Strony

blog Krystyny Mirek

.

.

Fragment powieści :)

Walentynkowa powieść dostępna jest pod linkiem https://www.empik.com/milosc-z-blekitnego-nieba-krystyna-mirek,p1221182065,ksiazka-p 
Można zamawiać, w przedsprzedaży zawsze szybciej :)
W podziękowaniu za bardzo ciepłe przyjęcie tej powieści i jakże miłe sercu autora Wasze ciepłe komentarze, a także oczywiście na zachętę do czytania zamieszczam poniżej fragment.
Jest to początek opowieści, której akcja rozegrała się w Krakowie. Kiedy wszyscy zakochani świętowali Walentynki, a dwójka bohaterów starła się ostro na gruncie zawodowym. Każdy wiedział, że wygrać musi. Oboje nie mogli w żaden sposób. Kompromis był niemożliwy. Tymczasem sprawę jeszcze mocno skomplikowały niespodziane uczucia i tajemnice z przeszłości.
Komu się uda? Kto wygra, a kto wszystko straci? Czy to prawda, że nigdy nie jest za późno, by mieć szczęśliwe dzieciństwo?
O tym mogą się przekonać Czytelnicy, którzy sięgną po tę chyba najbardziej romantyczną z moich powieści :)
Zapraszam serdecznie :) Zostawcie komentarz, jak Wam się podobało. Czy lubicie fragmenty powieści? 



Krystyna Mirek
Miłość z błękitnego nieba
Rozdział 1


– Bardzo dobrze – pomyślała Angelika z satysfakcją i zadowoleniem na widok lotniska, które przywitało ją wiatrem, przeszywającym mrozem oraz burymi połaciami pól pozbawionych śniegu. Postawiła kołnierz ciepłego płaszcza, po czym wyszła z samolotu.
Gdyby Polska tuż przed Walentynkami zaskoczyła ją łagodniejszą pogodą lub jakimkolwiek innym miłym gestem, mogłoby to wskrzesić różne głupie, sentymentalne, dawno pogrzebane wątpliwości. Może nawet znów zapragnęłaby tu wrócić. Nie miała ochoty na takie zwroty akcji.
Angelika, ze względu na swoją wyjątkową skuteczność zawodową, zwana w pracy Angelą, w nawiązaniu do słynnej niemieckiej pani kanclerz, zeszła po schodach przystawionych do samolotu pewnym krokiem, mimo iż kozaczki na wysokich szpilkach zdecydowanie nie ułatwiały jej zadania.
Kolega, który jako pierwszy nadał jej ten polityczny pseudonim, nie miał na myśli podobieństwa pod względem walorów zewnętrznych, a wyłącznie jej konsekwencję w dążeniu do celu. Wyglądem bowiem Angelika różniła się od niemieckiej przywódczyni tak bardzo, jak to tylko możliwe. Była młoda, szczupła i obdarzona przez naturę wspaniałymi, ciemnobrązowymi włosami, którym nadawała delikatny kasztanowy połysk. I choć włosy były jedynym naprawdę wyróżniającym się elementem jej urody, potrafiła ze swojej poza tym zupełnie zwyczajnej powierzchowności uczynić dopracowane dzieło sztuki.
Nie miała oporów, by wspomagać się wyglądem w pracy. Do niczego innego swoich kobiecych atutów nie wykorzystywała. Związków unikała, Walentynki zamierzała spędzić miło w pracy. Takie były jej plany i zimowy Kraków, do którego powróciła po latach, był ze wszystkimi swoimi pokusami bez szans w starciu z jej silną wolą oraz zahartowanym w życiowych trudnościach charakterem. Miała tutaj do wykonania konkretne zadanie i tyle.
Postawiła podręczną walizkę na płycie lotniska i delikatnie rozejrzała się wokół. Bardzo bała się tego przyjazdu. Obawiała się, że obudzą się bolesne wspomnienia, wszystko zacznie się kojarzyć. Widok jednak był dla niej zupełnie nieznany. Niewielkie, ale nowoczesne lotnisko w Balicach było podobne do wielu innych, które w ostatnich latach odwiedzała. Pasy startowe, samoloty ustawione w równych rzędach i pospiesznie przemieszczający się podróżni to były zupełnie bezpieczne i niewywołujące żadnych skojarzeń elementy dobrze jej znanego świata.
Odważyła się odetchnąć trochę głębiej i coś na kształt delikatnej otuchy spłynęło na nią przez krótki moment.
Podniosła głowę, odrzuciła włosy na plecy i w tej samej chwili mocno się potknęła na śliskiej nawierzchni. Cieniutkie szpilki zachwiały się niebezpiecznie. Angela z trudem złapała równowagę, bordowa czapka, która zgodnie z zasadami elegancji trzymała się włosów wyłącznie na słowo honoru, poleciała na płytę lotniska, a wiatr natychmiast porwał ją i popchnął daleko.
Angelika poprawiła włosy, rozejrzała się czujnie wokół, sprawdzając, czy to drobne wydarzenie przyniosło jakikolwiek uszczerbek jej starannego wizerunku zawodowego, po czym wytarła spocone nagle dłonie. Strach wciąż czaił się obok i każde nawet najbardziej błahe wydarzenie szybko pozbawiało ją z trudem wypracowanej pewności siebie.
Postanowiła nie dać mu szansy. Przyjechała tutaj służbowo, na krótko. Miała do załatwienia prostą sprawę i była do swojego zadania świetnie przygotowana.
I tego się trzymajmy – podsumowała, po czym zabrała się energicznie do pierwszych działań.
Stukając obcasami, przeszła przez halę przylotów i stanęła obok taśmy monotonnie wypluwającej bagaże w podobnych kolorach oraz kształtach. Angelika podeszła do wyzwania, jakim jest odebranie walizek z właściwą sobie metodyczną precyzją. Najpierw rozejrzała się czujnie wokół i z grupki oczekujących wybrała dwóch mężczyzn w średnim wieku o przyjemnej posturze, znamionującej zdrowie oraz dostateczną ilość sił fizycznych.
– Pan pierwszy raz w Krakowie?– zagadnęła jednego z nich, okraszając wypowiedź miłym uśmiechem.
– Ależ skąd – natychmiast odpowiedział mężczyzna, zadowolony z urozmaicenia nudnych chwil oczekiwania. – Mieszkam tutaj od urodzenia.
– Zazdroszczę panu – skłamała gładko Angela, która podobnie jak słynna pani kanclerz potrafiła zachować kamienną twarz w każdej niemal sytuacji. Kłamstwa wychodziły z jej ust z niezwykłą łatwością. Gładkie, utkane ze znawstwem, prawdopodobne i zawsze logicznie powiązane. Miała tę rzadką cechę wytrawnych konspiratorów, że wszystkie dokładnie pamiętała i nikt jej nigdy jeszcze nie zdołał złapać na żadnej nieścisłości.
Mężczyzna uśmiechnął się znowu i natychmiast poczuł sympatię do rozmówczyni. Nie było to takie trudne. Stojąca przed nim kobieta była urocza w najlepszym znaczeniu tego słowa. Miła, uprzejma i ładna.
– Ja jestem tutaj pierwszy raz – powiedziała Angelika i spojrzała mu w oczy. – Właśnie się martwię, jak zdołam donieść wszystkie bagaże do taksówki.
– W takim razie proszę się odprężyć i cieszyć z pobytu. Ja pani z przyjemnością pomogę – powiedział gotów do każdej pracy, jaka mu zostanie zadana przez sympatyczną rozmówczynię.
– Bardzo dziękuję – uśmiechnęła się Angelika.
W tym czasie do drugiego z upatrzonych przez nią mężczyzn podeszła dziewczyna i odsunęła swojego narzeczonego stanowczym gestem na bezpieczną odległość od zarzucającej precyzyjne sieci rudowłosej pasażerki. Na tak zwany wszelki wypadek. Ta elegantka jej się nie podobała.
Angela przyjęła ze spokojem zmianę sytuacji i dostosowała plan do nowych okoliczności. Błyskawicznie podzieliła w myślach bagaż na dwie części, większą i bardziej nieporęczną przydzielając dopiero co poznanemu mężczyźnie, mniejszą sobie. Oceniała swojego potencjalnego tragarza jako człowieka, który sam potrafi sobie zorganizować pomoc w razie potrzeby. Jak zwykle się nie pomyliła.
Kiedy bordowa flota jej eleganckich i dość licznych bagaży nadpłynęła pokaźnych rozmiarów falą, lekko oszołomiony rodowity krakowianin przytomnie pomagał zdejmować poszczególne sztuki z taśmy i układać wokół siebie. Po chwili, otoczony potężną stertą, rozejrzał się czujnie wokół i sam poprosił wytypowanego wcześniej przez Angelikę mężczyznę o pomoc. Narzeczona nic już nie mogła poradzić. Wspólnie załadowali całość na dwa wózki bagażowe i odwieźli pod zaparkowaną tuż przy wejściu największą taksówkę. Z pomocą kierowcy zapakowali wszystkie walizki, kuferki i walizy, po czym odebrali po jednym promiennym uśmiechu oraz uścisku dłoni i lekko jeszcze oszołomieni zostali przed szklanymi drzwiami wejścia na lotnisko.
Angela natomiast usiadła wygodnie na tylnym siedzeniu samochodu i wyciągnęła swojego smartfona. Drogę do hotelu postanowiła wykorzystać na sprawdzenie maili. Od lat nigdy nie marnowała czasu.
– Pani na długo przyjechała do Krakowa? – zagaił rozmowę taksówkarz, ruszając z zatłoczonego jak zawsze parkingu.
– Na trochę – odpowiedziała wymijająco i pochyliła się nad ekranem. Nigdy nie udzielała więcej informacji o sobie niż to absolutnie konieczne.
Kierowca zmilczał cisnący mu się na usta komentarz o paniusiach, którym kariera do tego stopnia poprzewracała w głowach, że nawet się nie potrafią zdobyć na chwilę grzecznej rozmowy z prostym człowiekiem. Oceniał, jak to często jednak bywa, pochopnie. Pojęcia nie miał, co się naprawdę dzieje w sercu pasażerki. A ona przeżywała trudne chwile. Zaciskała zęby i dokładała sporo starań, by nie oderwać wzroku od ekranu z wiadomościami, choć nie było tam niczego, co mogłoby ją naprawdę zainteresować. Ale bała się spojrzeć przez szybę, żeby nie zobaczyć znajomych ulic i nie poczuć tego potężnego wzruszenia, które mogło ją swoją siłą zwalić z nóg.
Monachium jest podobne do Krakowa – powtarzała po raz tysięczny. – To tam jest teraz moje miejsce. Mam tam wszystko, czego potrzebuję.
Skupiła się na pracy. Otworzyła folder z danymi aktualnie realizowanego projektu. Kliknęła zakładkę ze zdjęciami. Jeszcze raz dokładnie obejrzała swojego przeciwnika.
Z ekranu patrzył na nią młody człowiek. Właściciel firmy informatycznej o typowym wyglądzie energicznego, śmiałego człowieka, który ma jasno wytyczone cele. Zdjęć było kilka, więc pokusiła się o kolejne wnioski. Mężczyzna miał zadbane ciemne włosy, równe, bielutkie zęby, postawną, wysportowaną sylwetkę. Zapewne dbał o siebie i miał wiele ciekawych pasji. Galerię zamykała obowiązkowa w niektórych środowiskach fotka na górskim szlaku, mająca udowodnić, że praca nie zajmuje stu procent czasu, choć w rzeczywistości tak zapewne właśnie było.
Angelika zamknęła folder. Już od kilku dni była dobrze przygotowana i miała opracowaną strategię postępowania, ale ciągle jeszcze się zastanawiała, szukała lepszych rozwiązań. Nie bała się Daniela Jakubowskiego, który miał być jej przeciwnikiem. Ale też go nie lekceważyła, choć wydawał jej się bardzo typowym i łatwym do przejrzenia facetem.
Była zbyt wytrawnym graczem, by sobie pozwolić na jakiekolwiek niedopatrzenie, zanim jeszcze rozgrywka się rozpoczęła. Czasem pozory mylą, a w tym przypadku stawka była zbyt wysoka. Najwyższa, z jaką Angelika miała do tej pory do czynienia.
Stanowiło ją poczucie bezpieczeństwa. Ostateczna meta, do której dziewczyna dążyła przez wszystkie lata ciężkiej pracy. Jeśli zamknie ten projekt i podpisze umowę na warunkach, jakich oczekiwał szef, już nigdy nie będzie musiała dla niego pracować. Nigdy już bieda nie zajrzy jej w oczy. Wreszcie zawinie do portu i odpocznie po życiu, które choć krótkie tak mocno dało jej w kość, że mogłaby swoją biografią obdzielić kilka osób.
Bardzo potrzebowała odpoczynku i chwili wytchnienia w walce o byt.
Dlatego była maksymalnie skoncentrowana i gotowa do bezpardonowej walki.
– Danielu Jakubowski, miej się na baczności! – wyszeptała, a taksówkarz spojrzał w lusterko. Rozczarował się jednak. Ładna dziewczyna nadal nie zamierzała nawiązać z nim pogawędki. Dodał gazu, by jak najszybciej dowieźć ją do celu.



Rozdział 2


W tym samym czasie po krakowskim Rynku spacerowali już pierwsi przechodnie, a miasto tętniło życiem. Hejnalista na wieży mariackiej jak zwykle z zapałem przykładał się do obowiązków, grając z sercem i energią. To sprawiło, że ostatni mieszkańcy śpiący jeszcze jakimś cudem w mieszkaniach znajdujących się tuż przy Rynku zostali postawieni na nogi.
Daniel Jakubowski natychmiast otworzył oczy, przytomny i gotów do energicznych działań. Wstał jednak ostrożnie, żeby nie obudzić śpiącej obok młodej kobiety, delikatnie odgarnął jej jasne włosy rozsypane na jego poduszce i przykrył troskliwie kołdrą nagie, kształtne plecy. Następnie otworzył szufladę nocnego stolika, po czym wyciągnął prostokątną karteczkę z nadrukiem oraz zgrabne granatowe pudełeczko, każdej kobiecie mile kojarzące się z błyszczącą niespodzianką.
Miał w tej skrytce cały stos takich, przygotowanych na odpowiedni moment.
To, które wyjął, położył teraz ostrożnie na poduszce, żeby było pierwszą rzeczą, jaką dziewczyna zobaczy po przebudzeniu.
Następnie na palcach przeszedł przez pokój, zamknął starannie solidne drzwi i udał się długim korytarzem na drugą stronę mieszkania. Stara kamienica nie żałowała lokatorom metrów kwadratowych, dlatego wolał tę lokalizację niż nowoczesne apartamenty. Za sporą kuchnią, w pomieszczeniu, które w czasach młodości budynku było służbówką, urządził łazienkę. Jej oddalenie od sypialni sprawiało, że mógł gwizdać i do woli hałasować, przygotowując się do wyjścia, bez obawy, że obudzi śpiącego smacznie gościa. A tych miewał wielu. Zwykle na jedną tylko noc. Czasem plan nie wypalał i dziewczyna pojawiała się mimo wszystko w kuchni, zanim zdążył wyjść do pracy, co stawiało go w niezwykle niezręcznym położeniu, ale na szczęście nie zdarzało się zbyt często.
Umyty i ogolony, ubrał się szybko, ale starannie, a następnie włączył ekspres do kawy. Zanim filiżanka się napełniła, przerwał niecierpliwie operację i wypił dwa spore łyki, które zdążyły się zaparzyć. Następnie pospiesznie włożył ciepłą kurtkę, wrzucił leżący na stole tablet do torby i wyszedł, po drodze zerkając jeszcze w lustro, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Musiał dzisiaj wcześnie zacząć. Jego dopiero co rozwijająca się firma stanęła właśnie przed najważniejszym w swoim istnieniu wyzwaniem.
– Sprawa życia i śmierci – jak mu codziennie przypominał Mateusz nieoficjalny wspólnik i najlepszy przyjaciel. Droga do wolności, pieniędzy i wszelkich przyjemności niespodzianie stanęła przed nimi otworem.
Wystarczyło tylko podpisać dzisiaj umowę. Oczywiście nie na warunkach proponowanych przez monachijskiego potentata, tylko własnych. Trudne, ale możliwe. W postaci jedynej przeszkody miała się dzisiaj pojawić młoda kobieta, czyli to, na czym akurat Daniel znał się najlepiej, prócz systemów informatycznych oczywiście. Ale tak naprawdę gdyby miał wskazać wśród tych dwóch dziedzinę, w której czuł się pewniej, nie miałby kłopotu. Kobiety były równie skomplikowane jak nowoczesne komputerowe bazy danych, jednak o wiele bardziej fascynujące. Można powiedzieć, że trafiło na prawdziwego specjalistę.
Nie bał się jutrzejszego spotkania, ale też nie zamierzał z góry lekceważyć swojej przeciwniczki. Nigdy przecież nie wiadomo, co może się stać. Niektóre kobiety bywają piekielnie inteligentne.
Wyszedł ze starej bramy kamienicy i stanął chwilę na chodniku. Z przyjemnością wciągnął w płuca mroźne powietrze. Było jeszcze bardzo wcześnie, krakowski Rynek dopiero się budził, ale i tak panował już spory ruch. Przy kawiarnianych stolikach, nie zważając na niesprzyjającą aurę, siedzieli pierwsi klienci, niezniszczalne kwiaciarki rozkładały stanowiska, a czujne gołębie plątały się pod nogami, licząc na poczęstunek.
Daniel popatrzył chwilę na ten znajomy obraz i ruszył w kierunku parkingu. Należał do tej nielicznej grupy wybrańców, którzy mieli prawo poruszać się samochodem po strefie zamkniętej dla ruchu. Mieszkanie, które kupił na kredyt, choć bardzo drogie, oferowało wśród wielu zalet także ten komfort. Ale nie o tym myślał teraz, pokonując długimi krokami ładnie odśnieżony chodnik. Pokochał to miejsce, świetnie się tutaj czuł, lecz mieszkał trochę jak na bombie. Wysoki kredyt nie pozwalał spać całkiem spokojnie. Daniel martwił się swoją sytuacją finansową. To między innymi właśnie zbyt wysoki kredyt hipoteczny, jedyna nietrafiona decyzja w jego życiu, spędzał mu od kilku miesięcy sen z powiek i był jedną z przyczyn jego determinacji na polu zawodowym.
Firma parła do przodu, kolejne projekty realizowano w błyskawicznym tempie, bo terminy spłaty kolejnych rat za mieszkanie następowały po sobie tak błyskawicznie, jakby miesiące uległy nagle skróceniu. Daniel ciągle był więc zmotywowany do wytężonej pracy. Miało to tę dobrą stronę, że na rynku usług informatycznych jego firma stawała się coraz mocniejszym graczem. Jednak istniał też mroczny rewers tej sytuacji, był nią nieustający stres. Strach przed najmniejszym potknięciem, przesunięciem terminu, opóźnieniem, które mogłoby spowodować brak gotówki. Kto ma kredyt, wie, czym jest ten wieczny strach.
Ten nieprzyjemny stan miał się jednak właśnie skończyć.
Umowa z niemiecką firmą była przepustką do spokoju, bezpieczeństwa... i przyjemności – dodał w myślach. – Przede wszystkim przyjemności. – Uśmiechnął się, bo był z natury pogodnym człowiekiem, który zawsze w pierwszej kolejności widział jasną stronę życia.
Był mocno skoncentrowany i w najlepszej formie. Pokonanie rudowłosej panienki z Monachium, którą wysłano w celu ustalenia szczegółów transakcji, wydawało mu się banalnym zadaniem. Ta operacja miała się opierać na dwóch jego najmocniejszych stronach. Kompetencjach zawodowych i towarzyskich.
Oglądał wczoraj zdjęcia tej dziewczyny zamieszczone na jej profilu. Nic nadzwyczajnego. Przeciętność pokryta profesjonalnym makijażem i dobrymi ciuchami. Dziewczyna jakich tysiące.
Nie będzie trudnym przeciwnikiem. – Z tym wnioskiem poprawił szalik, wsiadł w samochód i w dobrym nastroju ruszył w stronę firmy.



***

Kochani! Takie rzeczy tylko w Walentynki :) Specjalnie na tę okazję przygotowaliśmy niespodziankę. Wznowienie powieści ,,Miłość z jasnego nieba"

Zamawiać w przedsprzedaży już można tutaj :)
https://www.empik.com/milosc-z-blekitnego-nieba-krystyna-mirek,p1221182065,ksiazka-p 


Ukazała się ona dawno temu i wielu nowych Czytelników jej nie zna. Od lat nie ma jej już na rynku. Często pojawiały się o nią pytania, dlatego postanowiliśmy dać jej nowe życie.
W pięknej okładce, po autorskim liftingu, historia pozostała ta sama, ale jakby nowa.
Zapraszam serdecznie do świata niełatwej miłości i pięknej scenerii.
Tak się prezentuje opis:


Walentynkowy Kraków to dla wielu zakochanych jedno z najbardziej romantycznych miejsc na ziemi. Tu właśnie przybywa Angelika, która ma do podpisania najważniejszy kontrakt w karierze. Nie zawaha się przed niczym, byle tylko osiągnąć cel. Dla niej Kraków to miasto, z którego kiedyś uciekła i nie zamierza wracać do niełatwych wspomnień. Jest skoncentrowana na pracy i nie pozwala sobie na żadne sentymenty.
Po drugiej stronie barykady stoi właściciel prężnie rozwijającej się firmy, prywatnie niepoprawny kobieciarz, choć z zasadami. On też chce podpisać ten kontrakt, ale na swoich warunkach. I również nie ma oporów, by korzystać ze wszelkich sposobów, które mogą do tego doprowadzić.
Co się stanie w mroźną walentynkową noc? Kto zwycięży w biznesowych negocjacjach i w jaki sposób zakończy się próba osiągnięcia niemożliwego kompromisu? Z pozoru niewinny splot wydarzeń sprawi, że życie wielu osób zmieni się bardzo mocno...

Serdecznie Was zapraszam do odnowienia znajomości lub pierwszego zanurzenia w tej chyba najbardziej romantycznej z moich powieści :)

Nowy Rok :) Plany i podsumowania.

W Nowy Rok weszliśmy tanecznym krokiem i w radosnej atmosferze.
Ostatnia noc to czas kiedy się dokonuje podsumowań, snuje plany. Lubię takie momenty. Wiem, że to tylko symboliczna data, ale myślę, że zastanawianie się nad sobą zawsze sprzyja człowiekowi. Im dokładniej obserwuje on świat wokół siebie i swoje własne serce, tym lepiej może się przygotować na niespodzianki, zauważy bowiem pierwsze zwiastuny zmiany lub szansy.
Wierzę też w marzenia zapisane na kartce papieru. Mam taki stary zeszyt. Są w nim spełnione plany, które w momencie zapisywania wydawały się całkowicie nierealne. Dziś są faktem.
Zabieram się więc wieczorem za pracę. Będę myśleć nad tym co za mną i co mnie jeszcze czeka.  Snuć plany i marzenia.
Niektóre z nich pojawiają się już kolejny rok z rzędu i znów trzeba będzie szukać nowej metody, bo poprzednie nie zadziałały. Może tym razem się uda?
Zawodowo jednak moje plany już dawno są skrystalizowane.
W najbliższym roku czeka mnie wiele ciekawych projektów. Przygotowuję niespodzianki dla stałych Czytelników w postaci nowych powieści, a dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z moimi książkami, wznowienia tych, które zostały już całkowicie wyprzedane i nie można ich dostać.

Pierwsza nowa powieść ukaże się nakładem Wydawnictwa Filia w marcu 2019.  Jej tytuł  i okładkę pokażę Wam niebawem. Z tytułem są przeboje, bo powieść jest, a tytułu nie ma :) Sądziłam, że przez święta może coś wymyślę, ale na razie nic. Jest tylko jedno zdanie Gdzie skarb twój, tam serce twoje. Towarzyszyło mi podczas pisania i nie chce mnie opuścić. Bohaterowie szukają czegoś cennego, albo odnaleźli i stracili, czasem mają na wyciągnięcie dłoni, inni za nic nie mogą zdobyć, choć bardzo marzą. Ale  najgorzej mają ci, którzy szukają w złym miejscu. Będzie to pełna romantyzmu i tajemnic opowieść. Kto ma ochotę przeczytać? :)

Natomiast wcześniej w lutym, na Walentynki pojawi się wznowienie powieści ,,Miłość z jasnego nieba" z nową okładką i nieco zmienionym tytułem ,,Miłość z błękitnego nieba". Dajcie znać, kto pamięta ten tytuł. Dla wielu była to opowieść, od której zaczynali przygodę z moimi książkami. Ale to dawne czasy. Pięć lat temu. Od tego czasu pojawiło się wielu nowych Czytelników. Dla nich będzie to zupełnie nowa historia. A kto czytał dawno temu, też może w tej nowej opowieści odnaleźć niespodzianki, bo nieco ją zliftingowałam :) Zapraszam serdecznie do świata Angeliki i Daniela, którzy w walentynkowy wieczór mają do wykonania ważne zadanie i ostatnia rzecz, o jakiej myślą, to miłość :)

Zaraz potem rusza dalszy ciąg Willi pod kasztanem. Waszej ulubionej serii. Tym razem  będzie ona pisana już bez przerwy aż do końca.
To będzie rok nowości i wznowień.  A także spotkań autorskich, na które zaproszenia płyną szeroką falą. W planach na 2019 rok nie zostało już wiele miejsca, ale robię, co w mojej mocy, by spotkać się z tymi, którzy zapraszają.
A jak Wasze plany? Robicie je? Czynicie postanowienia? Czy koniec roku to dla Was ważny czas?

Akcja Święta :) Zakończenie.

Akcja Święta dobiega końca, bowiem same Święta stoją już w progu. Dziś niedziela,  więc działaliśmy delikatnie. Ubraliśmy choinkę. Mamy na niej różne ozdoby. Niektóre mają wiele lat. Jest łańcuch pamiętający czasy dzieciństwa mojego męża, bańki wybierane kiedyś przez nasze malutkie córeczki, które przywołują tyle wspomnień. I moje ulubione aniołki. Wiele jest też ozdób od Czytelników. Oni też są częścią naszego domu. Wasze kartki, aniołki, bombki, serwetki, a także w tym roku dwie pyszne nalewki :)
Święta spędzamy wspólnie.
Jutro Wigilia i już nie będzie mnie w sieci, więc już dzisiaj składam Wam serdecznie życzenia dobrych, spokojnych świąt Bożego Narodzenia. Przyjemnego czasu z rodziną :)

Dziękuję Wam za liczny udział w akcji święta i wspaniałe komentarze.
A książki powędrują do Agnieszka Piszczatowska, Agnieszka Caban Pusz, Katarzyna Tymczyszyn.
Dobranoc, Kochani. Dobrego świętowania :)

Akcja Święta :) Pierniczki

Dziś u nas  dzień pierniczków :) Specjalnie w sobotę, żeby wszyscy byli w domu i mogli uczestniczyć w dekorowaniu i wykrawaniu.
Wiem, że skomplikowane przepisy wymagają dużo wcześniejszych działań, dlatego ja korzystam z prostego. Pierniczki od razu są miękkie, smaczne i długo świeże.
To przepis, który jest Wam znany z powieści ,,Światło w Cichą Noc" Piekł je Bartek, jeden z Waszych ulubionych bohaterów.
Składniki: 1kg mąki, 1/2 litra miodu, 2 szklanki cukru, 1 kostka smalcu, 1/2 szklanki mleka, 3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej, 3 jajka, szczypta soli, przyprawa do pierników lub ulubione przyprawy piernikowe.
Rozpuszczamy w rondlu miód, smalec i cukier, Kiedy ostygnie dodajemy mieszając mąkę, jaka, sodę, rozpuszczoną w chłodnym mleku, szczyptę soli oraz przyprawy. Wałkujemy, wykrawamy, pieczemy 8 min. w temp. 170 stopni, studzimy, dekorujemy i zjadamy :)
Taki plan. Ja robię jeszcze ciast piernik i roladę czekoladową. Kusi mnie makowiec z serem, ale zobaczymy, czy się uda, bo z piernikami mnóstwo roboty.
Wczoraj kupiła piękny aromat pomarańczowy do kominka zapachowego. Wypróbowałam, czekam na efekt. Tymczasem w kuchni cały czas gotowała się kapusta....
Zdecydowane jeden zero dla kapusty :)
Może dzisiaj będzie lepiej :)
A jak się u Was sprawy mają?
zdj. kamis.pl

Akcja Święta - dzień trzeci :)

Dziś z rana miał być uczciwy, konkretny wpis o uszkach. Ale oczywiście życie nie jest tak łatwe do zaplanowania. Zawsze coś wyskoczy znienacka. Już się do tego przyzwyczaiłam i staram się zachować spokój. Adaś paskudnie kaszle i musieliśmy rano pilnie pokazać go naszej Pani Doktor. Przy okazji także przeziębioną Monię. Wizyta się przeciągnęła, a potem trzeba było ruszyć na zakupy i po lekarstwa. W sklepach szaleństwo, ale na szczęście u nas na wsi spokój. Bez problemu dostałam składniki na farsz i zdobyłam naturalne w większości lekarstwa. Tylko Adaś musiał dostać coś mocniejszego, bo nie było wyjścia. Czasem trzeba. Oprócz tego inhalujemy się i czytamy książeczkę o dzielnym lwie Eryku. Polecam. Fajna historyjka, a do tego zagadki, malowanki i łamigłówki. Niektóre ilustracje można samemu pomalować. To lubimy.
A jeśli chodzi o dalszy ciąg świątecznych planów, to dzisiaj lepimy uszka. Mimo wszelkich przeciwności :) W celu wspomożenia zespołu do domu przybyła nasza najstarsza córka, studentka. Anetka, zwana też Cecylką. Wraz z kotem :)
Zaczynamy od farszu. Przepis jest osobisty i pochodzi z kompilacji mnóstwa receptur, o których słyszałam, czytałam, wypróbowywałam. Jest ciekawy w smaku i nam bardzo smakuje.
Kiszoną kapustę gotuję, szatkuję na drobno, podsmażam delikatnie na maśle (najlepiej klarowanym), dodaję podsmażoną delikatnie drobno pokrojoną cebulę. Gotuję trochę suszonych borowików, drobno siekam, dodaję. Smażę pieczarki lub inne świeże grzyby, siekam, dodaję, do tego trochę bułki tartej i trochę bardzo drobno startej gotowanej marchewki. Sól i odrobina pieprzu. Dobrze smakuje nie całkiem zmielony farsz, ale jednak drobno pokrojony. Jeśli jest za suchy można dodać wywar grzybowy. Proporcje pomiędzy składnikami od serca, jak kto lubi. Do miski ostatecznej, gdzie w końcu wszystkie wylądują, wkładam je powoli, mieszam, próbuję aż do skutku. Do momentu, gdy smak jest taki jak trzeba :) Ten farsz nadaje się też świetnie do pierogów.
Tak więc dzisiaj po południu wielkie lepienie i zamrażanie.
Oprócz tego kupiłam dzisiaj przez przypadek, idąc po grzyby :) piękną bransoletkę. Ale nie powiem, dla kogo, bo nie wiadomo, kto ten blog czyta :) Nie byłoby niespodzianki :)
Zapraszam do wspólnej przygody, komentowania i dzielenia się swoimi przeżyciami. Jest mi bardzo miło, gdy się odzywacie :) Przypominam też, że wśród uczestników akcji na koniec wylosujemy książki :) Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego dnia :)

Akcja Świeta :) Część druga.

Dziś kolejna odsłona naszej akcji. Dziękuję za wszystkie Wasze wczorajsze komentarze oraz polubienia na Facebooku. W grupie weselej, więc działamy dalej.
Wielu z Was jest już mocno do przodu, inni zaczynają, ale wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku. Ku pięknym i spokojnym świętom :)
U mnie dzisiaj akcja choinka. Od lat mamy żywą i choć jest wiele argumentów za i przeciw podtrzymujemy tę tradycję także i w tym roku. Mam już upatrzone miejsce, teraz tylko trzeba pojechać i przywieźć okaz do domu. Dziś też przeglądam ozdoby, oświetlenie, obrusy, ubrania i tym podobne rzeczy, by potem już o tym nie myśleć. Planuję, ale jeszcze nie zakładam ozdób.
Zawsze tradycyjnie robiliśmy to w Wigilię, nie wcześniej, żeby się nie opatrzyło. Jest tak mało magii na tym świecie. Wszystko powszednieje, piękne zastawy, biały obrus, szynka, która jest na co dzień, ciasta zawsze na wyciągnięcie dłoni, kolędy  w reklamach. Niech będzie coś niezwykłego w tym dniu, gdy po raz pierwszy wieczorem zabłysną światła. W tym roku ubieranie przełożyliśmy na niedzielę,  bo tak się ładnie kalendarz złożył. Będzie też u nas choinka z dekoracjami od Czytelników. Co roku przychodzą prezenty, ręcznie robione, z sercem i serdecznością. A ja je starannie zbieram do specjalnego pudełka. Jest ich już tyle, że zasługują na własną choinkę :)
Dziś też ostateczne rodzinne zebranie i podział ról. Kto jest za co odpowiedzialny i kiedy to zrobi. Ostateczna lista ciast (nie za dużo, ale pysznych) pierogów j.w. oraz innych smakołyków. Dziś też pierwsza tura pakowania prezentów.
W wyjątkowo spokojnej jak na nasze realia atmosferze. Starsze córki już nie szukają moich skrytek, by wyrosły, a Adaś jeszcze na to nie wpadł :)
Życzę Wam dobrego dnia i udanych choinkowych łowów :)

Akcja Święta :)

Kochani, co Wy na taką akcję? Wiem, że wiele osób jest zabieganych i święta kojarzą im się z horrorem organizacyjnym i ciężka pracą, po której pada się na twarz i nie ma już nawet siły, by spróbować tego wszystkiego, co się napichciło. Często zmęczenie powoduje drobne, ale bardzo stresujące spięcia pomiędzy bliskimi, a nadmiar jedzenia ląduje potem w koszu. Nadszarpnięta karta kredytowa odbija się czkawką w styczniu, a nie o to przecież chodzi.
Od wielu lat organizuję święta w domu. To dla naszej rodziny ulubiony czas. I dawno już przestałam pozwalać, by niszczył go pośpiech i stres. Teraz, kiedy wokół zaczyna się szaleństwo, ja siedzę spokojnie. Mam swój plan. Chcecie zobaczyć? Dołączyć? Możemy to zrobić razem.
Zapraszam.
Zadania na dzisiaj:
ostatni dzwonek, by zrobić zakwas na barszcz. Ja korzystam od lat z takiego przepisu:
1 kilogram buraków, kilka ząbków czosnku, obranych i pokrojonych na pół, ziele angielskie, 2liście laurowe, dwa litry przegotowanej i ostudzonej wody, dwie łyżki soli.
Buraki trzeba obrać, pokroić, dodać resztę składników, zalać posoloną wodą, przykryć talerzykiem i odstawić w temperaturze pokojowej. Kiedy zakwas będzie gotowy około trzech dni, należy go odcedzić i schować do lodówki. Będzie gotowy do świątecznego barszczu, który jest jedną z naszych ulubionych potraw.
To też ostatni dzień na wysyłanie kartek. Ja zrobiłam to wcześniej, ale te z dzisiaj jeszcze zdążą. To piękny obyczaj i w dobie internetu esemesów i zdjęć, ręcznie podpisana kartka ma wyjątkową wartość. Nawet jeśli jej wysłanie stanowi nie lada operację, bo kolejki niewiarygodne.
Ostatni dzień, by coś zamówić przez internet i to tylko ze sprawdzonego źródła, bo już nie dojdzie.
Jeśli chodzi o prezenty dobrze jest kupować je w nieoczywistych miejscach, bo naprawdę często tak jest, że wszystko jedzie z tej samej chińskiej fabryki, po czym w jednym sklepie dostaje metkę z ceną dwieście złotych, a w innym trzydzieści. Nie dajmy się wkręcić w zakupowe szaleństwo.
Dzisiaj powinny też już być umyte okna. Jeśli nie są, to być może już nie będą. Wbrew powszechnie panującej opinii, święta odbędą się nawet jeśli okna nie zostaną umyte. Wiem, niektórzy nigdy w to nie uwierzą :) Może raz warto sprawdzić:)
I to wystarczy jeśli chodzi o stan na środę. Reszta dnia należy do Was. Na spokojną pracę, odpoczynek i czytanie oczywiście, któremu zimowy czas bardzo sprzyja.
Jeśli ktoś chce dołączyć do akcji i pokazać wieczorem zdjęcie swojego buraczanego zakwasu lub kartek świątecznych, zachęcam. Dla motywacji codziennie wśród uczestników wylosujemy książkę. Na święta pewnie już nie dojdzie, ale na Nowy Rok tak :)
zdj.Madame  Edith

Nowa strona

Kochani, dziękuję Wam za liczne odwiedziny na stronie. Często słyszę, że ktoś tutaj zagląda, czyta :)
Zapraszam też na nową stronę internetową.

http://www.krystynamirek.com/

blog w zakładce blog :) http://www.krystynamirek.com/blog/ 
Poza tym wszystko bez zmian :)

Zapraszam Was serdecznie  :)



Spotkałam w pociągu - o wdzięczności dzieci, czy można na nią liczyć

Od dawna marzył mi się taki cykl. Sporo jeżdżę po Polsce pociągami. Kierowca ze mnie raczej taki stacjonarny, a pociągi coraz fajniejsze. Jest to miłość odwzajemniona. Ja się dobrze czuję podczas podróży, a pociągi bardzo rzadko mi się spóźniają. Często spotykam ciekawych ludzi i toczą się niezwykłe dyskusje. Czasem uczestniczę, czasem tylko słucham. To prawdziwe życie w pigułce.

O wdzięczności dzieci

Ostatnio rozmawiały dwie kobiety, spierając się na temat wdzięczności ze strony dzieci. Jest sprawą wiadomą i już raczej dla nikogo nie stanowi tajemnicy, że przyszłe emerytury będą niskie. Kto może, powinien jak najwcześniej zacząć oszczędzać. Niektórzy w tej kwestii liczą na pomoc dorosłych dzieci. I o to właśnie, dość ogniście, spierały się moje towarzyszki podróży.
Jedna twierdziła, że nie ma na co liczyć. Dzieci są zasadniczo niewdzięczne. Przytaczała z żarem w oczach wiele strasznych przypadków, gdy ktoś miał pięcioro czy wręcz siedmioro dzieci i wszystkie poszły w świat, zostawiając starych rodziców na pastwę losu.
Druga mówiła, że ona na to liczy. Ale głos jej drżał. Wyraźnie bała się, by nie zapeszyć. Nie miała pewności, co przyniesie przyszłość.
Dla mnie to też temat, który wciąż jest teorią. Ale za to znam się trochę na temacie wdzięczności. Wiem, że nie jest to kwestia liczenia. Na nią czy też na siebie.
Dzieci okazują wdzięczność, jeśli zostaną tego nauczone. A uczą się przede wszystkim od nas. Czy jesteśmy wdzięczni tym, którzy nam pomagają, okazują życzliwość? Czasem są to rodzice, bywa, że właśnie na nich liczyć nie możemy. Ale obok każdego człowieka jest ktoś, kto wyciąga do niego rękę. Czasem w małych sprawach. Bywa, że jeśli za małe nie jesteśmy wdzięczni, większych nigdy nie dostaniemy.
Czy pokazujemy dzieciom, czym jest postawa wdzięczności. Jak to robić? W jakich słowach i czynach? Czy sami opiekujemy się rodzicami? Jak o nich mówimy do swoich dzieci?
Wdzięczność to trudna życiowa lekcja. Większość ludzi ma postawę: należy mi się, wciąż mam za mało, nic wiele nie dostałem. Są często ślepi na starania innych, uważają, że wszystko, a nawet więcej po prostu im się należy. Sami rezygnują z potężnej życiowej siły, jaką jest wdzięczność. Uspokaja ona serca, pozbawia je wiecznych pretensji, sprawia, że zaczynają przyciągać tak zwane szczęśliwe zbiegi okoliczności. I zaczynają doświadczać wdzięczności od innych, w tym także własnych dzieci. Jest wielkim ryzykiem liczyć w tej kwestii na łut szczęścia. To bardziej umiejętność, którą dobrze jest jak najwcześniej zacząć ćwiczyć.
A jakie jest Wasze zdanie? Której z moich towarzyszek byście przytaknęli, a z którą spierali?  A może macie jakieś swoje fajne patenty na wdzięczność. Doświadczyliście jej? Liczycie na nią? Podzielcie się.
Z wyrazami wdzięczności serdecznie Was pozdrawiam i życzę dobrego dnia :)

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon