Strony

blog Krystyny Mirek

.

.

Zaprzeczam plotkom :)

Najnowsza powieść już w przedsprzedaży w empiku. Grubsza, jak lubicie :) i jeszcze przez kilka dni w bardzo dobrej cenie.
http://www.empik.com/slodkie-zycie-mirek-krystyna,p1144705141,ksiazka-p
Wracam po przerwie do powieści współczesnych i bardzo się cieszę z pierwszych pozytywnych opinii oraz z tego jak ciepło przyjęliście zapowiedź nowości. Dziękuję Wam serdecznie :)

Ja dzisiaj kończę pracę. Za mną już ostatni świt spędzony nad klawiaturą i teraz przerwa. Długa, bo te ostatnie miesiące były bardzo pracowite. Powieści, opowiadania, artykuły, felietony, spotkania. Czas na oddech. Nie oznacza to, że znikam, bo za dwa tygodnie premiera ,,Słodkiego życia" i kilka bardzo fajnych akcji z tym związanych, w których wezmę udział, a potem jeszcze kolejne miłe zdarzenia, ale nie będę już tak intensywnie pisać.
Krążą plotki, że ja nigdy nie odpoczywam :) Otóż chciałabym je zdementować. Jest wręcz przeciwnie, odpoczywam równie intensywnie, jak pracuję i właśnie zbliża  się ten czas. Plany urlopowe mam zróżnicowane. Trochę morza i plaży, nieco leniwego leżenia i wpatrywania się w niebo wraz z rodziną, ale też odpoczynek aktywny. Mam zamiar zrealizować jedno ze swoich odwiecznych, ciągle odkładanych na później marzeń o ogrodzie. Zamierzam przy pomocy dwóch silnych mężczyzn skopać całość i razem z córkami na nowo obsadzić. Od czterech lat jestem mamą małego dziecka, a moja literacka działalność coraz mocniej się rozpędza. Coś musiało ucierpieć z tego powodu. W moim ogrodzie przetrwały ten trudny czas tylko najbardziej wytrzymałe rośliny :) Czas je wspomóc.
Potem góry. Kolejna nieco odłożona na bok z powodu intensywnego macierzyństwa pasja. Czas, by Adaś spróbował tej tak bardzo lubianej przez nas formy odpoczynku. Zamierzamy zabrać go na pierwszą łagodną wyprawę. I czytanie. Piętrzą mi się stosy książek na półkach i z wielką przyjemnością mam zamiar się w nich zanurzyć.
Zapraszam Was bardzo serdecznie do świata nowej powieści - ,,Słodkiego życia"
To opowieść o tym, czy łatwo jest wziąć życie we własne ręce i jak się kończy takie działanie :)
A to pierwsze słowa opowieści:

,,Gdyby nie fakt, że tej nocy psu sąsiadów zebrało się na amory, życie Kornelii Rudnickiej potoczyłoby się zupełnie inaczej. Rano poszłaby jak zwykle do pracy i tam odebrała codzienną porcję przykrości. Wszystko, co ważne, swoim zwyczajem odłożyłaby na później, sądząc, jak wielu innych ludzi, że ma jeszcze mnóstwo czasu".
Co u Was? Jak urlopowe i czytelnicze plany? :) Czekacie na ,,Słodkie życie:"?




To niewiarygodne! Spotkałam na żywo własnego bohatera :)

To niewiarygodne, co mi się przydarzyło. W letnim numerze Vivy ukazało się moje opowiadanie wakacyjne. Wielu z Was już je czytało i nawet pojawiły się na fanklubie FB https://www.facebook.com/groups/103024436708028/ komentarze, że chcielibyście poznać dalsze losy bohaterów i powinna powstać z tego książka, najlepiej gruba :)
Szczególnie spodobał Wam się ratownik o pięknym ciele i ciekawym charakterze.
Otóż wyobraźcie sobie, wymyśliłam tego człowieka całkowicie z głowy, siedząc na kanapie w swoim domu niedaleko Puszczy Niepołomickiej wiele tysięcy kilometrów od morza i jakiegokolwiek żywego wzorca.
A potem go spotkałam w realu. Dokładnie takiego mężczyznę, jak ten z opowiadania.
Wiele tygodni po napisaniu opowiadania pojechałam nad morze na cykl spotkań autorskich w ramach akcji Letnia Scena Kulturalna. Wracałam pociągiem - sześć godzin jazdy, relacja Gdynia - Kraków. Miałam ze sobą oczywiście laptopa oraz mocne postanowienie, żeby jak najwięcej pisać, bo najnowsza książka powstaje w niewiarygodnie wolnym tempie. Sześć godzin to sporo, pociąg wygodny, cisza, spokój, przewidywałam, że uda się stworzyć sporo tekstu.
W ostatniej chwili, nim pociąg ruszył, na miejscu obok usiadł młody mężczyzna. Niewiarygodnie przystojny, bardzo sympatyczny i wielce rozmowy. Jak zaczął opowiadać na stacji Gdynia Główna, tak skończył dopiero w Krakowie.
Był ratownikiem. Jechał tylko na weekend do rodziny i w poniedziałek miał znów wracać nad morze. Jego podobieństwo do bohatera opowiadania nie ograniczało się do wyglądu zewnętrznego. To był też dokładnie ten sam człowiek pod względem charakteru. Żaden pusty mięśniak. Wesoły, inteligentny wrażliwy mężczyzna, który w podróż zabrał książkę (ale nie przeczytał ani słowa, tak jak ja nie napisałam nawet jednego znaku :)
Jedyna różnica polegała na tym, że mój ratownik z opowiadania znalazł swoją miłość, a ten niesamowity okaz męskiego rodu był sam. Opowiedział mi w ciągu tych sześciu godzin całą historię życia ze wszystkimi wątkami pobocznymi. Byłam tak zszokowana, że to dzieje się na żywo, że nawet nie zauważyłam, jak dotarliśmy na miejsce.
Dlaczego wydaje się Wam, że w moich książkach jest prawdziwe życie? Bo jest :) Tacy mężczyźni istnieją i chodzą luzem po świecie. Ja jestem już dawno zajęta, ale jeśli ktoś tęskni za miłością, niech nie traci nadziei :)
I teraz pytanie. Niebawem ukaże się kolejne opowiadanie. O czym napisać i kogo w związku z tym może spotkam za następnym zakrętem? Tym razem chyba wymarzę sobie niezwykłą kobietę :) Co Wy na to?
Pozdrawiam Was ciepło w słoneczny dzień i wracam do zimowej powieści. Już niedaleko koniec. A niebawem będę mieć dla Was kolejną niespodziankę :) Choć niektórzy już dawno wiedzą :)

Magia świtu i poranka

To świt sprzed kilku dni. Wstałam o czwartej trzydzieści, by zdążyć na pociąg wiozący mnie na cykl spotkań nad morzem w ramach akcji Scena Kulturalna. Pozdrawiam wszystkich, którzy spędzili z nami wtedy czas.
Ostatnio wstaję wcześnie. Nie jest to łatwe w pierwszym momencie, kiedy trzeba otworzyć oczy i skłonić zakopane w miękkiej pościeli ciało do przyjęcia pozycji pionowej. Ale już kolejne chwile w pełni wynagradzają wysiłek.
Kiedy się wyjdzie na zewnątrz i spojrzy na piękno wokół. Tak cenny w ciągu ostatnich dni rześki chłód i wilgotne od porannej rosy kwiaty.
To jest świetny sposób na rozbudzenie. Wyjść na balkon, do ogrodu lub choćby tylko otworzyć okno. Kontakt z naturalnym światłem pobudza wytwarzanie substancji odpowiedzialanych za czuwanie.
Podobnie jak przygaszanie świateł wieczorem przed snem i wyłączanie telewizorów i laptopów służy wyciszeniu i ułatwia zaśnięcie.
Świt potrafi być piękny i tworzy wspaniały początek dnia.
 Nie bez znaczenia są też względy praktyczne. Można o wiele więcej zrobić, kiedy się człowiek zabierze do pracy wcześnie rano, a przynajmniej w moim przypadku dobrze się to sprawdza:)
Kończę ostatnią w tym roku powieść, za mną wiele miesięcy bardzo intensywnej pracy, przede mną urlop. Długi, wymarzony i różnorodny. Zgodnie z zasadą: jak pracujesz, to pracuj dobrze, kiedy wypoczywasz, to na maksa.
Ale póki co jeszcze komputer i jak zwykle tworzona w upale powieść zimowa.
Mróz nie odpuszcza - napisałam dzisiaj, a na kuchennym termometrze czterdzieści cztery stopnie o ósmej rano :)
Wracam do powieści współczesnych. Już niedługo ukaże się zapowiedź wydanej w Filii powieści ,,Słodkie życie" a późną jesienią w Edipressie powieść świąteczna :) Kto czeka?
Dziękuję Wam za Wasze komentarze i życzliwość i życzę wielu pięknych poranków tego lata :)



Dni pełne słońca :)

Lato w pełni. Ogród rozkwita, mimo iż wciąż jako że zajmuje trzecie miejsce na liście priorytetów po rodzinie i pisaniu brakuje jeszcze na niego czasu, ale powoli się odradza i na jesień planuję poważne zmiany. Ale jest coraz lepiej. W miarę jak Adaś rośnie przybywa nowych roślin :)
Ja jeszcze pracuję. Urlop dopiero końcem sierpnia i jesienią. Za mną bardzo pracowity czas. Saga rodu Cantendorfów już w całości w księgarniach. Trzeci tom dzięki Waszym zamówieniom od tygodni dzielnie trzyma się na listach bestsellerów i zmierza ku premierze. To już w przyszłym tygodniu :) Dziękuję Wam za niesłabnące zaufanie, że jest to dobra książka.



Przede mną jeszcze ostatnie zadanie na ten rok. Szczegółami będę się niebawem dzielić, choć niektórzy wyszperali już to i owo :)
Czas sprzyja pisaniu, bo są wakacje, dzieci w części wyjechały. Zostałam z najstarszą córką, która bardzo pomaga i z najmłodszym synkiem. To fajny czas. Niedługo wyjedziemy wszyscy razem i już się cieszę z tego powodu :) A Wam dużo jeszcze czasu zostało do odpoczynku?
Póki co zapraszam do poznania babci Kaliny, dość niezwykłej postaci, o której szerzej powiem niedługo.

Zapraszam też serdecznie do przeczytania najnowszego felietonu na portalu Polki.pl

http://polki.pl/magazyn/komentarz,jak-sobie-na-wlasna-reke-malujemy-partnerow-dorysowujac-im-wszelkie-brakujace-czesci,10424275,artykul.html

oraz do opowiadań wakacyjnych zamieszczonych w najnowszych numerach ,,Poradnika domowego" oraz ,,Vivy" Pozdrawiam Was letnio i wakacyjnie :)

Zaczyna się magia....

Droga Czytelniczko! Oprócz nas od tej chwili nie ma już nikogo. Piszę do Ciebie ważny list. O bardzo osobistych sprawach. Będziemy razem trochę płakać przy tej opowieści. Ale to dobry płacz, oczyszczający i dający nadzieję. To ważna książka. Piszę ją z wielkim przejęciem, ale też ogromną radością.

Niedawno wróciłam z Warszawy z rozmów na temat promocji najnowszej książki. Zastanawialiśmy się nad tytułem i okładką, planowaliśmy niespodziankę dla blogerów.
Nad książką, którą teraz będę kończyć myślałam bardzo długo. Robiłam notatki, badania, myślałam i szukałam najlepszych rozwiązań. Początek napisałam dawno temu, ale niespodziewanie przyszedł do mnie inny, nowy.
Jechałam pociągiem w sobotę z ostatniego przed wakacjami spotkania autorskiego. Siedziałam na korytarzu, bo nie było już miejsc. Telefon mi się rozładował, laptop był schowany na dnie walizki, a tu falami zaczęła płynąć opowieść. Nie miałam na czym notować. Darłam na kawałki torebkę prezentową, w której był pamiątkowy kubek podarowany przez bibliotekę. Na szczęście była z prawdziwego papieru. Podróżni troszkę dziwnie patrzyli, kiedy z szaleństwem w oczach notowałam, próbując nadążyć za pchającymi się pod pióro słowami. Dziś bym ich już nie odtworzyła. Tak więc wygląda nowy początek:)

I teraz zaczyna się magia. Nie ma już wydawcy, okładek i żadnych innych prozaicznych zagadnień. Zostaję tylko ja i Czytelniczka. Siadam do komputera otoczona kwiatami urodzinowymi, od Wydawcy, Sylwii Winnik, dzieci i bibliotek. Serdecznie za nie dziękuję, podobnie jak za życzenia, wszystkie czytam i odpowiadam, choć czasem chwilkę to trwa. Ale bardzo się z nich cieszę.


Towarzyszy mi filiżanka od Wydawnictwa Edipresse, które jak zwykle dba bym miała siły do pracy - poprzez regularne dokarmianie, ładnie wyglądała - naturalne kosmetyki, miała natchnienie - dwie torby książek i dobry humor - piękne kwiaty. Serdecznie za wszystko dziękuję :)


Droga Czytelniczko! Oprócz nas od tej chwili nie ma już nikogo. Piszę do Ciebie ważny list. O bardzo osobistych sprawach. Będziemy razem trochę płakać przy tej opowieści. Ale to dobry płacz, oczyszczający i dający nadzieję. To ważna książka. Piszę ją z wielkim przejęciem, ale też ogromną radością.
Znikam w świecie nowej powieści. To już ostatnia prosta i późną jesienią powieść pojawi się w księgarniach. Będzie to świąteczna opowieść. Poruszająca, ale pełna ciepła.
Ściskam Was serdecznie i życzę dobrego wypoczynku wszystkim tym, którzy teraz mają wakacje :)

Ulubiony temat :)

Bardzo mi było miło po ostatnim poście, kiedy tak dużo Czytelników ujawniło się w komentarzach. Wiem, że zaglądacie tutaj i jest Was dużo, bo pokazują to statystyki odwiedzin, ale cyfry to coś zupełnie innego niż prawdziwi ludzie z imionami, charakterem i osobowością. Wiem wtedy do kogo piszę i to bardzo pomaga. Zapraszam więc serdecznie do czynnego tworzenia tej strony, wyrażania opinii na temat tego, o czym powinnam tutaj pisać, zadawania pytań. Niech to będzie miejsce wspólnego spotkania. Na razie statystyki pokazują, że najbardziej lubicie posty z zapowiedzią nowej książki :)
Z oczywistych względów nie może ich być wiele, choć w tym roku jest pod tym względem naprawdę obficie. Najnowsza książka jest już dostępna w zapowiedziach, można zamawiać. To infoomacja szczególnie ważna dla niecierpliwych, jak ja na przykład :), ponieważ książki z przedsprzedaży empik wysyła wcześniej.
http://www.empik.com/saga-rodu-candendorfow-tom-3-prawdziwa-milosc-mirek-krystyna,p1143371220,ksiazka-p

W związku z Waszą jak zawsze niezwykłą czujnością, zanim informacja o tym pojawiła się na moich stronach i u wydawcy, zdążyliście wprowadzić powieść na listę bestsellerów, za co jestem Wam bardzo wdzięczna, a kolejne teksty przepełnione tym uczuciem już powstają.
Teraz odpoczywam od powieści i piszę wakacyjne, gorące opowiadanie do Vivy. Już niebawem w kioskach. Jednocześnie dla ochłody planuję świąteczne akcje :) Żeby Wam coś fajnego pokazać w grudniu, przygotowuję się już teraz :)


Gorący czas i dobre wieści :)

Gorący czas, ale już niebawem odpocznę. Będę sobie leżeć, patrzeć w biały sufit i nic nie robić. Większość znajomych i przyjaciół mówi w tym momencie: chciałbym to zobaczyć.Zamówień jest tak wiele,że chyba zrobimy seanse biletowane :)
Wbrew pozorom naprawdę odpoczywam i wraz z tym, jak rośnie moje najmłodsze dziecko, kolejne wyrzucone z kalendarza pasje powracają. Mam coraz więcej czasu na ogród, jeszcze więcej na czytanie i pisanie, oglądam filmy - mam w tym względzie wiele zaległości, a weekendy poświęcamy na rodzinne przyjemności.
Ale nie tuż przed oddaniem książki. Ten ostatni tydzień był wyjątkowo ciężki. Najnowsza powieść jest już skończona. Wszystkie tajemnice sagi rodu Cantendorfów rozwiązane. Uczucie, które towarzyszyło mi przy pisaniu tej części było wyjątkowe. Ogromne emocje, a na koniec wielka radość. Nie tylko dlatego, że praca została skończona w wyznaczonym czasie,ale też z powodu tego, jak się ostatecznie rozwiązała akcja.Sama czułam przyjemność, kiedy kolejne tajemnice się rozwiązywały. Myślę, że będzie trochę niespodzianek i dobrze.




Niedługo powieść pojawi się w przedsprzedaży i wtedy wszystkie te osoby, które nie zaczęły czytać, bo nie lubią czekać na kolejne części,mogą bezpiecznie zanurzyć się w opowieści. A jesienią pojawi się pakiet wszystkich trzech części, który będzie można zamówić jako prezent.
W tym tygodniu nie piszę, wybieram się w okolice Iławy na spotkania autorskie. Zapraszam Was na nie serdecznie :)

6 czerwca Biblioteka w  Lubawie godz. 17:00
                Biblioteka w Iławie godz. 19.00

 7 czerwca, Zalewo 
  8 czerwca Grajewo godz.17.00

A w najbliższą niedzielę prawie w domu, czyli w Niepołomicach, na zamku w ramach spotkania ,,Forum Kobiet". Zapraszam serdecznie. Będzie wiele niespodzianek i książek do wygrania.

O macierzyństwie

Pisanie jest moją pasją i sprawia mi przyjemność. Zwykle też łatwo znajduję tematy i słowa. Ale w jednym przypadku jest mi bardzo ciężko. Kiedy pojawia się motyw macierzyństwa. Długo pisałam opowiadanie do Poradnika Domowego na ten właśnie temat i już kilka razy miałam pokusę, by zrezygnować, odwołać, powiedzieć, że jednak nie dam rady. Jestem mamą od prawie dwudziestu lat, na pełen etat i z pełnym zaangażowaniem. Urodziłam czworo dzieci. Byłam młodą mamą, a teraz wychowuję synka jako kobieta dojrzała. Mam duże doświadczenie. A jednak kiedy przyjdzie mi się na ten temat wypowiadać, wzruszenie sznuruje mi gardło i na myśl przychodzą mi wyłącznie banalne stwierdzenia, że to najważniejsze, co mi się w życiu udało. Że fascynuje mnie fakt, że dwoje zupełnie zwyczajnych ludzi może stworzyć coś tak wspaniałego. Jak piękną sprawą jest duża, kochająca się i wspierająca rodzina. Ile trzeba było trudu, by tak się stało.
Nie lukruję macierzyństwa i nie zamierzam nikomu wmawiać, że to tylko słoneczne dni, laurki na święta, przytulanie i całusy. To wysiłek, czasem wręcz poświęcenie. Żeby wszystko pogodzić, załatwić, zdążyć, zauważyć. Mieć czas na rozmowę, sprzątanie, gotowanie, zakupy, zabawę, pracę. Utrzymać, dopieścić, zrozumieć. Wybaczyć sobie nieuniknione błędy. Nie zaniedbać przy tym zdrowia i związku.
Z macierzyństwem jest jak w tym znanym powiedzeniu. To jak skok ze spadochronem. Trzeba dobrze zrobić już za pierwszym  razem. Nie da się bowiem cofnąć czasu.
Czasem każda mama ma ciężki dzień, kiedy czuje, że ilość obowiązków ją przytłacza. Ja też. A jednak to najpiękniejsze, co mnie w życiu spotkało. Każdego dnia daje mi energię, radość, poczucie sensu i satysfakcję, a także to, co najważniejsze. Miłość.
Dla wszystkich Mam morze tulipanów i serdeczne życzenia :)


O mężczyźnie, który codziennie jadł śniadanie z inną kobietą



Za mną targi i w następnym poście zbiorę wrażenia , pokażę zdjęcia i zamieszczę relację na temat spotkań z Wami i tego wspaniałego święta miłośników książek. Teraz wracam pociągiem do Krakowa i chciałam się podzielić innymi wrażeniami. Odpowiadającymi w pewien sposób na ulubione pytanie spotkań autorskich : skąd się biorą inspiracje do książek?
Otóż podczas targowych dni spałam w miejscu, gdzie nie było żadnego baru, więc na posiłki chodziłam do pobliskiej restauracji. Ulica Chmielna w Warszawie, stara i z tradycjami, obfituje w takie miejsca. Znalazłam sobie jedno tuż za rogiem, klimatyczne i ze wspaniałym jedzeniem. Usiadłam pierwszego dnia w piątek, późnym popołudniem z zamiarem spokojnego zjedzenia czegoś pożywnego, a lekkiego jednocześnie. Nie szukałam obserwacji, byłam zmęczona po podróży. Ale chwilę później wszedł mężczyzna po pięćdziesiątce w pięknej, modnie zmiętej koszuli z lnu, podobnie dobrej jakości spodniach i mokasynach wartych moją miesięczną pensję z gimnazjum. Na szyi powiewał mu zabójczo firmowy szaliczek. Spotkał się z kobietą mniej więcej w jego wieku i zmówił pięć grubych amerykańskich placków w syropie truskawkowym z sałatką owocową i bitą śmietaną. Mój czujnik zaświecił na czerwono, bo bez powodu mężczyźni nie jedzą takich kolacji. Kobieta po przeciwnej stronie wyglądała na żoną. Miła, spokojna, sprawiała wrażenie takiej, co to przez ostatnie trzydzieści lat prała, gotowała, sprzątała, nosiła na rękach ząbkujące dzieci, podczas gdy mąż rozwijał firmę. Zmienił się ustrój, powiało nowym wiatrem, miał szczęście, podjął parę dobrych decyzji i znalazł się w innym świecie. Dowiedział się, co to naturalny len i modne buty, poczytał poradników o rozwoju. Ona została w domu. Pierwsza zauważyła, że w związku źle się dzieje, ale nie wiedziała, jak to zmienić. Widać było, że niewiele ich łączy, rozmowa się nie kleiła, a mężczyzna pocieszał się słodkościami.
Wyszli osobno, najpierw ona, potem on. Być może powiedział jej, że jeszcze wraca do pracy. Zapomniałabym o sprawie, ale następnego dnia przyszłam w to samo miejsce na śniadanie. Mężczyzna też tam był. W tej samej lnianej, trochę tylko mocniej wymiętej koszuli. Najwyraźniej nie zdążył do domu. Towarzyszyła mu młodziutka dziewczyna, na oko studentka. Śliczna, dziewczęca, świeża. Gość zamówił na śniadanie pieczone kiełbaski, trzy jajka, serek ze szczypiorkiem, dużą kawę i sałatkę z kurczakiem. Widać noc była emocjonująca i zmordował się chłopina. W czasie śniadania iskry latały między nimi. Dotknięcia dłoni, spojrzenia pełne soczystych aluzji.
Wieczór spędziłam na targach, a potem z przyjaciółmi, nie wiem więc, z kim zjadł kolację. Ale rano znów tam był. Przy tym samym stoliku. Z kolejną kobietą. Miała  około trzydziestu lat i wyglądało mi to na związek dusz i intelektu, bardziej niż ciał. Nie dotykali się, ale bardzo dużo rozmawiali, śmiali się. Zamówił sałatkę z kaszą gryczaną i bezglutenowym pieczywem oraz koktajl ze szpinaku. Mężczyzna miał nową, również lnianą, ale świeżo wyprasowaną koszulę, z czego można wnioskować, że albo na chwilę wpadł do domu, albo u kobiety, z którą tak dobrze się rozumiał, ma swoją szafę.
Wpływ relacji z kobietami na jego posiłki był niezwykły, mimika bogata, życiorys obfitujący w szczegóły. Nie napisze o nim, bo go nie polubiłam i wy też nie chcielibyście pewnie czytać o takim zdrajcy o wielu obliczach. Ale opowieści  są wszędzie. Nie wszystkie warte, by je spisać, ale często bardzo ciekawe. Ludzie nieustająco mówią do mnie, opowiadają o swoim życiu. Nawet jeśli mnie nie widzą, bo siedzę gdzieś z boku i nawet wtedy gdy nie wypowiadają do mnie ani słowa.

,,Cena szczęścia" juz w księgarniach

Najnowsza książka ,,Cena szczęścia" już w księgarniach. To drugi tom Sagi rodu Cantendorfów. Wspina się dzielnie po listach bestsellerów. W empiku ze znaczkiem top - dawniej był bestseller, teraz zmienili na top, jak za dawnych czasów, kiedy pisałam pierwszą książkę :) Jak zwał, tak zwał, zawsze to miło.
Z tej okazji w empiku promocja, pierwszy tom można nabyć za 19, 90.
http://www.empik.com/ksiazki/cantendorf-promocja?kwnazwa=cantendorf&kwinfo=left_ksiazka
To dobra okazja, by zacząć przygodę z sagą lub nabyć prezent dla Mamy z okazji zbliżającego się święta. Mamy i Babcie to moja mocna strona :) Lubię :)

Pojawiły się już pierwsze recenzje, tak bardzo się na nie czeka. W wielkim napięciu.
Zapraszam do przeczytania.
https://katarzynastec.wordpress.com/2017/05/08/cena-szczescia-krystyna-mirek-recenzja/ 
Poniżej fragment:

,,Na tle malowniczej scenerii w książce „Cena szczęścia” Krystyny Mirek mają miejsce rzeczy zaskakujące, a przeszłość zaczyna dopominać się o ujawnienie prawdy. Ciężar tajemnic uwiera tutaj niebywale i nie każdy może zrzucić ten balast tak po prostu. Wręcz przeciwnie, może one nagle urosnąć.
Intrygi, tajemnice, niecne plany – a wszystko to w walce o miłość i to o serce jednego mężczyzny. I nic dziwnego, kiedy łakomym kąskiem jest taka doskonała partia, jak hrabia Aleksander. Bitwa o jego uczucia toczy się tuż obok, ale on sam zaczyna się gubić w swoich emocjach. Niby kocha Kate, ale w obliczu zaskakujących wydarzeń, wszystko to staje pod znakiem zapytania.
Czy uczucie, które śledzimy, znajdzie swój szczęśliwy finał? To okaże się w trzecim tomie pod tytułem „Prawdziwa miłość”. Jestem pewna, że warto czekać na kontynuację sagi rodu Cantendorfów.

Zapraszam serdecznie do czytania:) Podzielcie się opinią :) Pozdrawiam ciepło w pierwszy prawdziwie majowy dzień. U nas bardzo słonecznie i pięknie.
© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon