Strony

blog Krystyny Mirek

.

.

Wydawnicze plany, zmiany i zapowiedzi :)


Sezon urlopowy trwa w najlepsze, ale jednocześnie lato to dla wielu pisarzy najbardziej gorący okres, dosłownie i w przenośni. Ciepło na zewnątrz, a my zwykle od późnej wiosny przez całe lato w powieści świątecznej. Teraz też tak to wygląda. Za oknem skwar, a ja się właśnie przechadzam po ośnieżonych stokach pewnej małej górskiej miejscowości.
Tym samym zapowiadam, co się w tym roku dalej wydarzy. A dzieje się sporo. Pojawiają się wznowienia do zamówienia tutaj:
  https://www.empik.com/szukaj/produkt?q=mirek%20krystyna&qtype=basicForm&ac=true

W tym roku czeka nas jeszcze jedno. Będzie to ,,Podarunek" który w nowej odsłonie pojawi się jesienią. Dla wielu jest to ulubiona powieść, więc tym mocniej się cieszę.
Będą także zmiany. Na ten rok planowane były jeszcze dwa tomy z serii Willa pod kasztanem. Jedna we wrześniu, a ostatnia, świąteczna na koniec roku.
Ale opowieści rządzą się własnymi prawami. Nagle i niespodzianie w czwartym tomie Antek mi się pięknie zakochał.  Nie powiem oczywiście w kim, ale bardzo się cieszę, bo napisałam sporo ponad milion znaków, by do tego punktu dojść.  Tym samym historia w naturalny sposób się kończy. Choć Antek nie jest głównym bohaterem czwartego tomu, to jednak jest człowiekiem, od którego wszystko się zaczęło. Tak więc czwarty tom Wilii pod kasztanem ukaże się we wrześniu i na ten moment zakończy serię. Wszystko się wyjaśni.
Oczywiście, tak jak w prawdziwym życiu zawsze można wrócić do znajomych drzwi, zajrzeć do środka i sprawdzić, co dalej, tak też w tym przypadku może się kiedyś zdarzyć, ale na razie zamykamy serię ostatnim tomem. A jego główną bohaterką będzie Dorota, na którą wielu czeka.
Potem na zimę planujemy powieść świąteczną, by zakończyć rok. To już chyba będzie moja ostatnia świąteczna powieść. Pomysł na nią przyszedł już dawno temu. Mocno mi się pcha na klawiaturę i domaga, by ją opisać. Będzie to opowieść o trzech siostrach, rodzinnej tajemnicy i pewnym starym domu. Ale to dopiero zimą, a tymczasem  okładkę, piękną, jesienną wrześniowej powieści zaprezentuję Wam już niebawem. Przy okazji tej premiery będzie też sporo niespodzianek. Liczę, że będziecie zadowoleni z zakończenia Waszej ulubionej serii. Do września już niedaleko, a przedsprzedaż ruszy rzecz jasna wcześniej.
Tyle planów na ten rok. Opowiadań na razie nie będzie, bo już nie nadążam, a chcę się w pełni skupić na nowych książkach. Jak Wam się podoba ten plan? :)
A w ogrodzie lato :)



Odpoczywanie :) A tak naprawdę o tym, skąd czerpię energię :)

Właśnie wróciłam z gór. Było pięknie. Z tej pogodnej krainy, gdzie człowiekowi bliżej do chmur niż do ziemi, prosto w wir życia i czasu, kiedy przedszkole zamknięte, więc organizacja domowa staje się czasem bardziej skomplikowana.
Lubię odpoczynek, wyjazdy i wszelkie miłe dni, zarówno takie, gdy się tylko leży i patrzy w niebo, jak i te intensywne ze zwiedzaniem i dobrze zorganizowany planem.
Ale lubię też wracać do domu.
Wiele osób pyta, jak to wszystko u nas działa. Czworo dzieci (tak naprawdę w naszym domu często bywa dużo więcej :) wiele napisanych książek, artykuły w gazetach, blog, Facebook, Instagram, spotkania autorskie. Nie da się na to pytanie odpowiedzieć jednym zdaniem. Jest to część warsztatów, które bardzo lubię i z zaangażowaniem prowadzę, jeśli tylko pozwala mi na to czas rodzinny (na razie nie ma w nim zbyt wiele luzu :) Kiedyś napiszę na ten temat książkę, bo nie sposób wszędzie dojechać, a życie to fascynujący temat.
Dziś opowiem tylko o odpoczywaniu i zarządzaniu energią. Skąd czerpię siłę? Jak się regeneruję?
Kiedyś postępowałam jak wiele osób. Najpierw cały rok ciężka praca i odliczanie dni do urlopu. Jeszcze przed samym wyjazdem podkręcałam śrubę, bo zawsze było mnóstwo spraw do załatwienia na sam koniec. W pracy, żeby wszystko przed urlopem przekazać i w domu, żeby go zabezpieczyć. Do tego pakowanie siebie i dzieci, organizacja opieki nad zwierzakami, przegląd auta, droga, często daleka, liczne nieprzewidziane zdarzenia, które wtedy często nas dopadały i potęgowały ogólne napięcie. Bywało, że tuż przed wyjazdem byliśmy wszyscy mocno wyczerpani. Docieraliśmy na miejsce, chwilę odpoczywaliśmy po tym całym stresie i kiedy człowiek się ogarnął, doszedł do siebie i poziomu,  w którym  mógłby zacząć cieszyć się urlopem, to za dzień dwa trzeba było wracać. I znów to samo. Pakowanie, setki kilometrów drogi do domu. Czasem wracałam zmęczona. Kiedyś bywałam zmęczona cały rok.
Dziś inaczej zarządzam swoją energią. Nie doprowadzam się do stanu przepracowania, choć mam jeszcze więcej obowiązków niż dawniej, a przerwy inaczej sobie i rodzinie dawkuję. Przede wszystkim pilnuję, by odpoczynek nie był wyjątkiem, lecz stałą normą w moim życiu. To znaczy, że w całym moim dość rozpędzonym planie dnia pilnuję, by chwila wytchnienia znalazła się zawsze. Codziennie. Czasem jest ona krótka np. pół godziny porannej kawy na tarasie z widokiem na ogród, czasem to miła wieczorna godzina z książką i ciepłym światłem lampy. Nigdy nie ma na to czasu, zawsze jest coś ważnego do zrobienia, mimo tego znajduję te chwile i dzięki temu mam więcej sił i ochoty do dalszych działań. Odpoczynku pilnuję też w skali tygodnia. Jedno całkiem wolne popołudnie, jakiś weekendowy wyjazd, to może być coś małego, ale stale. Podobnie w miesiącu, coś większego powinno się pojawić. Jakiś spokojny czas przeznaczony na regenerację sił, spędzony przyjemnie. Nie musi być nic wielkiego, ale stale. To sprawia, że do urlopu nie dobijam już jak rozbitek na całkiem zużytej łajbie, lecz dopływam spokojnie.
To nie jest łatwe. Wymaga planowania, pomyślenia, czasem odwagi, by komuś powiedzieć: nie, czasem pracowitości, bo kiedy w czasie pracy nie obijasz się, lecz robisz, co do ciebie należy, potem możesz odetchnąć. Ale też nie o łatwe mi chodzi, od dawna nie szukam już rozwiązań tylko łatwych, lecz przede wszystkim skutecznych.
Robię zawsze jedną rzecz w jednym czasie i w pełni się na niej koncentruję. Gdy bawię się z dziećmi, laptop mam zamknięty, gdy pracuję, nie planuję obiadów, nie gadam przez telefon (czasem:) gdy odpoczywam, nie myślę, ile mam jeszcze roboty.
Ładuję energię. Każdy człowiek ma inne źródła, które go wspierają. Dobrze jest je znać i korzystać. Zwykle są to woda, sen, ruch (sensowne ćwiczenia dodają sił), zdrowe jedzenie, pozytywne myśli (negatywne rozpamiętywanie, żal, złość, pogarda zużywają nieprawdopodobną ilość życiowej energii). Dla mnie to także  dzieci, słońce, czytanie, przyroda, zieleń, góry, czekolada (niestety:) taniec i kilka innych. Pilnuję, by były obecne w moim życiu. Tak naprawdę, nie tylko teoretycznie i  w jak największej ilości.
Potrafię się skupić i pracować w prawie każdych warunkach, podobnie jak odpoczywać. Do jednego i drugiego podchodzę z zapałem i radością. Łapię życie za pięty, bo szybko ucieka i zbieram dobre chwile. Czasem jest to bardzo łatwe, gdy wszystko się układa, ale nie poddaję się też, gdy jest ciężko.
W urlopowym czasie tego właśnie Wam życzę. Żeby odpoczynek nie był wyjątkiem, lecz normą. Byście do swoich ciał podchodzili z czułością i troską, nie doprowadzali ich do stanu wyczerpania. Aby służyło Wam wszystko wokół. Wasze domy były przyjaznymi miejscami, Wasi przyjaciele, ludźmi, którzy budują, wspierają i dają radość. By ładowało Was słońce, wiatr, szum drzew i nawet lato w mieście dostarczało piękna oraz powodów do radości.






Targowe emocje :)



Za nami Warszawskie Targi Książki. To były wyjątkowo miłe i radosne targi, choć nie brakowało elementów wzruszających.
Po raz pierwszy byłam poza domem trzy dni. Dziecko rośnie i w sposób wyraźny to odczuwam. Po raz pierwszy też podróżowałam bez laptopa. Tak zwyczajnie siedziałam w pociągu i czytałam książkę. W hotelu też nie pisałam. Co to się na tym świecie dzieje! :)
Te trzy targowe dni były wspaniałą przygodą. Serdecznie Wam dziękuję za wszystkie wspaniałe emocje. Czytelniczkom i Czytelnikom, którzy stali w długiej kolejce, blogerkom, a także autorkom, które wspierają się wzajemnie i to jest piękne. Dziękuję też mężowi, który robił zdjęcia i nigdzie go nie ma :) Tylko u Magdy Kordel w telefonie :)
Najważniejsze było oczywiście sobotnie spotkanie, którego bohaterką stała się najnowsza powieść. Po raz pierwszy wzięłam ją do ręki i był to jak zawsze wspaniały moment. Jest piękna :) I już znalazła swoich pierwszych Czytelników :)
 Dziękuję serdecznie za wspaniałą atmosferę, Wasz liczny udział, wszystkie uśmiechy, dobre słowa, uściski i upominki <3





Było to też spotkanie pełne miłych odwiedzin i wzajemnego pisarskiego wsparcia. Najnowszą książkę polecają:
Magdalena Kordel i Magdalena Witkiewicz

 Magdalena Stachula

Odwiedziła mnie także Małgorzata Kalicińska
Na stanowisku Filii odbył się wywiad radiowy.
I można było wylosować bursztynowy naszyjnik. Cieszę się, bo wiele z nich trafiło do Mam :)

A wszystko zaczęło się w piątek rano od wspaniałych spotkań. Pierwsze dotyczyło jednego  moich największych zawodowych marzeń i czas pokaże, co z tego wyniknie :)
Potem był przemiły obiad z Justyną Chaber z Ona Czyta, świetnej strony zrzeszającej miłośników czytania, na której wiele razy polecano moje książki. Serdecznie dziękuję :)

Niezwykle miłe było też śniadanie z administratorką fanclubu Agnieszką Balcerską. Wkłada ona wiele pracy w całoroczne prowadzenie strony.

 Odbyło się także spotkanie autorskie w jednej z warszawskich bibliotek.




 Wieczorem kolacja dla autorów Wydawnictwa Edipresse i wiele wspaniałych emocji. Z Magdą Stachulą, Alkiem Rogozińskim, Agnieszką Walczak Chojecką i Anią Sakowicz.







Serdecznie dziękuję za wspaniałą atmosferę :)
Nie zabrakło też spotkań towarzyskich. Cały rok spędzamy przed komputerem. To wspaniałe chwile, kiedy możemy się zobaczyć na żywo :) Prawdziwe święto.
 Z Magdaleną Kordel i jej mężem tradycyjny już obiad :)

Poniżej z Gabrysią Gargaś i Sylwią Winnik

Z Magdą Witkiewicz, Alkiem Rogozińskim i Sylwią Winnik 

Na koniec odrobina zdjęć z przymrużeniem oka :) Melania Grygoruk dziękuję :) Melania łapie ujęcia i robi z nich komiksy, ma niesamowite oko i poczucie humoru. Tu złapała Czytelniczkę, która prosiła, by jej narysować pieska :)







Aleksander ostatecznie czekoladek mi nie dał :) :) :)
Jeszcze raz pięknie dziękuję za targowe emocje. Dostałam tak wiele propozycji napisania powieści, że się nie odkopię do końca świata, nawet jeśli ktoś mi dołoży jeden dzień dłużej. Dziękuję Wam za wszystko, przesyłam pozdrowienia i zapraszam na kolejne spotkania - lista w zakładce spotkania autorskie. Jeszcze nas ich trochę czeka. Do zobaczenia.





Fragment najnowszej powieści :)

Willa pod kasztanem to Wasza ulubiona seria :)

Do zmówienia tutaj:
https://www.empik.com/willa-pod-kasztanem-tom-3-mirek-krystyna,p1223168360,ksiazka-p

Wygrywa we wszelkich rankingach, w których udzielacie odpowiedzi na pytanie, co powinnam teraz pisać? :)
Moje szczęście, że lubię bohaterów tej opowieści, bo spędzę z nimi jeszcze sporo czasu:)
W ogrodzie babci Kaliny wiosna, podobnie jak u nas, wszystko rozkwita. W jej sercu jest podobnie. Zaczyna się cieszyć, bo wreszcie rodzina znów staje się całością. Ale nie ma łatwo. W każdej rodzinie trafi się ktoś, komu spokój przeszkadza, kto dotąd burzy, przeszkadza i miesza, aż dojdzie do katastrofy. Babcia Kalina miała tylko jednego syna, ale on pozostawił aż dwie synowe. Legalną i taką nieco mniej oficjalną, obie mają dzieci i swoje prawa. Już raz w życiu mocno się starły, teraz czeka je ponowne spotkanie. Co z tego wyniknie? Z pewnością pójdą iskry.
Tymczasem Bartek znów się zakochał, ale nie za dobrze wycelował strzałę i poszło bokiem. Co zrobi z niechcianym zakazanym uczuciem. Bardzo mu kibicowałam podczas pisania. Czy mu się uda odnaleźć spokój i poczucie bezpieczeństwa? Michał za to stawia pierwsze kroki jako mąż i nie ma wcale tak łatwo.
Zapraszam do świata powieści. Tak się zaczyna ta historia:

Rozdział 1

Świt wstawał tego dnia powolutku, jakby i on miał w poniedziałek trudności, by się zebrać do jakiegoś bardziej energicznego działania. Łagodnymi ruchami malował na niebie dzieło sztuki, ale nie miał zbyt wielu widzów. Niewielkie osiedle położone na obrzeżach Krakowa wciąż spało. Ulice były jeszcze puste. Jednak nie każdy śnił o miłych rzeczach otulony ciepłą kołdrą. 
Babcia Kalina stała już przy oknie, na swoim zwykłym miejscu. Obudziło ją bardzo wcześnie pełne napięcia oczekiwanie. Jakby nadchodzący dzień miał przynieść coś wyjątkowego.
 Tylko czy to będzie dobre? – zastanawiała się, zaciskając poły ciepłego błękitnego szlafroka. 
Żyła już dość długo, by wiedzieć, że nie wszystkie niespodzianki, jakie niesie los, są fajne. 
Odsunęła szeroko firanki. Słońce powoli wyłaniało się znad horyzontu, a jednocześnie na pokolorowanym na czerwono niebie wciąż srebrzył się księżyc. Okrągły i pękaty. 
 Jak dobrze wyrośnięta bułeczka – pomyślała Kalina i postanowiła natychmiast postawić zaczyn na ciasto drożdżowe. 
Uwielbiała każdy etap tej pracy. Wsypywanie mąki tworzącej miękki kopczyk, ugniatanie palcami pachnącej plastycznej masy, a potem czekanie, aż wyrośnie. A najbardziej ten moment, gdy z piekarnika zaczynało roznosić się ciepło, a wraz z nim aromat świeżego ciasta.
Jej mama mówiła, że ten zapach zwabia do domu miłość. 

Długo trwało, nim potwierdziły się te słowa. Ale warto było czekać. Piękna willa pod kasztanem w ostatnich miesiącach ożyła i rozkwitała jak ogród, który ją otaczał. A teraz jeszcze na jej piętro miała się wprowadzić ukochana wnuczka Kaliny, Bianka, z mężem. Po prostu pełnia szczęścia. Kalina z radością zaczerpnęła świeżego rześkiego powietrza i znów spojrzała na bułeczkę na niebie. A potem poszła do kuchni. Jej energiczna krzątanina za chwilę miała obudzić dom.


                                                                     ***


W sąsiednim domu też nie wszyscy spali. Michał zaciskał wprawdzie mocno powieki, ale nic z tego nie wynikało. Tęsknił za żoną. Nie lubił, gdy wyjeżdżała do Warszawy, choć starał się tego nie okazywać. 
Jego rozum akceptował fakt, że Bianka musi odwiedzać matkę. Jednak serce miało gdzieś wszelkie rozsądne argumenty. Dłonie same wyciągały się na pustą połowę łóżka. Szukały drobnego ciała Bianki, które generowało tyle ciepła. Uzależnił się od niej. Kochał ją tak mocno, że aż sam bał się tego uczucia. 
Całe życie był typem samotnika. Skupił wszystkie siły na opiece nad siostrą i bratem, nie wierzył w miłość. To sprawiło, że kiedy przyszło uderzenie, był kompletnie nieprzygotowany. Łupnęło więc w niego z wielką siłą. 
Przewrócił się na łóżku. Zawinął w kołdrę i przez chwilę szukał wygodnej pozycji. Ale szybko musiał się pogodzić, że taka nie istniała już z dala od Bianki. Zerwał się gwałtownie i stanął przy oknie. Objął ramionami. Nie mógł opanować swoich emocji. 
Świtało, ale księżyc wciąż mocno świecił tuż nad dachem domu babci Kaliny. Okrągły i jasny wyglądał jak policzek Bianki albo inna krągłość jej ponętnego ciała. Michał zasunął mocno zasłonę. – Do chrzanu z takim księżycem! – zdenerwował się. – Co tu robisz o tej porze?! – zawołał do niego. – Jest rano! Przestań kusić ludzi i jeszcze takie aluzje wysyłać.
 Nic nie mogło ugasić jego tęsknoty. Wszystko kojarzyło mu się z Bianką. Spojrzał na łóżko i jeszcze mocniej się poirytował. Ono też wysyłało w jego stronę jednoznaczne komunikaty.
 – Wszyscy tylko o jednym! – wkurzył się. 
Spojrzał na zegarek. Wskazówki pokazywały, że jest tuż przed piątą. Jakaś nierealna godzina. O tej porze każdy szanujący się informatyk śpi, odsypiając jak należy zarwaną przed komputerem noc. Michał całe dorosłe życie spędził właśnie w ten sposób. W nocy pracował, rano odsypiał, a potem znów pracował. Ta rutyna całkowicie go pochłonęła. Ale już nie należał do tego świata. Od wielu tygodni nie tworzył programów komputerowych nocami w towarzystwie migających na niebie ciemnych gwiazd. Teraz w mroku szukał tylko jasnych oczu Bianki. Nie był jednak w pełni szczęśliwy, choć miał ku temu milion powodów. Bał się. Ciągle się bał.

Willa pod kasztanem już w na początku czerwca, a przedpremierowo na Targach Książki w Warszawie. W przedsprzedaży do zamówienia tutaj: https://www.empik.com/willa-pod-kasztanem-tom-3-mirek-krystyna,p1223168360,ksiazka-p Serdecznie zapraszam :)


Spotkania autorskie

Kochani! Za nami kolejne spotkania autorskie. Jedno bardzo blisko, drugie daleko. Niedawno miałam szansę zobaczyć się z Wami w Niepołomicach, bardzo blisko domu. Było to niezwykłe doświadczenie. Moja historia tutaj brzmi szczególnie. Tu właśnie wszystko się zaczęło. W niepołomickiej bibliotece opowiadałam nieśmiało o swoich planach, tam kibicowano pierwszym sukcesom. To już trzecie spotkanie w tym miejscu i jak zawsze wspaniała atmosfera. Serdecznie dziękuję Pani Dyrektor za zaproszenie i wspaniałą organizację, a wszystkim przybyłym za świetną atmosferę. Zdjęcia poniżej :)
Dwa dni później jechałam już bardzo daleko. Sześć godzin w pociągu zaowocowało sporą partią tekstu w nowej książce, a Inowrocław przyjął mnie bardzo gościnnie. Ponad sto osób na sali, ciekawe pytania i ogromna serdeczność. Rozmawialiśmy głównie o życiu, bo też i o tym są przede wszystkim moje książki. O naszych kobiecych problemach i radościach. W drodze powrotnej mało brakowało, a straciłabym laptopa, co dla pisarza, a pewnie i dla każdego pracującego człowieka jest niezbyt przyjemną przygodą. Ale wszystko ostatecznie dobrze się skończyło.
Bardzo lubię spotkania autorskie, staram się przyjmować tak dużo zaproszeń, jak to możliwe. Ale częściej niż dwa razy w miesiącu nie wyjeżdżam z domu, zwłaszcza gdzieś dalej. Ze względów rodzinnych jest to na razie niemożliwe. Mimo tych ograniczeń udało się w zeszłym roku zorganizować ponad pięćdziesiąt spotkań. Dziękuję Wam za wszystkie zaproszenia. Jeśli kogoś nie uda się odwiedzić w tym roku, to w przyszłym. Powoli, ale konsekwentnie przemierzam Polskę z walizką i bardzo się cieszę  z każdego Waszego dobrego słowa.
Do zobaczenia. Następne spotkania w przyszłym tygodniu w okolicach Kielc :

4 kwietnia Biblioteka w Kielcach, 5 kwietnia Biblioteka w Suchedniowie godz. 12.00 i 14.30 Łączna, 17.00 w Stąporkowie. 

Z kim będę mogła się spotkać? Czy mieszkacie gdzieś niedaleko?
A aktualna lista spotkań na blogu w zakładce: spotkania. 
Dobrego wieczoru. Poniżej fotorelacja ze spotkania w Niepołomicach oraz w Inowrocławiu.

Niepołomice








     
                                                                Inowrocław






 

Pierwsza opinia o nowej książce i spotkania :)

 W przedsprzedaży już nowa powieści i od wielu dni wysoko na liście bestsellerów, za co serdecznie Wam dziękuję. To kredyt zaufania  i wielka odpowiedzialność. dla tych, co już zamówili i zastanawiają się nad zawartością pierwsza opinia :) Oto list od blogerki, recenzentki i wspaniałej kobiety Justyna z ONA CZYTA serdecznie dziękuję :)

Krysiu, chciałam Ci tylko powiedzieć, że przeczytałam i zakochałam się ❤️ Piękna powieść o wartościach w życiu, o tym jak łatwo zagubić siebie. W jakiś sposób ostrzega nas wszystkich, żeby nie zapominać o tym co ważne, cenić pasję i ciężką pracę, ale przede wszystkim drugiego człowieka, bo bez nich wszystko to nic. Fajnie ukazany wątek pewności siebie, nawiązywania relacji. Ale książka nie jest ciężka, jest świeża, zabawna też. Taka ciepła, „bliska”. Ale ją lubię 🙂 Może konkurować o miano mojej ulubionej ze Szczęściem za horyzontem😁

Bardzo mi miło i ogromnie się cieszę.

Serdecznie dziękuję za pełne ciepła i życzliwości spotkania w Polkowicach i Niechlowie. Kawał drogi do przejechania, ale do Was jak zawsze warto było. Miałam sporą przerwę i było to fantastyczne uczucie wrócić do Was na żywo.  Zaproszeń przychodzi ogromna ilość, robię, co mogę, żeby im sprostać. Zawsze się cieszę, kiedy mogę na spotkaniu zamienić kilka słów z osobami, z którymi znamy się się z internetu poprzez stronę autorską czy fanclub.

A następne spotkanie w Niepołomicach.  4 marca o godzinie 18.00 Serdecznie zapraszam :)

Mam nadzieję, że nadchodzi wiosna. Czekam na nią wyjątkowo niecierpliwie. Wiem, że jest dopiero luty, ale każdego dnia zerkam przez okno, czy aby przypadkiem drzewa już się nie zielenią. Nie wiem, dlaczego w tym roku tak szczególnie mnie nosi. Wprawdzie mąż twierdzi, że zawsze tak  mam :), ale coś mi się wydaje, że tym razem objawy silniejsze :)
Poza tym piszę. To już sakramentalne zdanie, pojawia się od pięciu lat, ale tak jest. Mało jest tygodni, kiedy nie piszę. Ale są też takie. Lubię to, pisanie to moja praca, pasja, odpoczynek i radość.  Napisała do mnie ostatnio Czytelniczka, że to wielkie szczęście tak szybko wchodzić na listy bestsellerów z każdą książką. To prawda. Ale też prawdą jest, że od wielu lat mocno na to pracuję. Każdego dnia. W słońce i w deszcz, gdy mam wenę i gdy jest trudno, po nieprzespanej nocy, po trudnym dniu i kiedy wszystko się układa. Wytrwałość czyni cuda. Polecam :)

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon