliska życiu, ciepła i pełna wzruszeń, jak lubicie :)

Druga jest historyczna. Akcja rozgrywa się w XIX wieku i opowiada o pewnym malowniczym dworku i dziewczynie, która niespodzianie zmierzy się z wielkim wyzwaniem i tajemnicą. Stawką jest życie i miłość, więc gra toczy się wysoko.  A życie w dworku mimo szalejącej za oknem wichury dziejów jest bardzo piękne.

Napiszcie, którą chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności :)

Potem nadejdzie czas na długo oczekiwane wznowienie serii Jabłoniowy sad. Wiele osób właśnie od niej zaczynało przygodę z moimi książkami i ja też nam do niej wielki sentyment. Kolejne tomu będą się ukazywać od lata nakładem Wydawnictwa Filia, a w październiku pojawi się czwarty tom tej serii. Na specjalne życzenie Czytelników, które spełniam, z wielką radością wracając do tej opowieści.

Potem ukaże się wznowienie Podarunku, mojej pierwszej świątecznej opowieści.

Będzie mniej spotkań autorskich, lista jest już na ten moment zamknięta. Ze względu na ilość wyzwań, jakie mnie czekają i przygotowań, bo niektóre projekty wymagają sporo wstępnej pracy, nie będę mogła tak często ruszać w drogę. Chyba, że wszystko pójdzie dobrze i zmienię zdanie :) Bo bardzo lubię się z Wami spotykać.
Oczywiście będziemy się mogli się zobaczyć na warszawskich i krakowskich targach książki.

Jestem wdzięczna za ten niezwykły rok. Za moment siądę do zapisywania nowych marzeń i planów na kolejny do czego Was też serdecznie zachęcam :) Życzę Wam wszystkiego, co najpiękniejsze w 2020 roku. Niech będzie dobry.



Świąteczne opowiadanie w prezencie na świąteczny czas:)

Kochani! Życzę Wam spokojnych, błogosławionych świąt. Pełnych spokoju, odpuszczenia, świadomości, że do naszych rodzin przychodzi Dzieciątko, a nie Sanepid, jest też raczej mało prawdopodobne, że nawiedzi nas horda wygłodniałych  czterdziestu rozbójników z ich szefem Alibabą. Sprzątajmy i gotujmy spokojnie i szczęśliwie. Kochajmy się nawzajem :)
A w prezencie na ten dobry czas świąteczne opowiadanie gratis. Dobrego czytania, wielu książek pod choinką i dużo miłości:)
A już niedługo przed Nowym Rokiem plany na nadchodzące miesiące.
Dobrego świętowania i czytania :)





,,Wigilijna miłość”

Gwiazdko najdroższa!
Pewnie nie musiałbym pisać nic więcej. Wiesz już wszystko. Obiecałem, że się do Ciebie odezwę, a ty przyrzekłaś czekać. Piszę więc do Ciebie dzisiaj, dzień przed Wigilią. Pamiętam, jak mówiłaś, że lubisz to święto. Pewnie dziś już nie doświadczasz tamtej magii. Dwadzieścia pięć lat małżeństwa to sporo. Domyślam się rutyny, kłótni, wypalonego związku i łóżka, które służy tylko do spania.
Z nami było inaczej. Pamiętasz to wszystko? Minęło wiele lat. Oboje przeszliśmy szmat życiowej drogi.
Wiem, że zrobiłaś karierę, piszesz piękne bajki dla dzieci. Widziałem w sieci okładki tych książeczek i nagrody, jakie zdobyły, a także zdjęcia tłumów roześmianych dzieciaków. Lecz przede wszystkim Twoje. Niewiele się zmieniłaś, jesteś coraz piękniejsza. Może brakuje mi trochę tego błysku w oczach, który pamiętam z naszego ostatniego wieczoru.
Wiem, że i Ty potrafisz sobie przypomnieć każdą chwilę. Ognisko na plaży, wiatr od morza, wilgotny, ale ciepły piasek i co najważniejsze, smak słonych pocałunków. Ileż pięknych obietnic wtedy padło!
Ja swojej dotrzymałem. Odzywam się do ciebie. Proszę, żebyś i Ty zrobiła to samo. Obiecałaś, że będziesz czekać na plaży. Wtedy było lato, dziś jest zima, minęło wiele lat, ale to niczego nie zmienia. Będę więc stał na pomoście, tam, gdzie Cię po raz pierwszy pocałowałem. Byłaś dla mnie darem, dziś ja będę darem dla Ciebie.
Mnie też się w życiu udało wyzwolić z okowów nudy i prozy życia. Zbudowałem firmę. Jeżdżę po świecie. Mam mnóstwo możliwości. Nawet jeśli przez ostatnie dwadzieścia pięć lat Twoje życie było trudne, teraz się zmieni. Ta Wigilia będzie dla Ciebie absolutnie wyjątkowa.
Domyślam się, że nigdy nie zostawiłabyś swoich dzieci, ale dowiedziałem się, że Twój najmłodszy syn wyjechał na studia do Warszawy, jesteś więc już właściwie wolna. Nie musisz siedzieć w domu z mężem, którego nie kochasz, i nie ma żadnego powodu, byś była smutna chociaż jeden dzień dłużej.
Najukochańsza Gwiazdeczko! Wróciłem do Polski tylko dla Ciebie. Jutro Wigilia. To piękny dzień, by zacząć nowe życie. Będę czekał na pomoście i tam Cię pocałuję jak wtedy, a potem zaczniemy nowe życie. Najpierw od świątecznej kolacji, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie przeżyłaś. Żadne tam domowe urabianie się po łokcie, gotowanie barszczu, lepienie uszek, a potem nudna wieczerza z domownikami, których wypowiedzi jesteś w stanie przewidzieć w stu procentach. Kto wie, może nawet nie lubisz swojej teściowej? Wieczorem pewnie oglądacie telewizję. Wyobrażam to sobie, koszmar, horror.
Przyjechałem, by Cię uratować. Milczałem długo i nie chcę się z tego tłumaczyć. Jakie to ma teraz znaczenie, skoro jestem tu, aby cię wyzwolić?
Twój na zawsze i do końca,
Damian
PS Ja nigdy się nie ożeniłem.

Natalia czytała ten list chyba już setny raz. Miała nawet wrażenie, że litery trochę zblakły od tego ciągłego wodzenia po nich wzrokiem. Całe szczęście, że Antka nie było w domu, bo ta dziwna koperta z kremowego papieru z pięknym znaczkiem i odręcznie wypisanym adresem z pewnością zwróciłaby jego uwagę. Nikt już nie pisze takich listów. W skrzynce pocztowej zwykle znajdowały się rachunki, ulotki reklamowe, teraz przed świętami trochę kartek z życzeniami.
Damian nie znał kompromisów. Nie dość, że papeteria wyglądała na luksusową, a wszystkie słowa zostały wypisane atramentem zapewne płynącym w drogim piórze, to jeszcze list pięknie pachniał męskimi perfumami. Ale nie takimi, które przywodzą na myśl testosteron, lecz ciepło i poczucie bezpieczeństwa, plus dodatkowo świąteczne nuty cynamonu i goździków. Brakowało danych nadawcy, ale ona od razu poznała ten zamaszysty charakter pisma i wiedziała, że tylko jeden człowiek na świecie mógłby wysłać do niej w ten sposób swoją wiadomość.
W pierwszej chwili chciała wyrzucić kopertę do kosza, ale pokusa okazała się silniejsza. Rozerwała ją niemal na strzępy. Ostatni raz w ten sposób rozpakowywała test ciążowy, drąc go zębami, bo nie mogła się doczekać wyniku i minuta wydawała jej się wiecznością. Teraz podarta koperta leżała na podłodze. A ona stała w kuchni oparta o stół i czytała.
Przez pierwsze piętnaście minut łzy nie pozwalały jej rozróżnić liter. Musiała pójść do łazienki, wypłakać się, uspokoić. Obmyć twarz zimną wodą i wrócić znowu. Udało jej się za drugim razem odczytać tylko nagłówek „Gwiazdko najdroższa!”. Tak do niej mówił i to prawda, nie musiał już pisać niczego więcej. Te słowa niczym tajemnicze zaklęcie otwarły drzwi do zapomnianego dawno świata wielkiej miłości, ale też ogromnego cierpienia i tęsknoty tak dużej, że były momenty, kiedy Natalia sądziła, że tego nie przeżyje. Czarna dziura pochłonie ją bez reszty tak, że ona nigdy już się z niej nie wydostanie.
To trwało bardzo długo. Poznała Damiana na pierwszym roku studiów. Był od niej starszy, imponował jej wszystkim. Kochała go tak mocno, jakby cała miłość wszechświata zgromadziła się w jednym jej sercu i wypełniła do tego stopnia, że omal nie pękło.
Oczywiście pamiętała każde ziarenko piasku wtedy na plaży i iskry w jego oczach – odbijały się w nich płomienie z ogniska – smak ust, szorstkość warg, wszystko. Takich chwil człowiek nie zapomina nigdy w życiu. Marzyła o tym momencie, kiedy znów się spotkają. Wyobrażała go sobie na tysiąc sposobów. Próbowała hipnotyzować na telefon i czekała na jego dźwięk. Sprawdzała maile tak często, że starł jej się klawisz F5 w komputerze. Biegała na pocztę, a ślady jej czekania mogłyby służyć jakiemuś ambitnemu doktorantowi za źródło do prac o tym, jak zmieniały się środki komunikacji w ciągu ostatnich lat: telefon na kabel, potem bezprzewodowy, internet, poczta, wiadomości, SMS-y…
Sprawdzała wszystko i czekała. Ciągle czekała. Właściwie to czekała nawet jeszcze po ślubie. Pamiętała ten moment, kiedy wybierali do swojego wymarzonego mieszkania lampy, a ona zastanawiała się tylko, czy żyrandole spodobają się Damianowi. Czy gdyby przyszedł do nich do domu, to pochwaliłby taki wybór? W końcu wskazała palcem na ten, który jej zdaniem najbardziej odpowiadałoby jej dawnemu chłopakowi i wisiały te lampy całe lata, będąc jawnym symbolem tego, że w domu mieszka dwóch facetów. Jeden fizycznie, a drugi duchowo.
Oczywiście Damian trafił w punkt. Nie zawsze była ze swoim mężem szczęśliwa, czasem nawet bardzo się kłócili. Płakała przez niego, bywało, że miała ochotę usiąść i powiedzieć mu prosto w twarz: „Od początku cię oszukałam. Po prostu nie chciałam być samotna, a ty stałeś się dla mnie łatwym łupem. Umawiałeś się ze mną, zakochałeś, ożeniłeś, a ja w dniu ślubu, przypinając ci bukiecik do klapy marynarki, myślałam tylko o tym, że tamten był lepiej zbudowany, że na nim ten garnitur leżałby zupełnie inaczej”.
To okropne, nawet straszne. Nigdy jednak tego nie powiedziała na głos. Potem urodziły się dzieci i życie zaczęło toczyć się wokół nich. Antek był niezłym ojcem. Czasem się nie zgadzali, ale synów wychowali na dobrych ludzi.
I tutaj też Damian miał rację. Odkąd obaj wyprowadzili się na studia, dla Natalii zaczęło się zupełnie nowe życie. Już nie wspominała starej miłości, nie wracała do tamtych chwil, coraz częściej przytulała się do męża i cieszyła jego dotykiem. Cieszyła tak naprawdę do końca. Czasem miała wrażenie, że ich ciała są jakby dla siebie stworzone. Nawet jeśli kłócili się w ciągu dnia i wydawało się, że dojście do porozumienia jest całkowicie niemożliwe, że to beznadziejny przypadek, to kiedy przytulali się do siebie, czuła niezwykłą jedność z tym człowiekiem. Wręcz namacalnie. Coś, czego mimo ogromnych uniesień nigdy przy Damianie nie doświadczyła.
Ale wciąż zastanawiała się, co będzie dalej. Chłopcy mieli te święta spędzić u dziadka w Austrii. Rozwiedzeni rodzice Antka zapraszali czasem wnuki do siebie na święta – dziadek do Austrii, a babcia do Stanów. Tak ich życie rozrzuciło po świecie.
Natalia nie lubiła tam jeździć, Antek też robił to bardzo niechętnie, ale nie zabraniali dzieciom kontaktów z dziadkami. Te święta miały być więc rzeczywiście wyjątkowe, bo spędzone tylko we dwoje.

Ukochana Gwiazdeczko!

Natalia aż usiadła na podłodze.
Czy chciałaby znów usłyszeć te słowa? Czy wolała spędzić resztę życia w tym samym domu z jednym tylko człowiekiem, którego przecież bardzo dobrze już znała i niczego od życia więcej się nie spodziewać?
Mówią na to kryzys wieku średniego lub syndrom pustego gniazda, ale ona wiedziała, że to po prostu strach przed przespanym życiem. Obawa, by nie obudzić się nagle po odejściu dzieci z obcym człowiekiem u boku i świadomością, że gdzieś coś się przegapiło, jakiś ważny moment, kiedy drogi zaczęły się rozjeżdżać. Nie zaradziło temu w porę.
Spojrzała na zegarek. Dochodziła piąta po południu. Antek za chwilę mógł wrócić z pracy. Szybko pozbierała resztki koperty z podłogi. Upewniła się, że nic nie leży gdzieś w jakimś zapomnianym kącie, po czym schowała list głęboko pomiędzy czerwone okładki powieści obyczajowej, którą właśnie czytała. Wiedziała, że tam Antek z pewnością nie zajrzy. Był miłośnikiem czarnych kryminałów pisanych przez przystojnych mężczyzn o mrocznej wyobraźni.
Próbowała się uspokoić, przestać o tym wszystkim myśleć.
Damian zawsze wiedział, w który punkt trafić, żeby osiągnąć cel. Trafnie budził pytania, nad którymi zastanawiała się już od dłuższego czasu, choć nie dopuszczała ich do świadomości. O co tak naprawdę w życiu chodziło? Czy tylko o to, by urodzić i wychować dzieci? Żeby oglądać telewizję, pić kawę, siedzieć razem na kanapie? Czy to dużo, czy mało? Taki zwykły spokojny związek.
Wiedziała, że jeśli stanie na pomoście jutro po południu, to już nigdy nie wróci do domu. Może będzie początek fascynującej przygody A może krótki burzliwy romans, po którym nie zostałoby już nic?
Usiadła na kanapie i otworzyła komputer. Chciała się skupić na pracy. Skończyła właśnie kolejną część serii bajek dla dzieci i planowała zanurzyć się w przyjaznym, pełnym humoru i ciepła świecie mieszkających na skraju lasu czterech misiów.
Ledwo jednak otwarła dokument, wyskoczyło jej powiadomienie o otrzymanych wiadomościach mailowych.

Ukochana Gwiazdeczko! – przeczytała znowu. – W Twoim wydawnictwie nie chcieli podać mi numeru telefonu do Ciebie. Straszni ludzie. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy mój urok osobisty nie przedarł się przez czyjeś zasieki. Nie takie informacje zdobywałem. Zastanawiam się nawet, czy nie zwolnić sekretarki, której również nie udało się znaleźć do Ciebie kontaktu. Muszę to przemyśleć, kochana. Tak bardzo chciałbym zadzwonić, usłyszeć Twój głos.
Wysyłam Ci wiadomość mailową, żebyś mogła mi szybciej odpowiedzieć. Tradycyjny list od Ciebie przecież szedłby długo, a poza tym nie znasz adresu zwrotnego.
Wysłałem go tylko po to, by Cię zaczarować. Zasługujesz na wszystko, co najlepsze: jakość życia, chwile piękniejsze niż sny…
Napisz, proszę, czy staniesz jutro na pomoście. Moja noc była szczęśliwa. Wypełniona wyłącznie marzeniami o Tobie i o naszym wspólnym życiu. Nie uwierzysz, jak wiele ich jest. Jakby wszystko, co gromadziłem przez te dwadzieścia pięć lat, nagle wybuchło. Spotkałem w życiu wiele kobiet, ale żadna z nich nie była moją najwspanialszą Gwiazdeczką, tylko Ty. Jestem teraz dojrzałym człowiekiem. Wiem, co jest w życiu najważniejsze. Kolejne dwadzieścia pięć lat chcę spędzić tylko z Tobą.

Zamknęła laptopa, aż trzasnęła obudową.
Ileż ona dałaby za te słowa, gdyby przyszły we właściwym momencie. Teraz wywołały poruszenie, ale już nie takie samo, bo podszyte mocnym cierpieniem. Była artystką. Słowo stanowiło jej codzienne narzędzie pracy. Lubiła piękne zdania, ładne metafory. Antek został inżynierem produkcji i lubił swój zawód. Był rzeczowy do szpiku kości. Mówił krótko i na temat, szybko stawiał kropki, a w jednym zdaniu mieścił tyle informacji, ile tylko można było. Nigdy niczego nie dodawał ponad to, co konieczne. Nie był tak wylewny.
Ale ją kochał. Szczerym prawdziwym uczuciem.
Natalia aż się złapała za głowę. Czuła się jak po zejściu z karuzeli. Kiedy człowiek nie jest w stanie iść prosto, złapać kierunku.
Jakie to okrutne ze strony Damiana – pomyślała nagle. – Burzyć mój spokój, moje poukładane życie. Wprowadzać w nie tak niewiarygodny zamęt.
Damian jak zawsze był bardzo pewny siebie. Uważał, że ma prawo odezwać się, bo przyszła mu na to ochota. Kierował się wyłącznie własnymi pragnieniami. Ale miał rację. Chciała być w życiu szczęśliwa. Stała przed ważnymi decyzjami. Już miała świadomość, że nie może sobie pozwolić na marnowanie życia. Wiedziała, jak bardzo cenny jest każdy dzień.
Wciąż była zdrowa. Skończyła czterdzieści pięć lat, ale zachowała młodzieńczy wygląd i dziewczęcy urok, cieszyło ją życie. Jeszcze miała siłę wspinać się na górskie szczyty, tańczyć nocami, kochać się do upadłego i snuć marzenia. Nie chciała zamknąć się w domu i tylko patrzeć, jak płynie czas.
Choinka stojąca w rogu salonu zamigotała pięknie. W posprzątanym mieszkaniu pachniało cynamonem i pomarańczami. Było cicho i miło.
W tym jednym Damian się pomylił. Natalia dzisiaj nie urabiała się po łokcie. Oboje z Antkiem zdecydowali, że zamówią jedzenie w pobliskiej restauracji. Po prostu będą cieszyć się wspólnym wieczorem.
Ale czy rzeczywiście będzie on tak piękny? Czy w ich rozmowę nie wkradnie się szybko nuda? Czy bez dzieci znajdą dostatecznie dużo tematów do rozmowy?
Miała wrażenie, że swędzą ją opuszki palców. Jak wtedy, kiedy w głowie pojawiała się wspaniała historia i domagała natychmiastowego przelania na papier. Chciała od razu otworzyć laptopa i napisać Damianowi odpowiedź. Tylko jaką?
W pierwszym odruchu cisnęło się jej na klawiaturę entuzjastyczne „Tak”.
Rzucić się w to całą sobą, nie myśląc zbyt wiele. Przeżyć coś tak bardzo niezwykłego. Właściwie to mogłaby nawet potem zmienić branżę i napisać powieść dla dorosłych, taką, którą sama bardzo chciałaby przeczytać. O najpiękniejszym romansie świata.
Czuła, że tak by to właśnie wyglądało. Na pomoście wiałby wiatr i szarpał jej włosami, a Damian pewnie po latach jest jeszcze bardziej przystojny niż kiedyś. Bez trudu wywołałby w niej przyspieszone bicie serca. Mężczyznom czas służy. Będzie zapewne świetnie ubrany i z całą pewnością zaprowadzi ją szybko do luksusowego samochodu. Zawsze lubił takie zabawki i była pewna, że teraz, kiedy go na nie stać, korzysta bez oporów z przywilejów życia.
Może pojadą do wspaniałego hotelu albo on wynajął gdzieś urokliwy domek tuż nad brzegiem morza? Pewnie w zasięgu jego karty kredytowej leżą różne nietypowe miejsca, do których zwykły turysta nie trafia. Zapewne każdą skomplikowaną akcję organizuje dla niego sekretarka, może i większa ilość pracowników? Miał fantazję, nie tylko pieniądze. Na pewno potrafi wyczarować niezwykłe życie.
Która kobieta o takim nie marzy? Jak wiele oddałoby za to zwykłego męża, który pracuje, owszem, na kierowniczym stanowisku, ale zawsze od ósmej do szesnastej? Ma co miesiąc taką samą pensję i marzenia tego typu, żeby kupić chłopcom mieszkania, zanim skończą studia. Ho, ho! To było nie lada wyzwanie, zważywszy na ceny nieruchomości w Warszawie, ale jakże nieromantyczne.
Ona też odkładała swoje tantiemy w tym samym celu. Nie cierpieli biedy, ale byli ostrożni, jeśli chodzi o wydatki.
Czy takie życie może człowiekowi dać prawdziwe szczęście? Natalia zamknęła laptop i wyszła na balkon. Mroźne powietrze nieco ochłodziło jej rozpalone czoło. Mieszkali na ładnym strzeżonym osiedlu. Nie było wprawdzie śniegu, ale wszędzie czuło się atmosferę nadchodzących świąt.
Natalia westchnęła. W ilu jeszcze domach inne kobiety też się zastanawiają, leżąc w łóżkach, czy wiodą prawidłowe życie? Czy rzeczywiście o to im chodziło? Nie ma takiego lekarza, który potrafi wypisać receptę na szczęście. A może powinien być?
Zapiszczała komórka i Natalia wyciągnęła ją z kieszeni lekko drżącymi z zimna dłońmi. Odczytała wiadomość:

Gwiazdeczko najdroższa! Sekretarka jednak nie zostanie zwolniona. Udało jej się zdobyć Twój numer, ale ja postanowiłem do Ciebie nie dzwonić, tylko napisać. Wystarczy jednak, że odpowiesz choćby jednym słowem, zrobię to natychmiast, Kochanie moje. Ja już stoję na pomoście. Jeśli nie chcesz czekać do jutra, rzućmy to wszystko i spotkajmy się już dzisiaj.

Drgnęła. Usłyszała dźwięk zamykanych drzwi. Antek wrócił z pracy.
Szybko odłożyła telefon. A potem podeszła do przedpokoju. Oparła się o framugę i spojrzała na swojego męża bardzo uważnie. Policzyła wszystkie zmarszczki na twarzy. Dostrzegła widoczne w oczach zmęczenie. Wodziła wzrokiem po wciąż gęstych, chociaż już lekko posiwiałych włosach, doskonale znanym swetrze, który Antek bardzo lubił i nosił do znudzenia. Skończyła na długich stopach, z powodu których tak ciężko było mu kupić jakiekolwiek sensowne buty, oraz ramionach obejmujących ją każdego wieczoru. Od tylu już lat.
To wszystko było bardzo przyjemne, ale z całą pewnością nie tak fascynujące jak w filmach i powieściach.
Czy to właśnie jest miłość? Jej kojarzyła się bardziej z wiatrem we włosach i niesamowitymi porywami.
Zapragnęła zabrać męża na pomost, stanąć tam z nim i poczuć smak jego słonych pocałunków na ustach.
– Ależ jestem zmęczony! – powiedział Antek w tym momencie. – Marzę o tym, żeby zjeść parę łyżek zupy, usiąść na kanapie i nie ruszać się aż do rana.
Niezły plan – pomyślała Natalia z ironią. Jakby życie właśnie dawało jej odpowiedź na pytania, które kłębiły się w głowie. – Czy tak właśnie będą wyglądały teraz nasze dni?
Spojrzała na swoją kurtkę wiszącą na wieszaku. Wystarczyło w nią wskoczyć, włożyć buty. Samochodem stąd na plażę było jakieś dwadzieścia minut. Tam czekał na nią ktoś wyjątkowy. Gdyby tylko na niego spojrzała. Serce biłoby jej jak szalone, emocje szalały, czułaby się znów młoda niczym nastolatka.
Jak długo? – Ta myśl pojawiła się nieproszona.
Natalia dotknęła rękawa kurtki i uświadomiła sobie, że przecież nie jest nastolatką i choć wciąż pragnie żyć, to może jednak nie w taki sposób.
Zatrzymała się i jeszcze raz poważnym wzrokiem spojrzała na męża.
– Jest zupa – powiedziała uroczystym tonem, jakby właśnie omawiała z nim kwestię najwyższej wagi. – Jest też kanapa – dodała. – Możesz odpocząć. Ale mam do ciebie prośbę. Pojedźmy wieczorem na plażę.
Spojrzał na nią zaskoczony. Pogoda dzisiaj była zdecydowanie pod psem. Żadne piękne białe Boże Narodzenie nie rysowało się na horyzoncie. Wiał wiatr, a na plaży lodowate fale rozbijały się o piasek. Zdumiał się, a potem zrozumiał, że chodzi jej o coś ważnego. Kochał swoją żonę, był czujny wobec jej emocji.
Gdyby nic ich nie łączyło, pewnie by się zdenerwował, może powiedział coś ironicznego o głupich pomysłach kobiet, ale on spojrzał na nią bardzo uważnie.
– Dlaczego? – zapytał, po czym zatrzymał się. Serio chciał wysłuchać odpowiedzi.
– Bo mam kryzys – odparła szczerze, bardzo poruszona jego postawą i zachowaniem. – I wrażenie, że się starzejemy. A także wielką ochotę, żeby zrobić coś zwariowanego.
– Dobrze – uśmiechnął się. – Daj mi małą chwilkę. Przełknę cztery łyżki zupy, siądę dziesięć minut na kanapie i jestem do twojej dyspozycji. Pojedziemy na plażę. Jeśli bardzo tego chcesz, możemy się nawet wykąpać w morzu.
Aż zadrżała na samą myśl. Okropieństwo. W sumie stanie na pomoście o tej porze roku pewnie też. Poczuła silną pokusę, żeby nie ruszać się jednak z domu, dać sobie spokój, szybko postanowiła iść jednak za ciosem. Antek się dostosował. Pospiesznie przełknął zupę, nawet nie zdążył usiąść na kanapie i mimo zmęczenia włożył buty oraz kurtkę. Pojechali.
Plaża była puściuteńka. Aura nie zachęcała do spacerów, tylko w oddali na pomoście tkwił jakiś mężczyzna. Wiatr targał mu włosy i płaszcz.
Natalia wtuliła się w męża.
Jest wiele sposobów na szczęście – pomyślała. – Te najbardziej szalone niekoniecznie są najlepsze.
Brnęli uparcie przez piach, chociaż mróz powodował, że z zimna prawie odpadały im nosy i uszy. Przytulanie się do siebie było jednak bardzo nieprzyjemne. Antek nie poskarżył się ani słowem. Szedł, przyciskał ją mocno do boku, jakby wyczuł, że dzieje się coś istotnego. Chodzi o coś o wiele poważniejszego niż zwykły szalony spacer.
Nie dotarli w pobliże pomostu. Natalia bała się, by nie doszło do konfrontacji. To nie było potrzebne.
– Wracajmy! – zawołała, przekrzykując coraz mocniej wzmagający się wiatr. Antek wyraźnie się ucieszył. Czuł, że był to dla niego jakiś dziwny test i miał nadzieję, że go zdał.
Z powrotem ruszyli biegiem. Mróz jeszcze mocniej ściskał im policzki, ale przynajmniej szybciej dotarli do samochodu. Tam schronili się, drżąc i trzęsąc się z zimna.
Natalia spojrzała na męża i nagle zaczęła się śmiać. Głęboko i serdecznie, gdzieś z głębi serca.
– Jednak jesteśmy wariatami. To znaczy, dokładnie ja jestem – powiedziała. – A ty masz przy mnie przegwizdane.
Antek położył zgrabiałe z zimna dłonie na kierownicy, po czym spojrzał na nią.
– Jestem przy tobie szczęśliwy – powiedział. – I cieszę się, że jesteśmy razem.
Natalia spojrzała w stronę morza. Nie widać już było pomostu. Nie wiedziała, czy Damian nadal stał tam na zimnie, ale była pewna, że może mu odpisać. Z wdzięcznością. Bo choć jeszcze dzisiaj rano myślała, że odezwał się do niej w najmniej odpowiednim momencie, to teraz uświadomiła sobie, że to był właściwy czas. Tuż przed Wigilią, która dzięki temu jutro będzie piękna. Bo Natalia już się nie dręczyła pytaniami, znalazła swoje odpowiedzi i wybrała.
Spędzą te święta obydwoje tak, jak tylko będą chcieli. W swoim małym, dobrym świecie, do którego będą mogli wprowadzić tyle szaleństwa, na ile oboje będą mieli ochotę, bez krzywdzenia kogokolwiek.
Damian dobrze ją znał, rzeczywiście przeżywała teraz jakiś kryzys, choć sama nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Ale paradoksalnie ta miłość sprzed lat uświadomiła jej, że bardzo kocha swojego męża i nie chce żadnej zmiany. Sprawa z młodości wreszcie została zamknięta raz na zawsze.
Odetchnęła z ulgą. Antek to zauważył i ucieszył się. Włączył silnik samochodu i ruszył w stronę domu. Milczeli po drodze, a ona wysłała do Damiana wiadomość. Trzęsła się z przejęcia i zimna, z trudem trafiała palcami w klawiaturę telefonu. Odpowiedziała mu, że nie pojawi się na pomoście i nie zmieni swojego życia. Ale jeśli Damian ma ochotę, to serdecznie go zaprasza w pierwszy dzień świąt na kolację.
Nie odpisał i czuła, że pewnie już tego nie zrobi. Okazałoby się to zapewne dla niego zbyt trudne, patrzeć na ich szczęście. Był bardzo dobrym strategiem. To się sprawdzało w pracy i w życiu prywatnym. Wyczuł, że Natalia mówi poważnie. Bez trudu się domyślił, jak wyglądałoby takie wspólne popołudnie i najwyraźniej tego nie chciał.
A co najważniejsze okazało się, że wcale jej nie kochał, bo przecież nie zależało mu na tym, żeby była szczęśliwa. Nie zastanawiał się, jaki zamęt jego list może wnieść w jej życie. Dobijał się wszelkimi sposobami. Chciał tylko, by wszystko potoczyło się po jego myśli. To charakterystyczny objaw zauroczenia, nastoletniej fascynacji, a nie prawdziwego uczucia.
Natalia położyła głowę na oparciu fotela i przymknęła oczy. Jak bardzo trzeba być w życiu ostrożnym, by podejmować dobre decyzje. Jak bardzo uważnym, żeby nie przegapić pozornie błahego pytania, które niesie w sobie ogromnie ważną treść.
Antek wygrał, bo był czujny. Zareagował w porę, zauważył jej emocje. Naprawdę jej tym zaimponował.
– Mam dla ciebie prezent – powiedział, kiedy zaparkował samochód przed domem. – Wigilia dopiero jutro, ale przecież żadne z nas i tak już nie wierzy w Mikołaja. Chciałbym dać ci go dzisiaj. Nie mogę już wytrzymać.
– Dobrze – roześmiała się. – Na tę okoliczność mogę nawet ugotować parę uszek, które już przyjechały i czekają w lodówce. Zjemy sobie, żeby wejść w świąteczny nastrój, a potem dasz mi prezent. Ja też nie lubię czekać.
Pobiegli do domu roześmiani, radośni, pełni oczekiwania. A potem jedli uszka z kapustą, siedząc na podłodze, z jednego talerza. Natalia całowała męża, a na jej palcu błyskał pierścionek.
Było wspaniale.
Szara rzeczywistość potrafi mieć czasem więcej barw niż najbardziej nawet szalony romans. Choinka skrzyła się tysiącem światełek. Natalia przymknęła oczy z wdzięcznością. Było dobrze, było naprawdę dobrze. Nie musiała szukać szczęścia u innych, miała je w sobie.
I to był najpiękniejszy prezent, jaki sama dała sobie na święta.

Świąteczna powieść :)

Z wielką radością prezentuję Wam najnowszą zapowiedź.
Dostępna w przedsprzedaży link
 Świąteczną powieść. Jeszcze za oknem lecą kasztany, ale w świecie wydawniczym już trwają przygotowania do tego wyjątkowego czasu.
To nowa historia. Nie jest częścią serii lecz osobną opowieścią.
Tak opisuje ją wydawca.

Czy można oszukać przeznaczenie? Czy rodowa skaza może ujawnić się w czasie najpiękniejszych świąt w roku? W rodzinie Zosi wszystkie kobiety zakochiwały się w jednym typie mężczyzn. Przystojnym brunecie o pustym sercu, czarującym lecz niezdolnym do odwzajemnienia miłości. Uroczym, ale nieodpowiedzialnym. Taki był jej dziadek i ojciec, a także mąż starszej siostry.
Zosia nie chce powtórzyć ich losu. Jest ostrożna, czujna, bystra. Nie szuka miłości. Jednak przystojny brunet w najgorszym typie pojawi się na jej drodze sam, jakby ciągnięty niewidzialną nicią przeznaczenia. Prosto ku zgubie. Czy los można odwrócić? Czy Zosi uda się uchronić przed powtórzeniem błędów mamy?
Wydaje się to łatwym zadaniem, dopóki ten wyjątkowy mężczyzna nie spojrzy jej w oczy tuż przed wigilijnym wieczorem.

Polecam Wam tę zapowiedź bardzo serdecznie :)
© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon