Strony

blog Krystyny Mirek

.

.

Spotkałam w pociągu - o wdzięczności dzieci, czy można na nią liczyć

Od dawna marzył mi się taki cykl. Sporo jeżdżę po Polsce pociągami. Kierowca ze mnie raczej taki stacjonarny, a pociągi coraz fajniejsze. Jest to miłość odwzajemniona. Ja się dobrze czuję podczas podróży, a pociągi bardzo rzadko mi się spóźniają. Często spotykam ciekawych ludzi i toczą się niezwykłe dyskusje. Czasem uczestniczę, czasem tylko słucham. To prawdziwe życie w pigułce.

O wdzięczności dzieci

Ostatnio rozmawiały dwie kobiety, spierając się na temat wdzięczności ze strony dzieci. Jest sprawą wiadomą i już raczej dla nikogo nie stanowi tajemnicy, że przyszłe emerytury będą niskie. Kto może, powinien jak najwcześniej zacząć oszczędzać. Niektórzy w tej kwestii liczą na pomoc dorosłych dzieci. I o to właśnie, dość ogniście, spierały się moje towarzyszki podróży.
Jedna twierdziła, że nie ma na co liczyć. Dzieci są zasadniczo niewdzięczne. Przytaczała z żarem w oczach wiele strasznych przypadków, gdy ktoś miał pięcioro czy wręcz siedmioro dzieci i wszystkie poszły w świat, zostawiając starych rodziców na pastwę losu.
Druga mówiła, że ona na to liczy. Ale głos jej drżał. Wyraźnie bała się, by nie zapeszyć. Nie miała pewności, co przyniesie przyszłość.
Dla mnie to też temat, który wciąż jest teorią. Ale za to znam się trochę na temacie wdzięczności. Wiem, że nie jest to kwestia liczenia. Na nią czy też na siebie.
Dzieci okazują wdzięczność, jeśli zostaną tego nauczone. A uczą się przede wszystkim od nas. Czy jesteśmy wdzięczni tym, którzy nam pomagają, okazują życzliwość? Czasem są to rodzice, bywa, że właśnie na nich liczyć nie możemy. Ale obok każdego człowieka jest ktoś, kto wyciąga do niego rękę. Czasem w małych sprawach. Bywa, że jeśli za małe nie jesteśmy wdzięczni, większych nigdy nie dostaniemy.
Czy pokazujemy dzieciom, czym jest postawa wdzięczności. Jak to robić? W jakich słowach i czynach? Czy sami opiekujemy się rodzicami? Jak o nich mówimy do swoich dzieci?
Wdzięczność to trudna życiowa lekcja. Większość ludzi ma postawę: należy mi się, wciąż mam za mało, nic wiele nie dostałem. Są często ślepi na starania innych, uważają, że wszystko, a nawet więcej po prostu im się należy. Sami rezygnują z potężnej życiowej siły, jaką jest wdzięczność. Uspokaja ona serca, pozbawia je wiecznych pretensji, sprawia, że zaczynają przyciągać tak zwane szczęśliwe zbiegi okoliczności. I zaczynają doświadczać wdzięczności od innych, w tym także własnych dzieci. Jest wielkim ryzykiem liczyć w tej kwestii na łut szczęścia. To bardziej umiejętność, którą dobrze jest jak najwcześniej zacząć ćwiczyć.
A jakie jest Wasze zdanie? Której z moich towarzyszek byście przytaknęli, a z którą spierali?  A może macie jakieś swoje fajne patenty na wdzięczność. Doświadczyliście jej? Liczycie na nią? Podzielcie się.
Z wyrazami wdzięczności serdecznie Was pozdrawiam i życzę dobrego dnia :)

Co mi wyszło z odpoczynku? :)

Jak pewnie większość z Was już wie, w zapowiedziach pojawiła się najnowsza książka ,,Szczęście za horyzontem"
 https://www.empik.com/za-horyzontem-mirek-krystyna,p1204373332,ksiazka-p
Można wciąż zamawiać, klikając w link powyżej.
Nie jest to powieść, której napisanie planowałam. Zgodnie z marzeniami miała się jesienią ukazać jedna książka - świąteczna.
Wydawca zaakceptował mój pomysł, by zrobić przerwę dawno temu, bo wczesną wiosną, bowiem cykl powstawania książki trwa długo, dlatego wszystko planuje się z wyprzedzeniem i powiedział: odpocznij.
To było słowo, które się wtedy stale przewijało także w rozmowach rodzinnych i z przyjaciółmi. Wszyscy stanowczo nakazywali mi odpoczynek. Fakt, pracy było sporo. Dom, czworo dzieci, ogród, pisanie, wyjazdy. Nazbierało się. Nie jestem pracoholiczką, choć kocham to, co robię. Posłuchałam i postanowiłam trochę wrzucić na luz.
Zadbać o siebie. To już od dłuższego czasu są dla mnie ważne kwestie, zwracam uwagę na to, co jem, ćwiczę, choć tego nie lubię. Ale chcę być w formie jak najdłużej i szanuję swoje ciało. Brakowało snu (ale jest już lepiej, bo dziecko rośnie) i większej ilości odpoczynku.
Zrobiłam więc przeszeregowanie w planach i wzięłam wolne. Ciekawe to było dla mnie doświadczenie, bo lubię pracować i praca mnie też kocha, więc do tej pory raczej żyłam intensywnie. Postanowiłam wykorzystać ten czas w pierwszej kolejności na zaległości, jak to często bywa, w sprzątaniu i domowych sprawach oraz na przyjemności i hobby. Najpierw zajmowałam się domem, czytałam i wreszcie doprowadziłam do porządku, zaniedbany przez nawał obowiązków, ogród.
A potem siadłam i zastanowiłam się, co jeszcze chciałabym zrobić w tym cennym czasie. Bowiem następny urlop szybko nie nastąpi :) Co lubię, co mnie kręci, pasjonuje?
I oczywiście zaczęłam pisać :) Historia popłynęła i rozwijała się we własnym rytmie. Zdążyłam ją skończyć przed jesienią i tym samym już niebawem trafi do Waszych rąk. W wydawnictwie mówią, że to moja najlepsza książka. Przeczytały ją nawet osoby, które mają bardzo mało czasu, bo nie mogły się oderwać :)
To taka trochę niezwykła opowieść, choć oczywiście z zachowaniem Waszych ulubionych elementów. Jej pisanie dało mi mnóstwo radości, pasji i wiem, że takie rzeczy czuje się przy czytaniu. Niech więc daje Wam radość i przyjemność.
A ja wracam do pracy czyli do pisania :)
Pozdrawiam ciepło, dobrego dnia dla wszystkich. Tych, co pracują i odpoczywają :)
Jeśli czytacie te słowa, odezwijcie się. Zawsze z wielką radością czytam Wasze komentarze. Jest tu dużo osób, które czytają wpisy, ale nie komentują. Zawsze warto się odważyć. Dziękuję też wszystkim, którzy towarzyszą mi tutaj stale. Wasza obecność jest bardzo cenna.
A ja zapraszam jeszcze raz do świata powieści :) Jak Wam się podoba okładka?

https://www.empik.com/za-horyzontem-mirek-krystyna,p1204373332,ksiazka-p

https://www.empik.com/za-horyzontem-mirek-krystyna,p1204373332,ksiazka-p

Co w trawie piszczy :)



U nas lato w pełni. Wszystko szybciej się dzieje w tym roku. Już kwitną wrzosy i wieczorami pachnie jesienią, choć przecież lipiec to najbardziej letni miesiąc. Jest ciepło i pięknie. Dzieci powyjeżdżały ma na wakacje, zostałam z najmłodszym i czas mija mi pomiędzy pracą, ogrodem i miłymi domowymi sprawami. Wszystko pięknie kwitnie, głównie róże, ale też hibiskusy i moja nowa miłość hortensje ogrodowe.
W tych jakże sprzyjających okolicznościach przyrody skończyłam nową powieść i tym razem po raz pierwszy w upale i słońcu nie pisałam o świętach :) Żadnej zimy, mrozu i wichury :) Wręcz przeciwnie piękna, złota polska jesień.
Premiera 19 września.
A o czym opowiadać będzie historia? Oto opis okładkowy


Czasem spalone mosty to najlepszy początek. Justyna popełnia wielki błąd, po którym nie może już wrócić do dawnego życia: pracy w eleganckim biurowcu, wygodnego apartamentu i związku, który opiera się na przyjemności. Janek wszystko zrobił jak należy, a jednak na każdym polu ponosi klęskę. Ma kłopoty finansowe, beznadziejna pracę, której nie znosi, a jego dzieci są zaniedbane. Tych dwoje spotka się przypadkiem. Zderzenie dwóch światów sprawi, że życie obojga na zawsze się odmieni.

Czy starczy im odwagi, by poszukać szczęścia trochę dalej niż na wyciągnięcie dłoni? Ruszyć za horyzont, do miejsca, które wydaje się być najmniej odpowiednie, a jednak kusi z wielką mocą?

Opowieść o poszukiwaniu spełnienia i własnego miejsca na ziemi.

Zapraszam serdecznie do świata dwojga ludzi, którzy z różnych przyczyn, własnych błędów lub wypadków losowych, na które nie mieli żadnego wpływu muszą swoje życie zbudować na nowo. W tej historii są wszystkie składniki, za które cenicie moja poprzednie powieści: wciągająca akcja, emocje, ciepło, relaks i życiowa pociecha. Bardzo cenię zdanie stałych Czytelników i staram się dawać im to, co najbardziej lubią i czego potrzebują.
Niebawem okładka i link do przedsprzedaży i tym samym letnia błogość znów zmieni się w pełne napięcia oczekiwanie na Wasze pierwsze opinie :)
Pozdrawiam Was ciepło i życzę dobrego dnia w środku tygodnia i na weekend. To jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie mogą człowieka spotkać. Dobre, piękne, zwyczajne dni. Ich jest przecież najwięcej.
Poniżej garść wieści ogrodowych, w tym z łąki kwiatowej, która jeszcze niedawno cała w błękitach, teraz stała się żółto pomarańczowa jak słońce. Nie wiem, jak długo przetrwa, bo nasz pies też ją kocha i ta miłość objawia się niestety w ten sposób, że uwielbia się w niej tarzać, kopać i robić tunele. Jest to miłość bez wzajemności, kwiatom to nie służy :) Jak pogodzić ich sprzeczne oczekiwania, nie wiem :)



Życie,kwiaty i czytanie :)

 Na łące kwiatowej wciąż coś się dzieje i choć jeszcze kilka dni  temu miałam ochotę wpaść w nią z kosiarką, bo wyglądała jak pole chwastów z każdą godziną coraz milej mnie zaskakuje. A jak pięknie pachnie :) Lawenda, maciejka, zioła. Bajka. Więc ofiarnie nadal ją pielęgnuję, zobaczymy, co będzie dalej.
Kończę najnowszą powieść niespodziankę. Trwają prace redakcyjne i szlifowanie okładek. Na razie żaden projekt nie okazał się tym właściwym, więc jeszcze to chwilkę potrwa. Lato to dobry czas na pisanie. Słońce sprzyja natchnieniu, choć są wakacje i dom pełen dzieci nie sprzyja ciszy :) Piszę więc teraz nieco mniej i wolniej, za to mnóstwo gotuję, piekę i rozmawiam. Niedługo dzieci mi się rozjadą i będzie ich brakowało.
Wczoraj świętowaliśmy moje urodziny i był to miły, fajny dzień. Dziękuję Wam serdecznie za życzenia, kartki i upominki. Bardzo mnie to wzrusza. Wszystko czytam, oglądam, choć w odpisywaniu ze względu na ilość mam pewne zaległości.
A na letnie czytanie czeka sporo propozycji od moich Wydawców.
Wznowiliśmy ,,Pojedynek uczuć" i Drogę do marzeń". Kto jeszcze nie zna, zapraszam serdecznie do przeczytania. To powieści, od których zaczęła się tak naprawdę moja pisarska przygoda i od których wielu z Was zaczęło znajomość z moimi książkami.
,,Obca w świecie singli" to nowość. Lekka i przyjemna, choć o prawdziwym życiu poleca się na słoneczną plażę i deszczowe dni.
W kioskach wciąż dostępna kolekcja, w której w przystępnych cenach można nabyć moje poprzednie książki. Jest co czytać. A mnie pisać :)
Zakończyłam już spotkania w tym półroczu i teraz siadam do komputera pełna wspomnień Waszych twarzy, uśmiechów i rozmów. Odzywajcie się w czasie wakacji. Nie zostawiajcie mnie z informacją: jestem w czwartym miesiącu zagrożonej ciąży, bo ja potem myślę nocami, czy dzieciątko się urodziło szczęśliwie, jadę do szpitala, bo się martwię, co dalej, szukam pracy, miłości, męża, kota. Życie. Na spotkaniach tak samo prawdziwe jak w książkach i w realnym świecie.
A ja zapraszam na kwiatową łąkę :)


Wielkie wyzwanie, drobne radości i pewne rozczarowania. Życie.

Podejmuję pewne wyzwanie i zamierzam przyznać się publicznie, żeby mieć dodatkową motywację, bo podchodzę do tego nie po raz pierwszy w życiu i jak dotąd nigdy się nie udało.
Jak większość z Was pewnie wie, bardzo kibicuję naszej drużynie narodowej. Przeżyłam jako kibic wiele chudych lat i sporo rozczarowań, tym bardziej więc teraz cieszę się ich dobrą formą. Nie ma co napędzać spirali oczekiwań, ale po raz pierwszy jest potencjał, widowisko i radość.
Przezywamy teraz mundial ze wszystkimi towarzyszącymi temu emocjami. Ponoć tam na miejscu jest niezwykle. Chciałabym to przeżyć. W tym roku nie mam szans. Ale za cztery lata znów będą mistrzostwa. Robert Lewandowski powiedział, że zamierza na nich zagrać. Trener Nawałka, że zostawił w kraju wielu piłkarzy, którzy się rozwijają i w przyszłości dołączą do kadry. Nadzieja jest.
Ponieważ kolejne rozgrywki odbędą się w USA i Kanadzie, tym co muszę zrobić jest opanowanie języka angielskiego. Nie znam go i czuję się jak ostatnia osoba na planecie, która ma ten problem. Miałam pecha. W szkole podstawowej nie mieliśmy angielskiego, w liceum w humanistycznej klasie był tylko francuski, a na studiach można było tylko kontynuować język z liceum. I tak zostałam z boku, obok głównego nurtu. Oczywiście próbowałam sama, chodziłam na kursy, do różnych szkółek, ale nigdy nic z tego nie wynikło.
Rzucam więc sobie wyzwanie. Mam cztery lata, żeby się nauczyć angielskiego i do specjalnej skarbonki nazbierać na bilety :) Chcę to zobaczyć na żywo :) Kto będzie trzymał kciuki? A moze ktoś chciałby się przyłączyć?
Oprócz tego z dobrych rzeczy zakwitł mi barwinek, choć to na niego nie pora :)
I posiałam obok domu łąkę kwiatową. Nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie można tego kosić i na razie wygląda jak duża trawa. Ale to same polne kwiaty, które niebawem zakwitną. To wyjątkowy widok i czekam na niego z utęsknieniem. Rekordowa tegoroczna susza nie pomaga. Na razie zaczynają kwitnąć jakieś białe kwiatki, których nazw nie znam i pojawiły się pierwsze dwa fioletowe na dobry początek :) Czekamy, co będzie dalej :)

I na koniec jak to w życiu, trochę rozczarowań. Ciężko czasem dociec, co kieruje ludźmi. zrozumieć ich motywacje dojść do prawdy, gdy się z każdej strony dostaje sprzeczne wersje, a nie było się świadkiem. Czeka mnie tydzień niełatwych decyzji.
Czekam na wieści od Was. Co słychać? Sądzicie, że uda mi się z wyzwaniami? Wszelkiego rodzaju :)

Było... Jest....


Czerwiec to dla mnie miesiąc pracy. W ciągu ostatnich tygodni kopałam, ryłam , posypywałam, sadziłam i wybierałam. Zrobiliśmy trochę takich rabatek. Teraz podlewam, bo wybrałam sobie na tworzenie ogrodu od podstaw rekordowo suchy rok. Wciąż u nas nie pada. Obiecuje, nadciągają pękate chmury, po czym idą gdzie indziej. Ratuję więc, co mogę. Roślinek żal, bo świeżo posadzone i jest ich sporo. Spełniłam swoje marzenie z dzieciństwa. Pojechałam do szkółki roślin i wybrałam ulubione kwiaty.
To jeśli chodzi o marzenia. Oprócz tego niedawno ukazała się najnowsza powieść ,,Obca w świecie singli" i świeżutkie wznowienie ,,Drogi do marzeń" Do poczytania przy pogodzie, która nie sprzyja ukorzenianiu roślin, za to leżeniu w ogrodzie lub na balkonie owszem. A do tego jak wiadomo najlepsza jest książka.
Następne się piszą. Oficjalnie według planu świąteczna opowieść, a prócz tego nielegalnie inna, taka z serca, która jeśli ją skończę, pewnie też się ukaże. Wydawcy projekt bardzo się podoba.
Dzieci rosną, zdają egzaminy i pokonują każdy swoje wyzwania. Dzień Mamy był piękny w tym roku.
To tyle jeśli chodzi o słoneczną stronę życia.
Bo i u mnie czasem zachodzi słońce, choć jestem wielkim zwolennikiem cieszenia się każdym drobnym okruchem dobra.
Czerwiec jest jednak wyjątkowo obfity w trudne wieści.
Byłam mocno zaangażowana w leczenie pewnej chorej dziewczynki. Trzeba było zebrać dużą kwotę w krótkim czasie, by dostała lek, ratujący życie. Wydawało się to niemożliwe, ale udało się. Dobrzy ludzie pomogli, dziewczynka dostała lekarstwo. Ale choroba się nie poddała. Przegraliśmy tę walkę. Już nic nie da się zrobić.
Bliska mi osoba, niewiarygodnie dobry człowiek, ma nawrót choroby i wierzę mocno, że ostatni, że będzie zdrowa.
Inna bliska mi osoba dostała wczoraj trudną diagnozę.
Co jest z tym pięknym czerwcem? Dlaczego atakuje tak mocno? Nie pozwala cieszyć się w spokoju pogodą i dobrem. To banał, że życie jak warkocz przeplata pukle.
Ale tak właśnie jest.
U kogo dzisiaj wszyscy zdrowi, proszę, niech się uśmiechnie, w imieniu tych, którzy nie mogą.

Jak to jest w świecie singli.

Słowo singiel to znak naszych czasów. Nowy styl życia widoczny na każdym kroku. Dla jednych jest to świadomy wybór, dla innych konsekwencja różnych życiowych zawirowań. Są tacy, którzy świetnie się czują w świecie singli, poukładali sobie życie, są szczęśliwi.
Ale wiele jest osób, które żyją samotnie nie z własnego wyboru. Tak się sprawy poukładały  i nie potrafią ich zmienić. Jak Karolina, główna bohaterka powieści. Obco się czują w świecie singli, samotnie.
Wiele jest osób w takiej sytuacji, są sami z różnych powodów i nie odnajdują się w tej sytuacji.
Dotyczy to nie tylko kobiet. Jakub, jeden z bohaterów, też inaczej wyobrażał sobie swoje życie. Zakochał się, urodziła mu się córeczka. Starał się zapewnić rodzinie dobre życie. Ale przegrał. zabrano mu wszystko, co kochał i zmuszono do budowania na nowo.
Każdy na różnych etapach życia musi czasem zaczynać od nowa. To niełatwe, ale daje nadzieję na zmianę, a ta czasem bywa lepsza.
Zapraszam Was do świata nowej opowieści. Pełnej emocji, humoru i ciepła. Jest już dostępna w przedsprzedaży
phttp://www.empik.com/obca-w-swiecie-singli-mirek-krystyna,p1191311423,ksiazka-p

Dziękuję Wam, że od pierwszego dnia zapowiedzi cieszy się Waszą ogromną życzliwością. Dziękuję też za komentarze pod postem. Ujawnijcie się, jest mi zawsze bardzo miło, wiedzieć, ze jesteście :)

Spotkanie autorskie w łódzkim empiku.

Dziękuję serdecznie za bardzo ciepłe i energetyczne spotkanie w Łodzi. Bardzo lubię bezpośredni kontakt z Wami, bo Czytelnicy, którzy gromadzą się wokół literatury obyczajowej są wyjątkowi. Tak było i tym razem.
Łódź to dla mnie miasto wyjątkowe. To właśnie w tym miejscu odbyło się moje pierwsze w życiu spotkanie autorskie. Do tej pory pamiętam te ogromne emocje. W Łodzi mieści się Wydawnictwo Feeria, które jako pierwsze wydało ,,Pojedynek uczuć", książkę od której wszystko się zaczęło. W Łodzi mieszka Agnieszka Balcerska, administratorka fanckubu i wiele innych wspaniałych, zaprzyjaźnionych Czytelniczek. Niezwykłe miejsce i bardzo mi miło, że mogłam tam gościć po raz kolejny.











To było niesamowite uczucie wrócić do tej historii po latach. Właśnie od niej tak naprawdę zaczęła się nasza znajomość, bo to ona spodobała się Czytelnikom tak bardzo, że do tej pory zamawiają kolejne.
Wciąż pamiętam siebie, tamtą dziewczynę sprzed pięciu lat, która miała wielkie marzenia i bardzo małe szanse, by je spełnić. Teraz przed kolejnym wydaniem czytałam tę opowieść na nowo, jakbym nie była jej autorką i doświadczyłam niezwykłych emocji. Przejmowałam się, jakbym nie znała zakończenia, wzruszenie łapało mnie za gardło, czasem szkliło oczy, ale po zakończeniu czułam się dobrze. Podniesiona na duchu, podbudowana. Oddaję w Wasze ręce ponownie jedną z moich najważniejszych książek. Po drobnym liftingu, ale wciąż ta sama mocna opowieść Przyjmijcie ją ciepło   

Jest już dostępna w przedsprzedaży
http://www.empik.com/pojedynek-uczuc-krystyna-mirek,p1186852014,ksiazka-phttp://www.empik.com/pojedynek-uczuc-krystyna-mirek,p1186852014,ksiazka-p
© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon