Strony

blog Krystyny Mirek

.

.

Podsumowanie roku 2019 i noworoczne plany

Rok 2019 był bardzo pracowity i wiele zmienił w moim życiu. Lubię noworoczne postanowienia i plany. Zawsze na koniec grudnia czytam marzenia  zapisane rok temu o tej samej porze. Jedne się spełniają, inne nie. Było jedno takie, które od siedmiu lat przepisywałam co roku i nic nigdy nawet nie drgnęło, choć robiłam wszystko, co w mojej mocy. I w tym roku wreszcie coś się wydarzyło :) Chyba znalazłam drogę :)
To znaczy, że wytrwałość jednak się sprawdza :)

Prywatnie mamy w domu już dwie studentki, maturzystkę i przedszkolaka. Dziewczyny się powoli wyprowadzają z domu i to moment przełomowy dla naszej rodziny.
Poza tym schudłam cztery kilogramy, uporządkowałam zdjęcia z ostatnich dziesięciu lat, przeczytałam dużo książek. Rozwinęłam swoją pasję psychologiczną i powiem Wam, że niektóre odkrycia są naprawdę fascynujące. 

Zawodowo było pracowicie. W minionym roku ukazały się cztery nowe książki.

Zakończyłam cykl Willa pod kasztanem, ukazała się też pojedyncza powieść Tam, gdzie serce twoje, która bardzo Wam się spodobała. Rok zakończył się Świątecznym prezentem, powieścią, w którą włożyłam wiele serca. Dziękuję za wszystkie pozytywne opinie i ciepłe słowa.

 Ukazały się też trzy wznowienia, z których największą popularnością cieszyła się Miłość z błękitnego nieba.

Odbyłam trzydzieści siedem spotkań autorskich. To naprawdę sporo, zważywszy na fakt, że niektóre biblioteki znajdowały się bardzo daleko. Na temat przygód w drodze śmiało można by napisać powieść. Dziękuję za zaproszenia, serdeczność, pytania, pełne sale i Waszą życzliwość. Bardzo lubię spotkania z Wami :)

W tym roku pracuję w prawdziwym gabinecie, a nie jak do tej pory wszędzie. Wprawdzie nadal chodzę po domu z laptopem, bo najlepiej mi się pisze w dziwnych miejscach :) ale to jednak pomaga, przynajmniej wszystkie książki i potrzebne drobiazgi są w jednym miejscu. Biurko jest ogromne, dębowe. Solidne i duże, żeby udźwignęło wszystkie projekty i pomysły.

Koniec roku nie był łatwy. Do kosza poszła prawie gotowa powieść, nad którą długo pracowałam. Pierwszy raz w życiu nie dotrzymałam terminu. To były trudne chwile i decyzje. Tym bardziej, że kłopoty chodzą nie tylko parami, ale czasem całymi stadami i do tego nagromadziło się pod koniec roku wiele innych trosk.

Ale jest już lepiej. Problemy pokonane lub na dobrej drodze do pokonania.  A ja znów piszę i jestem pełna optymistycznych planów. A trudne momenty pokazują, jak wielu mamy przyjaciół i jaka jest siła rodziny.

W przyszłym roku plany przedstawiają się następująco.  W najbliższym czasie, jeszcze nie wiem dokładnie kiedy, ukażą się dwie wiosenne powieści. Jedna jest współczesna i opowiada o perypetiach trzech przyjaciółek, które próbują zbudować szczęśliwe związki w dzisiejszym zwariowanym i skomplikowanym świecie.  Każda myśli, że ta druga to ma naprawdę fajowe życie, a ona same kłopoty. Prawda okaże się oczywiście inna. To historia bardzo bliska życiu, ciepła i pełna wzruszeń, jak lubicie :)

Druga jest historyczna. Akcja rozgrywa się w XIX wieku i opowiada o pewnym malowniczym dworku i dziewczynie, która niespodzianie zmierzy się z wielkim wyzwaniem i tajemnicą. Stawką jest życie i miłość, więc gra toczy się wysoko.  A życie w dworku mimo szalejącej za oknem wichury dziejów jest bardzo piękne.

Napiszcie, którą chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności :)

Potem nadejdzie czas na długo oczekiwane wznowienie serii Jabłoniowy sad. Wiele osób właśnie od niej zaczynało przygodę z moimi książkami i ja też nam do niej wielki sentyment. Kolejne tomu będą się ukazywać od lata nakładem Wydawnictwa Filia, a w październiku pojawi się czwarty tom tej serii. Na specjalne życzenie Czytelników, które spełniam, z wielką radością wracając do tej opowieści.

Potem ukaże się wznowienie Podarunku, mojej pierwszej świątecznej opowieści.

Będzie mniej spotkań autorskich, lista jest już na ten moment zamknięta. Ze względu na ilość wyzwań, jakie mnie czekają i przygotowań, bo niektóre projekty wymagają sporo wstępnej pracy, nie będę mogła tak często ruszać w drogę. Chyba, że wszystko pójdzie dobrze i zmienię zdanie :) Bo bardzo lubię się z Wami spotykać.
Oczywiście będziemy się mogli się zobaczyć na warszawskich i krakowskich targach książki.

Jestem wdzięczna za ten niezwykły rok. Za moment siądę do zapisywania nowych marzeń i planów na kolejny do czego Was też serdecznie zachęcam :) Życzę Wam wszystkiego, co najpiękniejsze w 2020 roku. Niech będzie dobry.



Świąteczne opowiadanie w prezencie na świąteczny czas:)

Kochani! Życzę Wam spokojnych, błogosławionych świąt. Pełnych spokoju, odpuszczenia, świadomości, że do naszych rodzin przychodzi Dzieciątko, a nie Sanepid, jest też raczej mało prawdopodobne, że nawiedzi nas horda wygłodniałych  czterdziestu rozbójników z ich szefem Alibabą. Sprzątajmy i gotujmy spokojnie i szczęśliwie. Kochajmy się nawzajem :)
A w prezencie na ten dobry czas świąteczne opowiadanie gratis. Dobrego czytania, wielu książek pod choinką i dużo miłości:)
A już niedługo przed Nowym Rokiem plany na nadchodzące miesiące.
Dobrego świętowania i czytania :)





,,Wigilijna miłość”

Gwiazdko najdroższa!
Pewnie nie musiałbym pisać nic więcej. Wiesz już wszystko. Obiecałem, że się do Ciebie odezwę, a ty przyrzekłaś czekać. Piszę więc do Ciebie dzisiaj, dzień przed Wigilią. Pamiętam, jak mówiłaś, że lubisz to święto. Pewnie dziś już nie doświadczasz tamtej magii. Dwadzieścia pięć lat małżeństwa to sporo. Domyślam się rutyny, kłótni, wypalonego związku i łóżka, które służy tylko do spania.
Z nami było inaczej. Pamiętasz to wszystko? Minęło wiele lat. Oboje przeszliśmy szmat życiowej drogi.
Wiem, że zrobiłaś karierę, piszesz piękne bajki dla dzieci. Widziałem w sieci okładki tych książeczek i nagrody, jakie zdobyły, a także zdjęcia tłumów roześmianych dzieciaków. Lecz przede wszystkim Twoje. Niewiele się zmieniłaś, jesteś coraz piękniejsza. Może brakuje mi trochę tego błysku w oczach, który pamiętam z naszego ostatniego wieczoru.
Wiem, że i Ty potrafisz sobie przypomnieć każdą chwilę. Ognisko na plaży, wiatr od morza, wilgotny, ale ciepły piasek i co najważniejsze, smak słonych pocałunków. Ileż pięknych obietnic wtedy padło!
Ja swojej dotrzymałem. Odzywam się do ciebie. Proszę, żebyś i Ty zrobiła to samo. Obiecałaś, że będziesz czekać na plaży. Wtedy było lato, dziś jest zima, minęło wiele lat, ale to niczego nie zmienia. Będę więc stał na pomoście, tam, gdzie Cię po raz pierwszy pocałowałem. Byłaś dla mnie darem, dziś ja będę darem dla Ciebie.
Mnie też się w życiu udało wyzwolić z okowów nudy i prozy życia. Zbudowałem firmę. Jeżdżę po świecie. Mam mnóstwo możliwości. Nawet jeśli przez ostatnie dwadzieścia pięć lat Twoje życie było trudne, teraz się zmieni. Ta Wigilia będzie dla Ciebie absolutnie wyjątkowa.
Domyślam się, że nigdy nie zostawiłabyś swoich dzieci, ale dowiedziałem się, że Twój najmłodszy syn wyjechał na studia do Warszawy, jesteś więc już właściwie wolna. Nie musisz siedzieć w domu z mężem, którego nie kochasz, i nie ma żadnego powodu, byś była smutna chociaż jeden dzień dłużej.
Najukochańsza Gwiazdeczko! Wróciłem do Polski tylko dla Ciebie. Jutro Wigilia. To piękny dzień, by zacząć nowe życie. Będę czekał na pomoście i tam Cię pocałuję jak wtedy, a potem zaczniemy nowe życie. Najpierw od świątecznej kolacji, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie przeżyłaś. Żadne tam domowe urabianie się po łokcie, gotowanie barszczu, lepienie uszek, a potem nudna wieczerza z domownikami, których wypowiedzi jesteś w stanie przewidzieć w stu procentach. Kto wie, może nawet nie lubisz swojej teściowej? Wieczorem pewnie oglądacie telewizję. Wyobrażam to sobie, koszmar, horror.
Przyjechałem, by Cię uratować. Milczałem długo i nie chcę się z tego tłumaczyć. Jakie to ma teraz znaczenie, skoro jestem tu, aby cię wyzwolić?
Twój na zawsze i do końca,
Damian
PS Ja nigdy się nie ożeniłem.

Natalia czytała ten list chyba już setny raz. Miała nawet wrażenie, że litery trochę zblakły od tego ciągłego wodzenia po nich wzrokiem. Całe szczęście, że Antka nie było w domu, bo ta dziwna koperta z kremowego papieru z pięknym znaczkiem i odręcznie wypisanym adresem z pewnością zwróciłaby jego uwagę. Nikt już nie pisze takich listów. W skrzynce pocztowej zwykle znajdowały się rachunki, ulotki reklamowe, teraz przed świętami trochę kartek z życzeniami.
Damian nie znał kompromisów. Nie dość, że papeteria wyglądała na luksusową, a wszystkie słowa zostały wypisane atramentem zapewne płynącym w drogim piórze, to jeszcze list pięknie pachniał męskimi perfumami. Ale nie takimi, które przywodzą na myśl testosteron, lecz ciepło i poczucie bezpieczeństwa, plus dodatkowo świąteczne nuty cynamonu i goździków. Brakowało danych nadawcy, ale ona od razu poznała ten zamaszysty charakter pisma i wiedziała, że tylko jeden człowiek na świecie mógłby wysłać do niej w ten sposób swoją wiadomość.
W pierwszej chwili chciała wyrzucić kopertę do kosza, ale pokusa okazała się silniejsza. Rozerwała ją niemal na strzępy. Ostatni raz w ten sposób rozpakowywała test ciążowy, drąc go zębami, bo nie mogła się doczekać wyniku i minuta wydawała jej się wiecznością. Teraz podarta koperta leżała na podłodze. A ona stała w kuchni oparta o stół i czytała.
Przez pierwsze piętnaście minut łzy nie pozwalały jej rozróżnić liter. Musiała pójść do łazienki, wypłakać się, uspokoić. Obmyć twarz zimną wodą i wrócić znowu. Udało jej się za drugim razem odczytać tylko nagłówek „Gwiazdko najdroższa!”. Tak do niej mówił i to prawda, nie musiał już pisać niczego więcej. Te słowa niczym tajemnicze zaklęcie otwarły drzwi do zapomnianego dawno świata wielkiej miłości, ale też ogromnego cierpienia i tęsknoty tak dużej, że były momenty, kiedy Natalia sądziła, że tego nie przeżyje. Czarna dziura pochłonie ją bez reszty tak, że ona nigdy już się z niej nie wydostanie.
To trwało bardzo długo. Poznała Damiana na pierwszym roku studiów. Był od niej starszy, imponował jej wszystkim. Kochała go tak mocno, jakby cała miłość wszechświata zgromadziła się w jednym jej sercu i wypełniła do tego stopnia, że omal nie pękło.
Oczywiście pamiętała każde ziarenko piasku wtedy na plaży i iskry w jego oczach – odbijały się w nich płomienie z ogniska – smak ust, szorstkość warg, wszystko. Takich chwil człowiek nie zapomina nigdy w życiu. Marzyła o tym momencie, kiedy znów się spotkają. Wyobrażała go sobie na tysiąc sposobów. Próbowała hipnotyzować na telefon i czekała na jego dźwięk. Sprawdzała maile tak często, że starł jej się klawisz F5 w komputerze. Biegała na pocztę, a ślady jej czekania mogłyby służyć jakiemuś ambitnemu doktorantowi za źródło do prac o tym, jak zmieniały się środki komunikacji w ciągu ostatnich lat: telefon na kabel, potem bezprzewodowy, internet, poczta, wiadomości, SMS-y…
Sprawdzała wszystko i czekała. Ciągle czekała. Właściwie to czekała nawet jeszcze po ślubie. Pamiętała ten moment, kiedy wybierali do swojego wymarzonego mieszkania lampy, a ona zastanawiała się tylko, czy żyrandole spodobają się Damianowi. Czy gdyby przyszedł do nich do domu, to pochwaliłby taki wybór? W końcu wskazała palcem na ten, który jej zdaniem najbardziej odpowiadałoby jej dawnemu chłopakowi i wisiały te lampy całe lata, będąc jawnym symbolem tego, że w domu mieszka dwóch facetów. Jeden fizycznie, a drugi duchowo.
Oczywiście Damian trafił w punkt. Nie zawsze była ze swoim mężem szczęśliwa, czasem nawet bardzo się kłócili. Płakała przez niego, bywało, że miała ochotę usiąść i powiedzieć mu prosto w twarz: „Od początku cię oszukałam. Po prostu nie chciałam być samotna, a ty stałeś się dla mnie łatwym łupem. Umawiałeś się ze mną, zakochałeś, ożeniłeś, a ja w dniu ślubu, przypinając ci bukiecik do klapy marynarki, myślałam tylko o tym, że tamten był lepiej zbudowany, że na nim ten garnitur leżałby zupełnie inaczej”.
To okropne, nawet straszne. Nigdy jednak tego nie powiedziała na głos. Potem urodziły się dzieci i życie zaczęło toczyć się wokół nich. Antek był niezłym ojcem. Czasem się nie zgadzali, ale synów wychowali na dobrych ludzi.
I tutaj też Damian miał rację. Odkąd obaj wyprowadzili się na studia, dla Natalii zaczęło się zupełnie nowe życie. Już nie wspominała starej miłości, nie wracała do tamtych chwil, coraz częściej przytulała się do męża i cieszyła jego dotykiem. Cieszyła tak naprawdę do końca. Czasem miała wrażenie, że ich ciała są jakby dla siebie stworzone. Nawet jeśli kłócili się w ciągu dnia i wydawało się, że dojście do porozumienia jest całkowicie niemożliwe, że to beznadziejny przypadek, to kiedy przytulali się do siebie, czuła niezwykłą jedność z tym człowiekiem. Wręcz namacalnie. Coś, czego mimo ogromnych uniesień nigdy przy Damianie nie doświadczyła.
Ale wciąż zastanawiała się, co będzie dalej. Chłopcy mieli te święta spędzić u dziadka w Austrii. Rozwiedzeni rodzice Antka zapraszali czasem wnuki do siebie na święta – dziadek do Austrii, a babcia do Stanów. Tak ich życie rozrzuciło po świecie.
Natalia nie lubiła tam jeździć, Antek też robił to bardzo niechętnie, ale nie zabraniali dzieciom kontaktów z dziadkami. Te święta miały być więc rzeczywiście wyjątkowe, bo spędzone tylko we dwoje.

Ukochana Gwiazdeczko!

Natalia aż usiadła na podłodze.
Czy chciałaby znów usłyszeć te słowa? Czy wolała spędzić resztę życia w tym samym domu z jednym tylko człowiekiem, którego przecież bardzo dobrze już znała i niczego od życia więcej się nie spodziewać?
Mówią na to kryzys wieku średniego lub syndrom pustego gniazda, ale ona wiedziała, że to po prostu strach przed przespanym życiem. Obawa, by nie obudzić się nagle po odejściu dzieci z obcym człowiekiem u boku i świadomością, że gdzieś coś się przegapiło, jakiś ważny moment, kiedy drogi zaczęły się rozjeżdżać. Nie zaradziło temu w porę.
Spojrzała na zegarek. Dochodziła piąta po południu. Antek za chwilę mógł wrócić z pracy. Szybko pozbierała resztki koperty z podłogi. Upewniła się, że nic nie leży gdzieś w jakimś zapomnianym kącie, po czym schowała list głęboko pomiędzy czerwone okładki powieści obyczajowej, którą właśnie czytała. Wiedziała, że tam Antek z pewnością nie zajrzy. Był miłośnikiem czarnych kryminałów pisanych przez przystojnych mężczyzn o mrocznej wyobraźni.
Próbowała się uspokoić, przestać o tym wszystkim myśleć.
Damian zawsze wiedział, w który punkt trafić, żeby osiągnąć cel. Trafnie budził pytania, nad którymi zastanawiała się już od dłuższego czasu, choć nie dopuszczała ich do świadomości. O co tak naprawdę w życiu chodziło? Czy tylko o to, by urodzić i wychować dzieci? Żeby oglądać telewizję, pić kawę, siedzieć razem na kanapie? Czy to dużo, czy mało? Taki zwykły spokojny związek.
Wiedziała, że jeśli stanie na pomoście jutro po południu, to już nigdy nie wróci do domu. Może będzie początek fascynującej przygody A może krótki burzliwy romans, po którym nie zostałoby już nic?
Usiadła na kanapie i otworzyła komputer. Chciała się skupić na pracy. Skończyła właśnie kolejną część serii bajek dla dzieci i planowała zanurzyć się w przyjaznym, pełnym humoru i ciepła świecie mieszkających na skraju lasu czterech misiów.
Ledwo jednak otwarła dokument, wyskoczyło jej powiadomienie o otrzymanych wiadomościach mailowych.

Ukochana Gwiazdeczko! – przeczytała znowu. – W Twoim wydawnictwie nie chcieli podać mi numeru telefonu do Ciebie. Straszni ludzie. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy mój urok osobisty nie przedarł się przez czyjeś zasieki. Nie takie informacje zdobywałem. Zastanawiam się nawet, czy nie zwolnić sekretarki, której również nie udało się znaleźć do Ciebie kontaktu. Muszę to przemyśleć, kochana. Tak bardzo chciałbym zadzwonić, usłyszeć Twój głos.
Wysyłam Ci wiadomość mailową, żebyś mogła mi szybciej odpowiedzieć. Tradycyjny list od Ciebie przecież szedłby długo, a poza tym nie znasz adresu zwrotnego.
Wysłałem go tylko po to, by Cię zaczarować. Zasługujesz na wszystko, co najlepsze: jakość życia, chwile piękniejsze niż sny…
Napisz, proszę, czy staniesz jutro na pomoście. Moja noc była szczęśliwa. Wypełniona wyłącznie marzeniami o Tobie i o naszym wspólnym życiu. Nie uwierzysz, jak wiele ich jest. Jakby wszystko, co gromadziłem przez te dwadzieścia pięć lat, nagle wybuchło. Spotkałem w życiu wiele kobiet, ale żadna z nich nie była moją najwspanialszą Gwiazdeczką, tylko Ty. Jestem teraz dojrzałym człowiekiem. Wiem, co jest w życiu najważniejsze. Kolejne dwadzieścia pięć lat chcę spędzić tylko z Tobą.

Zamknęła laptopa, aż trzasnęła obudową.
Ileż ona dałaby za te słowa, gdyby przyszły we właściwym momencie. Teraz wywołały poruszenie, ale już nie takie samo, bo podszyte mocnym cierpieniem. Była artystką. Słowo stanowiło jej codzienne narzędzie pracy. Lubiła piękne zdania, ładne metafory. Antek został inżynierem produkcji i lubił swój zawód. Był rzeczowy do szpiku kości. Mówił krótko i na temat, szybko stawiał kropki, a w jednym zdaniu mieścił tyle informacji, ile tylko można było. Nigdy niczego nie dodawał ponad to, co konieczne. Nie był tak wylewny.
Ale ją kochał. Szczerym prawdziwym uczuciem.
Natalia aż się złapała za głowę. Czuła się jak po zejściu z karuzeli. Kiedy człowiek nie jest w stanie iść prosto, złapać kierunku.
Jakie to okrutne ze strony Damiana – pomyślała nagle. – Burzyć mój spokój, moje poukładane życie. Wprowadzać w nie tak niewiarygodny zamęt.
Damian jak zawsze był bardzo pewny siebie. Uważał, że ma prawo odezwać się, bo przyszła mu na to ochota. Kierował się wyłącznie własnymi pragnieniami. Ale miał rację. Chciała być w życiu szczęśliwa. Stała przed ważnymi decyzjami. Już miała świadomość, że nie może sobie pozwolić na marnowanie życia. Wiedziała, jak bardzo cenny jest każdy dzień.
Wciąż była zdrowa. Skończyła czterdzieści pięć lat, ale zachowała młodzieńczy wygląd i dziewczęcy urok, cieszyło ją życie. Jeszcze miała siłę wspinać się na górskie szczyty, tańczyć nocami, kochać się do upadłego i snuć marzenia. Nie chciała zamknąć się w domu i tylko patrzeć, jak płynie czas.
Choinka stojąca w rogu salonu zamigotała pięknie. W posprzątanym mieszkaniu pachniało cynamonem i pomarańczami. Było cicho i miło.
W tym jednym Damian się pomylił. Natalia dzisiaj nie urabiała się po łokcie. Oboje z Antkiem zdecydowali, że zamówią jedzenie w pobliskiej restauracji. Po prostu będą cieszyć się wspólnym wieczorem.
Ale czy rzeczywiście będzie on tak piękny? Czy w ich rozmowę nie wkradnie się szybko nuda? Czy bez dzieci znajdą dostatecznie dużo tematów do rozmowy?
Miała wrażenie, że swędzą ją opuszki palców. Jak wtedy, kiedy w głowie pojawiała się wspaniała historia i domagała natychmiastowego przelania na papier. Chciała od razu otworzyć laptopa i napisać Damianowi odpowiedź. Tylko jaką?
W pierwszym odruchu cisnęło się jej na klawiaturę entuzjastyczne „Tak”.
Rzucić się w to całą sobą, nie myśląc zbyt wiele. Przeżyć coś tak bardzo niezwykłego. Właściwie to mogłaby nawet potem zmienić branżę i napisać powieść dla dorosłych, taką, którą sama bardzo chciałaby przeczytać. O najpiękniejszym romansie świata.
Czuła, że tak by to właśnie wyglądało. Na pomoście wiałby wiatr i szarpał jej włosami, a Damian pewnie po latach jest jeszcze bardziej przystojny niż kiedyś. Bez trudu wywołałby w niej przyspieszone bicie serca. Mężczyznom czas służy. Będzie zapewne świetnie ubrany i z całą pewnością zaprowadzi ją szybko do luksusowego samochodu. Zawsze lubił takie zabawki i była pewna, że teraz, kiedy go na nie stać, korzysta bez oporów z przywilejów życia.
Może pojadą do wspaniałego hotelu albo on wynajął gdzieś urokliwy domek tuż nad brzegiem morza? Pewnie w zasięgu jego karty kredytowej leżą różne nietypowe miejsca, do których zwykły turysta nie trafia. Zapewne każdą skomplikowaną akcję organizuje dla niego sekretarka, może i większa ilość pracowników? Miał fantazję, nie tylko pieniądze. Na pewno potrafi wyczarować niezwykłe życie.
Która kobieta o takim nie marzy? Jak wiele oddałoby za to zwykłego męża, który pracuje, owszem, na kierowniczym stanowisku, ale zawsze od ósmej do szesnastej? Ma co miesiąc taką samą pensję i marzenia tego typu, żeby kupić chłopcom mieszkania, zanim skończą studia. Ho, ho! To było nie lada wyzwanie, zważywszy na ceny nieruchomości w Warszawie, ale jakże nieromantyczne.
Ona też odkładała swoje tantiemy w tym samym celu. Nie cierpieli biedy, ale byli ostrożni, jeśli chodzi o wydatki.
Czy takie życie może człowiekowi dać prawdziwe szczęście? Natalia zamknęła laptop i wyszła na balkon. Mroźne powietrze nieco ochłodziło jej rozpalone czoło. Mieszkali na ładnym strzeżonym osiedlu. Nie było wprawdzie śniegu, ale wszędzie czuło się atmosferę nadchodzących świąt.
Natalia westchnęła. W ilu jeszcze domach inne kobiety też się zastanawiają, leżąc w łóżkach, czy wiodą prawidłowe życie? Czy rzeczywiście o to im chodziło? Nie ma takiego lekarza, który potrafi wypisać receptę na szczęście. A może powinien być?
Zapiszczała komórka i Natalia wyciągnęła ją z kieszeni lekko drżącymi z zimna dłońmi. Odczytała wiadomość:

Gwiazdeczko najdroższa! Sekretarka jednak nie zostanie zwolniona. Udało jej się zdobyć Twój numer, ale ja postanowiłem do Ciebie nie dzwonić, tylko napisać. Wystarczy jednak, że odpowiesz choćby jednym słowem, zrobię to natychmiast, Kochanie moje. Ja już stoję na pomoście. Jeśli nie chcesz czekać do jutra, rzućmy to wszystko i spotkajmy się już dzisiaj.

Drgnęła. Usłyszała dźwięk zamykanych drzwi. Antek wrócił z pracy.
Szybko odłożyła telefon. A potem podeszła do przedpokoju. Oparła się o framugę i spojrzała na swojego męża bardzo uważnie. Policzyła wszystkie zmarszczki na twarzy. Dostrzegła widoczne w oczach zmęczenie. Wodziła wzrokiem po wciąż gęstych, chociaż już lekko posiwiałych włosach, doskonale znanym swetrze, który Antek bardzo lubił i nosił do znudzenia. Skończyła na długich stopach, z powodu których tak ciężko było mu kupić jakiekolwiek sensowne buty, oraz ramionach obejmujących ją każdego wieczoru. Od tylu już lat.
To wszystko było bardzo przyjemne, ale z całą pewnością nie tak fascynujące jak w filmach i powieściach.
Czy to właśnie jest miłość? Jej kojarzyła się bardziej z wiatrem we włosach i niesamowitymi porywami.
Zapragnęła zabrać męża na pomost, stanąć tam z nim i poczuć smak jego słonych pocałunków na ustach.
– Ależ jestem zmęczony! – powiedział Antek w tym momencie. – Marzę o tym, żeby zjeść parę łyżek zupy, usiąść na kanapie i nie ruszać się aż do rana.
Niezły plan – pomyślała Natalia z ironią. Jakby życie właśnie dawało jej odpowiedź na pytania, które kłębiły się w głowie. – Czy tak właśnie będą wyglądały teraz nasze dni?
Spojrzała na swoją kurtkę wiszącą na wieszaku. Wystarczyło w nią wskoczyć, włożyć buty. Samochodem stąd na plażę było jakieś dwadzieścia minut. Tam czekał na nią ktoś wyjątkowy. Gdyby tylko na niego spojrzała. Serce biłoby jej jak szalone, emocje szalały, czułaby się znów młoda niczym nastolatka.
Jak długo? – Ta myśl pojawiła się nieproszona.
Natalia dotknęła rękawa kurtki i uświadomiła sobie, że przecież nie jest nastolatką i choć wciąż pragnie żyć, to może jednak nie w taki sposób.
Zatrzymała się i jeszcze raz poważnym wzrokiem spojrzała na męża.
– Jest zupa – powiedziała uroczystym tonem, jakby właśnie omawiała z nim kwestię najwyższej wagi. – Jest też kanapa – dodała. – Możesz odpocząć. Ale mam do ciebie prośbę. Pojedźmy wieczorem na plażę.
Spojrzał na nią zaskoczony. Pogoda dzisiaj była zdecydowanie pod psem. Żadne piękne białe Boże Narodzenie nie rysowało się na horyzoncie. Wiał wiatr, a na plaży lodowate fale rozbijały się o piasek. Zdumiał się, a potem zrozumiał, że chodzi jej o coś ważnego. Kochał swoją żonę, był czujny wobec jej emocji.
Gdyby nic ich nie łączyło, pewnie by się zdenerwował, może powiedział coś ironicznego o głupich pomysłach kobiet, ale on spojrzał na nią bardzo uważnie.
– Dlaczego? – zapytał, po czym zatrzymał się. Serio chciał wysłuchać odpowiedzi.
– Bo mam kryzys – odparła szczerze, bardzo poruszona jego postawą i zachowaniem. – I wrażenie, że się starzejemy. A także wielką ochotę, żeby zrobić coś zwariowanego.
– Dobrze – uśmiechnął się. – Daj mi małą chwilkę. Przełknę cztery łyżki zupy, siądę dziesięć minut na kanapie i jestem do twojej dyspozycji. Pojedziemy na plażę. Jeśli bardzo tego chcesz, możemy się nawet wykąpać w morzu.
Aż zadrżała na samą myśl. Okropieństwo. W sumie stanie na pomoście o tej porze roku pewnie też. Poczuła silną pokusę, żeby nie ruszać się jednak z domu, dać sobie spokój, szybko postanowiła iść jednak za ciosem. Antek się dostosował. Pospiesznie przełknął zupę, nawet nie zdążył usiąść na kanapie i mimo zmęczenia włożył buty oraz kurtkę. Pojechali.
Plaża była puściuteńka. Aura nie zachęcała do spacerów, tylko w oddali na pomoście tkwił jakiś mężczyzna. Wiatr targał mu włosy i płaszcz.
Natalia wtuliła się w męża.
Jest wiele sposobów na szczęście – pomyślała. – Te najbardziej szalone niekoniecznie są najlepsze.
Brnęli uparcie przez piach, chociaż mróz powodował, że z zimna prawie odpadały im nosy i uszy. Przytulanie się do siebie było jednak bardzo nieprzyjemne. Antek nie poskarżył się ani słowem. Szedł, przyciskał ją mocno do boku, jakby wyczuł, że dzieje się coś istotnego. Chodzi o coś o wiele poważniejszego niż zwykły szalony spacer.
Nie dotarli w pobliże pomostu. Natalia bała się, by nie doszło do konfrontacji. To nie było potrzebne.
– Wracajmy! – zawołała, przekrzykując coraz mocniej wzmagający się wiatr. Antek wyraźnie się ucieszył. Czuł, że był to dla niego jakiś dziwny test i miał nadzieję, że go zdał.
Z powrotem ruszyli biegiem. Mróz jeszcze mocniej ściskał im policzki, ale przynajmniej szybciej dotarli do samochodu. Tam schronili się, drżąc i trzęsąc się z zimna.
Natalia spojrzała na męża i nagle zaczęła się śmiać. Głęboko i serdecznie, gdzieś z głębi serca.
– Jednak jesteśmy wariatami. To znaczy, dokładnie ja jestem – powiedziała. – A ty masz przy mnie przegwizdane.
Antek położył zgrabiałe z zimna dłonie na kierownicy, po czym spojrzał na nią.
– Jestem przy tobie szczęśliwy – powiedział. – I cieszę się, że jesteśmy razem.
Natalia spojrzała w stronę morza. Nie widać już było pomostu. Nie wiedziała, czy Damian nadal stał tam na zimnie, ale była pewna, że może mu odpisać. Z wdzięcznością. Bo choć jeszcze dzisiaj rano myślała, że odezwał się do niej w najmniej odpowiednim momencie, to teraz uświadomiła sobie, że to był właściwy czas. Tuż przed Wigilią, która dzięki temu jutro będzie piękna. Bo Natalia już się nie dręczyła pytaniami, znalazła swoje odpowiedzi i wybrała.
Spędzą te święta obydwoje tak, jak tylko będą chcieli. W swoim małym, dobrym świecie, do którego będą mogli wprowadzić tyle szaleństwa, na ile oboje będą mieli ochotę, bez krzywdzenia kogokolwiek.
Damian dobrze ją znał, rzeczywiście przeżywała teraz jakiś kryzys, choć sama nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Ale paradoksalnie ta miłość sprzed lat uświadomiła jej, że bardzo kocha swojego męża i nie chce żadnej zmiany. Sprawa z młodości wreszcie została zamknięta raz na zawsze.
Odetchnęła z ulgą. Antek to zauważył i ucieszył się. Włączył silnik samochodu i ruszył w stronę domu. Milczeli po drodze, a ona wysłała do Damiana wiadomość. Trzęsła się z przejęcia i zimna, z trudem trafiała palcami w klawiaturę telefonu. Odpowiedziała mu, że nie pojawi się na pomoście i nie zmieni swojego życia. Ale jeśli Damian ma ochotę, to serdecznie go zaprasza w pierwszy dzień świąt na kolację.
Nie odpisał i czuła, że pewnie już tego nie zrobi. Okazałoby się to zapewne dla niego zbyt trudne, patrzeć na ich szczęście. Był bardzo dobrym strategiem. To się sprawdzało w pracy i w życiu prywatnym. Wyczuł, że Natalia mówi poważnie. Bez trudu się domyślił, jak wyglądałoby takie wspólne popołudnie i najwyraźniej tego nie chciał.
A co najważniejsze okazało się, że wcale jej nie kochał, bo przecież nie zależało mu na tym, żeby była szczęśliwa. Nie zastanawiał się, jaki zamęt jego list może wnieść w jej życie. Dobijał się wszelkimi sposobami. Chciał tylko, by wszystko potoczyło się po jego myśli. To charakterystyczny objaw zauroczenia, nastoletniej fascynacji, a nie prawdziwego uczucia.
Natalia położyła głowę na oparciu fotela i przymknęła oczy. Jak bardzo trzeba być w życiu ostrożnym, by podejmować dobre decyzje. Jak bardzo uważnym, żeby nie przegapić pozornie błahego pytania, które niesie w sobie ogromnie ważną treść.
Antek wygrał, bo był czujny. Zareagował w porę, zauważył jej emocje. Naprawdę jej tym zaimponował.
– Mam dla ciebie prezent – powiedział, kiedy zaparkował samochód przed domem. – Wigilia dopiero jutro, ale przecież żadne z nas i tak już nie wierzy w Mikołaja. Chciałbym dać ci go dzisiaj. Nie mogę już wytrzymać.
– Dobrze – roześmiała się. – Na tę okoliczność mogę nawet ugotować parę uszek, które już przyjechały i czekają w lodówce. Zjemy sobie, żeby wejść w świąteczny nastrój, a potem dasz mi prezent. Ja też nie lubię czekać.
Pobiegli do domu roześmiani, radośni, pełni oczekiwania. A potem jedli uszka z kapustą, siedząc na podłodze, z jednego talerza. Natalia całowała męża, a na jej palcu błyskał pierścionek.
Było wspaniale.
Szara rzeczywistość potrafi mieć czasem więcej barw niż najbardziej nawet szalony romans. Choinka skrzyła się tysiącem światełek. Natalia przymknęła oczy z wdzięcznością. Było dobrze, było naprawdę dobrze. Nie musiała szukać szczęścia u innych, miała je w sobie.
I to był najpiękniejszy prezent, jaki sama dała sobie na święta.

Świąteczna powieść :)

Z wielką radością prezentuję Wam najnowszą zapowiedź.
Dostępna w przedsprzedaży link
 Świąteczną powieść. Jeszcze za oknem lecą kasztany, ale w świecie wydawniczym już trwają przygotowania do tego wyjątkowego czasu.
To nowa historia. Nie jest częścią serii lecz osobną opowieścią.
Tak opisuje ją wydawca.

Czy można oszukać przeznaczenie? Czy rodowa skaza może ujawnić się w czasie najpiękniejszych świąt w roku? W rodzinie Zosi wszystkie kobiety zakochiwały się w jednym typie mężczyzn. Przystojnym brunecie o pustym sercu, czarującym lecz niezdolnym do odwzajemnienia miłości. Uroczym, ale nieodpowiedzialnym. Taki był jej dziadek i ojciec, a także mąż starszej siostry.
Zosia nie chce powtórzyć ich losu. Jest ostrożna, czujna, bystra. Nie szuka miłości. Jednak przystojny brunet w najgorszym typie pojawi się na jej drodze sam, jakby ciągnięty niewidzialną nicią przeznaczenia. Prosto ku zgubie. Czy los można odwrócić? Czy Zosi uda się uchronić przed powtórzeniem błędów mamy?
Wydaje się to łatwym zadaniem, dopóki ten wyjątkowy mężczyzna nie spojrzy jej w oczy tuż przed wigilijnym wieczorem.

Polecam Wam tę zapowiedź bardzo serdecznie :)

O wpływie hortensji na życie pisarza :)


Wyhodowałam te hortensje od malutkiej sadzonki. Podlewałam, podwiązywałam i plewiłam chwasty. Martwiłam się, czy przetrwają zimę. Szukałam informacji, jak je ciąć na wiosnę, czym nawozić i co robić, by zakwitły. Wkręciłam się w grupy miłośników hortensji i przepadłam. Mało brakowało, a powieści świątecznej by w tym roku nie było.  Zdjęcia kwiatów same się przecież nie obejrzą :)
Z drugiej strony ogród daje tyle radości, jest odskocznią, pomaga na stres, a przy tym taka praca generuje ogromną ilość dobrych pomysłów, więc bilans wychodzi raczej mocno dodatni. Może właśnie dlatego tegoroczna powieść świąteczna zapowiada się grubo :) Jeśli można tak powiedzieć.

Powoli zbliżam się do finiszu tegorocznych planów i myślę już o odpoczynku. Sporo się działo. Ostatni tom serii Willa pod kasztanem już w przedsprzedaży od trzech tygodni i wciąż z tytułem top, za co serdecznie dziękuję :) <3

 https://www.empik.com/swiatlo-gwiazd-willa-pod-kasztanem-tom-4-mirek-krystyna,p1229364106,ksiazka-p

To zakończenie serii, więc Ci, którzy czekali, by zacząć czytać, kiedy będzie komplet już mogą :)

 A ja teraz pracuję wczesnym świtem. Tak kiedyś zaczynała się moja pisarska historia. Wtedy to był mus. Pracowałam na pełny etat, miałam troje dzieci i zero czasu, by realizować marzenia. Zrywałam się z łóżka bardzo wcześnie, a potem podtrzymując powieki i ziewając jak krokodyl, pisałam i pisałam. Teraz to wybór. Wstaję dobrowolnie, jestem wyspana, organizm już mi się przestawił na poranki. Bardzo lubię świt. Jest w nim jakaś magia, specjalna energia i to właśnie wtedy powstają najlepsze fragmenty. Umysł jest niezwykle kreatywny, a człowiek pełen sił. Więc teraz, choć nie muszę już łączyć pisania z innym życiem zawodowym, wracam do korzeni. A hortensje o świcie też piękne :)
Czy jest tu ktoś, kto też hoduje te i inne piękne kwiaty? Podzielcie się wrażeniami :)


Kto dziś chce być stary i dlaczego?

Babcia Kalina, bohaterka serii Willa pod kasztanem  wzbudza wiele sympatii wśród Czytelników.  Jest pogodna, pełna energii. Dba o swój wygląd, nawet jeśli spędza dzień tylko w kuchni. Lubi życie i potrafi się cieszyć każdą chwilą. Dla swoich bliskich zawsze ma ciepłe słowo.
Wiele osób pisze do mnie, że też chcieliby mieć taką babcię. A jak to będzie z nami?
Ostatnio ogromną popularnością cieszy się program do postarzania twarzy. Celebryci, aktorzy i setki innych osób masowo nakładają sobie zmarszczki i publikują takie zdjęcia w sieci. Dobrze wyglądają. Program bowiem nie pokazuje prawdy, to zwykła zabawa. Nakłada sieć zmarszczek nawet na buzie niemowląt. Nie potrafi ich zmienić, rzeczywiście przewidzieć, jak dany człowiek będzie wyglądał za dwadzieścia czy czterdzieści lat.
A to z tej prostej przyczyny, że nie jest możliwe ustalić i przewidzieć tego już teraz, jeśli się o człowieku niewiele wie. Ogromny bowiem wpływ na nasz wygląd i sprawność kiedyś w przyszłości ma to, co robimy teraz. Kiedyś pewien bardzo sławny trener fitness zdenerwował się, gdy ludzie przychodzili do niego i mówili, że ćwiczą, bo chcą schudnąć. Nakrzyczał na nich, że tu chodzi o coś o wiele ważniejszego. O życie, jego jakość i zdrowie. Najpierw się zdziwiłam, ale potem zrozumiałam, co miał na myśli. Walczymy często o powierzchowne drobiazgi kosztem czegoś o wiele cenniejszego.
Każda kobieta ma wpływ na to, czy kiedyś będzie żwawą, pogodną staruszką, która potrafi się schylić po jabłko w ogrodzie, wspiąć po schodach, przejść na spacer, czy też osobą niedołężną, uzależnioną od pomocy innych. Nie da się pewnych procesów zatrzymać, mamy obciążenia genetyczne i żyjemy w zatrutym środowisku, ale wiele da się opóźnić lub złagodzić. Dobrze jest zacząć odpowiednio wcześnie, póki jeszcze mamy zdrowie, które możemy chronić.
Jest u nas taki zwyczaj, że do lekarza idzie się w ostateczności, gdy choroba jest już ciężka. A powinno się iść, kiedy jesteśmy zdrowi, by nam wytłumaczył, co robić, żeby nigdy nie zachorować. Marzenie.
A jednak możliwe do spełnienia. Każdy trzyma odpowiedzialność za siebie we własnych dłoniach. Ma wpływ na to, czy rano zje pszenną bułkę z żółtym serem, czy też ciepłą kaszę jaglaną z warzywami lub owocami. Sam decyduje, ile się rusza, o czym myśli, czym zamartwia. Ile odpoczywa, kogo kocha, na co przeznacza swój czas. Ile pije wody, czym i jak często smaruje swoje ciało, jak śpi, co czyta i ogląda, jakie ziółka pije, z kim się przyjaźni, jak zaczyna i kończy każdy dzień. Wszystkie te małe elementy każdego dnia budują naszą przyszłość. Każdy etap życia może być piękny. Ale w życiu jak w ogrodzie. Chwasty rosną same, a o wartościowe rośliny trzeba dbać. Byle jakie życie też przychodzi łatwo, samo mija. W lepsze trzeba włożyć pracę, ale radość i satysfakcja też bez porównania większa. Mamy jedno życie, warto chronić ten dar. Dobrego dnia :)

Babcia Kalina zaprasza do swojej kuchni w najnowszej powieści już dostępnej w przedsprzedaży
https://www.empik.com/swiatlo-gwiazd-willa-pod-kasztanem-tom-4-mirek-krystyna,p1229364106,ksiazka-p




Fragmenty najnowszej powieści :)




Już w przedsprzedaży:)

 Z ogromną radością prezentuję Wam ostatni finałowy tom serii Willa pod kasztanem .


Światło gwiazd od wczoraj jest już w zapowiedziach i od wczoraj dzięki Wam na liście bestsellerów. Serdecznie za to dziękuję <3

To już ostatnia część serii i finał. Wszystkie wątki się zamkną, a tajemnice zostaną wyjaśnione.
Zapraszam Was teraz do przeczytania kilku fragmentów i do złożenia ostatniej wizyty w willi pod kasztanem. A tych, którzy czekali na ostatnią część, by zacząć czytać, zachęcam do rozpoczęcia czytania :) To już ten czas :)
Pozdrawiam Was serdecznie. Dajcie znać, czy dobrze dobrałam fragmenty i czy chcielibyście jeszcze :)

Pociąg ruszył, dziwnie szarpnęło, jakby maszynista dopiero się uczył, a pasażerowie siedzieli w starym fiacie, a nie najnowocześniejszym Pendolino. Dorota odruchowo złapała się za stoliczek pod oknem.

- Boi się pani prędkości? – zapytał jej towarzysz.

- Trochę – odpowiedziała szczerze, bo w sumie co jej zależało. To nie była biznesowa kolacja jej męża. Tu nie trzeba było uważać na każde słowo.

- To przecież nicość w porównaniu z tym jak prędko rozszerza się wszechświat – odparł, a ona spojrzała na niego ze zdumieniem. Takiej riposty się nie spodziewała. – Drobinka w porównaniu do tego, jak szybko pędzi ku ziemi światło gwiazd. Lub ze świadomością, że cały czas nasza planeta kręci się wokół własnej osi, jednocześnie zasuwając niewiarygodnie szybko po orbicie wokół słońca.

- To mnie pan uspokoił – roześmiała się serdecznie. – Przy tym sto sześćdziesiąt kilometrów, jakie osiąga ten pociąg, to rzeczywiście nicość.

- Z kosmicznej perspektywy wszelkie nasze problemy to drobinki – odparł mężczyzna. - Krótkość naszego życia wobec ogromu czasu, jaki już przeminął, małość naszej  planety krążącej w odmętach stale rozszerzającego się przeogromnego wszechświata.

- Kim pan jest? – zapytała ze zdumieniem i fascynacją.

- Astrofizykiem – odparł.

- Och! – zawołała z zachwytem. – Nigdy jeszcze nie spotkałam człowieka patrzącego na świat z kosmicznej perspektywy. Zawsze otaczali mnie mężczyźni twardo stąpający po ziemi. Liczyć umieli tylko pieniądze, nie gwiazdy.

Spojrzał na nią uważnie i uświadomiła sobie, że mógł fałszywie zinterpretować jej słowa. 


                                                            ***

- Nie lubię cię - usłyszała głos Patrycji, ledwo tylko weszła do kuchni. - Ale nie musisz dźwigać ciężkich garów, bo od tego ja jestem. Ty powinnaś dbać o zdrowie.

 - Nie pouczaj mnie - odpowiedziała Iwona stanowczo. – Najwięcej zdrowia to tak naprawdę ty mi napsułaś. - Teraz dobrze się czuję i wiem, co mogę zrobić, a czego nie.
Mama Bianki przewróciła wymownie oczami i poprawiła bardzo głęboki dekolt, by nieco zasłonił jej wciąż kuszące wdzięki.
- Ugotujemy ten obiad razem – mówiła dalej Iwona. - Choćby świat się miał zawalić.
- Poleżała byś lepiej trochę na słońcu  - poradziła jej Patrycja. – Strasznie blada jesteś. Na takie mimozy mężczyźni nie lecą. A do tego może wysoka temperatura by ci trochę jadu wysuszyła. Podobno promienie słoneczne pomagają na optymizm – dodała i zamieszała w garze z zupą.
Przysłuchująca się temu Kalina tylko westchnęła.


                                                                ***
  

Mógł stanąć przy Ani całkiem blisko, tuż obok. Tańczyć, wygłupiać się, wspólnie kąpać, leżeć na piasku ramię w ramię, ale i tak nie dał rady się zbliżyć się choć trochę. Przytulić, dotknąć. To samo dotyczyło słów. Dużo rozmawiali, opowiadali sobie o dzieciństwie, marzeniach, bardzo osobistych sprawach. A  jednak i w tej kwestii miał wrażenie, że omijają to co najważniejsze. Nawet nie mogą się do tych najbardziej istotnych tematów zbliżyć. To Ania ustawiła taką czerwoną linię i wiedział, że jeśli ją przekroczy dobry nastrój pryśnie.
 Jak miał jej cokolwiek wytłumaczyć, skoro musiał omijać wszystkie tematy, które go naprawdę interesowały? Na pierwszym miejscu  słów zakazanych oczywiście znajdowała się Bianka, żona jego brata. Podkochiwał się w niej potajemnie, gryząc ogromnie z powodu tego zakazanego uczucia. Ania o tym wiedziała i stanowczo oświadczyła, że dla nikogo nie będzie planem B ani produktem zastępczym.
 A przecież to zupełnie nie tak. Tamto uczucie okazało się głupotą, zawirowaniem, fałszywym zauroczeniem. To co Bartek przeżywał teraz, angażowało całe jego serce, umysł oraz ciało. Nigdy czegoś takiego nie doświadczył.
Zły był na cały świat, ale przede wszystkim na babcię Kalinę.  Tyle razy mu opowiadała, jaka to wspaniała jest prawdziwa miłość, namawiała go, by przestał wreszcie skakać z kwiatka na kwiatek i spróbował stałości. Posłuchał jej. Dał się skusić. 
I co? Okazało się, że ani trochę nie jest to przyjemny stan. Cierpiał teraz każdego dnia,  w nocy, a także w dzień. Ani na chwilę nie mógł zapomnieć. A wzajemność nawet się nie rysowała na horyzoncie. Zupełnie nie było jej widać.


                                                        ***

Dorota wróciła do domu z duszą na ramieniu. Gdy tylko postawiła nogę na dworcu w Krakowie, znów miała wrażenie, jakby przyjechała do zupełnie innego świata. A to wszystko, co wydarzyło się wczoraj, nie miało miejsca. Może tylko jej się wydawało, wręcz przyśniło, przeczytała o tym w jakiejś dobrze napisanej powieści, tak sprytnie skonstruowanej, że miała wrażenie, jakby wydarzyło się naprawdę.

 To, co zrobiła było do niej zupełnie niepodobne. A jednak okazało się faktem. Szybko się o tym przekonała. Kiedy tylko przekroczyła próg domu, w środku została dwójkę starszych dzieci. Konstanty pewnie był na zajęciach. A może nie chciał się angażować w ten konflikt. Wciąż uparcie studiował psychologię sportu, choć było wyraźnie widać, że to chyba nie jest coś, co ma szansę stać się jego życiową pasją.
 Normalnie Dorota bardzo by się ucieszyła z takich odwiedzin. Ale dziś poczuła się niezręcznie. Nawet się nie zapowiedzieli. To był oczywiście także ich dom, ale to ona teraz w nim mieszkała. Sprzątała i miała tu swojej osobiste rzeczy, prywatną przestrzeń.
Syn oraz córka weszli jak do siebie, otworzyli sobie drzwi własnym kluczem, na dodatek mieli dość nieprzyjemne miny. Siedzieli przy stole ponuro jak komisja do spraw przekrętów podatkowych. Ręce złożyli oboje w identycznym goście na blacie i spoglądali na nią surowo, jakby należały im się jakieś wyjaśnienia.
Dorota poczuła się znów jak  szesnastoletnia dziewczyna, która nie wróciła do domu na noc i teraz rodzice będą na nią krzyczeć.
- Dzień dobry - powiedziała spokojnie.
- Chyba nie mówisz poważnie, mamo - odezwał się Kajetan bardzo chłodnym tonem.
 Nigdy wcześniej się nie kłócili tak otwarcie. Zawsze rozmawiali ze sobą bardzo uprzejmie. Dorota dopiero teraz uświadomiła sobie, do jakiego stopnia mogły to być pozory. Od jak dawna poruszają wyłącznie bezpieczne tematy. O pogodzie, ciastkach, przedszkolu i małych domowych sprawach. A problemy każdy rozwiązywał sam.


                                                            ***
 



           Ponoć to, czego człowiek nie potrafi sobie wyobrazić, nigdy w jego życiu się nie spełni. Ta blokada z całą pewnością nie pozwalała im do tej pory ruszyć z miejsca.  Ale też przecież prawie wcale się nie znali, a przynajmniej nie od tej prawdziwej strony. Jak mieli myśleć o wspólnej przyszłości?

- Zmykaj do łazienki – powiedziała. – Długo nie będę czekać.

- Jestem nieubrany – bronił się.

- Przecież cię już widziałam w bokserkach. Wiesz, że są bezpieczne w mojej obecności.
 - A szkoda - przekrzywił głowę Bartek. - To są bardzo fajne bokserki, sto procent bawełny. Miałabyś z nich pożytek - puścił do niej oko.
© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon