czwartek, 24 marca 2016

Pierwszy fragment powieści ,,Większy kawałek nieba", sprawdzony przepis na żurek oraz świąteczne życzenia :)


W nowej powieści ,,Większy kawałek nieba" jest taka scena, która skojarzyła mi się z nadchodzącymi świątecznymi dniami.
Pani Wanda to energiczna szefowa kuchni. Stara się trzymać mocną ręką nie tylko personel restauracji, ale także szefa i całą jego rodzinę, w których prywatne sprawy nieustannie się wtrąca :) W tej scenie właśnie przygotowała pyszny żurek według starego przepisu. Skojarzyło mi się wielkanocnie :)
Zapraszam do przeczytania fragmentu, poniżej zamieszczam sprawdzony przepis. Można jutro ugotować, będzie w sam raz na świąteczny stół.

– Proszę. – Wanda spojrzała życzliwie na chudziutkiego klienta, który najwyraźniej marzł, mimo iż opatulił się ciepłym kocem. – To najlepszy żurek w Krakowie – zareklamowała entuzjastycznie swój produkt. – Jak u mamy – mówiła dalej, nalewając solidną porcję. – Zrobiony na prawdziwym żytnim zakwasie. Stary zaczyn przywiozłam ze wsi od rodziców parę lat temu i jest tajemnicą tej niezwykłej zupy.
      Mężczyzna niepewnie spojrzał w talerz. Potrawa wydzielała obłędny aromat, pobudzając zmysł powonienia, wyglądała też niezwykle kusząco, ale określenie: „stary zaczyn” jakoś nie wzbudzało w kliencie zaufania. Pani Wanda stanęła obok stolika i podparła się pod boki. Jej słusznych rozmiarów sylwetka zasłoniła na chwilę urokliwy widok na pomnik Mickiewicza.
Śnieżnobiały fartuch, zawiązany wokół solidnej talii, nie miał nawet najmniejszej plamki, choć szefowa kuchni od rana biegała pomiędzy garnkami, doglądając gotujących się potraw. Wysoki czepiec szczelnie zasłaniający włosy, tych strasznych wrogów każdej szanującej się kucharki, dodawał
jej powagi i godności.
– Proszę się nie bać! – zawołała gromko. – Zaczyn może latami działać, a im starszy, tym lepszy. Może jeszcze komuś zupki? Na koszt firmy – zwróciła się w stronę gości oczekujących przy pozostałych stolikach. – Dzisiaj ja muszę obsługiwać, choć nie mam ku temu naprawdę żadnych kwalifikacji.
Ani wyglądu, ani odpowiedniej gadatliwości, choć może z tym ostatnim akurat coś dałoby się zrobić – uśmiechnęła się. – Trzeba działać, nie ma wyjścia. Jedną kelnerkę zimny wiatr wywiał, i tyle ją widziano.
– Jak to wiatr wywiał? – Gość lekko się zakrztusił jedzonym łapczywie żurkiem. Smakował wybornie.
Siedząca obok para również poprosiła o porcję gorącej zupy, a pani Wanda nalała klientom od serca, jednocześnie odpowiadając na pytanie.
– Takie dzisiaj czasy – westchnęła. – Biedaczka przyszła do pracy, ale po godzinie zadzwonili z przedszkola, że jej córeczka zachorowała. Dominika wyleciała jak oparzona, zostawiając
wszystko na mojej głowie, a szefa nie ma... – dodała znacząco. – Jakoś to ogarniam, choć teraz o dobrą pomoc kuchenną czy porządną kelnerkę trudniej niż o...
– Witam, pani Wando. – Zdyszany Wiktor wpadł między stoliki, przerywając wywód. Obserwował sytuację z niepokojem, odkąd minął róg kamienicy przy samym końcu ulicy Floriańskiej i spojrzał w kierunku zapełnionego klientami ogródka restauracyjnego. Od razu przyspieszył kroku.
– No... – Zaczerpnęła spory haust powietrza, po czym po chwili wypuściła je ze świstem i spojrzawszy w stronę coraz bardziej zaciekawionych gości, zacisnęła usta. Nie zamierzała narażać na szwank reputacji szefa, a poza tym okazji do rozmowy z nim sam na sam z pewnością w ciągu dnia nie zabraknie.


Tak,  Wiktor właśnie popadł w poważne tarapaty i jeszcze nie wie, że za chwilę jego życie mocno się zmieni :)

A ja zapraszam do spróbowania żurku. Zakwasu już wprawdzie nie zdążymy nastawić, ewentualnie można przywieźć ze wsi, jeśli ktoś ma odpowiednie znajomości :) ale zupa wyjdzie pyszna także z takiego kupionego w sklepie, zwłaszcza jeśli się poczyta skład i wybierze w miarę możliwości naturalny. 

Najpierw  gotujemy bulion: włoszczyznę jak na rosół obrać. Wszystkie warzywa włożyć do garnka, zalać wodą, dodać suszone grzybki, 1 ząbek czosnku, listki laurowe, ziele angielskie, czarny pieprz, sól, cukier, kminek. Gotować około pół godziny.
Do gorącego bulionu dodać surową białą kiełbasę i gotować na nieco mniejszym ogniu pod przykryciem przez około 15 minut. Bulion odcedzić do drugiego garnka, z powrotem włożyć pokrojoną na plasterki marchewkę oraz białą kiełbasę.
Dodać wstrząśnięty i wymieszany zakwas do smaku, ilość jak kto lubi, trzeba próbować do skutku. Doprawić majerankiem, pieprzem, solą, tartym chrzanem i ewentualnie czosnkiem. Dodać śmietankę i jeszcze chwilkę pogotować.
Można podawać z gotowanym jakiem i posypane świeżym majerankiem. Smacznego :)

A w związku z nadchodzącymi dniami życzę serdecznie dużo miłości i Nadziei przez duże ,,N"
oraz miłych, smacznych chwil przy rodzinnym stole :)


wtorek, 22 marca 2016

Premiera, konkurs, podpisywanie indeksów i święta :)

Wciąż o niej mówię - majowa książka :),  a tymczasem będzie w księgarniach wcześniej, pod koniec kwietnia.  W przedsprzedaży pojawi się po świętach - a w Matrasie już jest http://www.matras.pl/wiekszy-kawalek-nieba,p,250595 .
Można zamawiać :)

Niedługo pokażę Wam ostateczną wersję okładki, wraz z pierwszymi opiniami. Poniżej przytaczam na razie opis okładkowy:

Iga i Wiktor żyją w zupełnie odmiennych światach...
Ona dobrze rozumie, co to znaczy nie mieć wsparcia rodziny ani pieniędzy. Życie mocno ją doświadczyło. Na przekór wszystkiemu potrafi jednak cieszyć się nawet z najmniejszych okruchów dobra. Ma odwagę marzyć i snuć plany na przyszłość.
On jest zamożnym właścicielem restauracji, który po stracie ukochanej żony nie chce sobie przyznać prawa do szczęścia. Trochę wbrew sobie postanawia otworzyć nowy rozdział w życiu - ożenić się i stworzyć prawdziwy dom dla dorastającego syna.
Czy tak różni ludzie, mogą mieć ze sobą coś wspólnego?
Kiedy los przypadkowo ich zetknie, wszystko nagle zacznie się zmieniać. To spotkanie pozwoli im zrozumieć, że mieć marzenia, to jak zobaczyć większy kawałek słonecznego nieba.

Chciałabym, żeby ta opowieść Wam się spodobała, włożyłam w nią sporo pracy i emocji. Było parę kryzysów, kiedy wydawało mi się, że ta opowieść nie powstanie. Oddałam w ostatniej chwili i padłam, a potem jeszcze po redakcji pracowałam nad nią długo. Jest bardziej obszerna niż poprzednie, nie pod względem grubości, ale ilości tekstu. To dla tych, którzy wciąż mówią, że książki kończą im się za szybko :)

Z okazji premiery będzie jak zwykle wiele konkursów. Jeden z nich już się rozpoczął na stronie autorskiej na fb https://www.facebook.com/KrystynaMirekpisarka/ Nagrody sponsoruje Wydawnictwo Znak. W każdy poniedziałek aż do premiery będzie można wylosować książkę. Zapraszam do udziału w zabawie :)

Wczoraj natomiast miałam okazję przeżyć coś, o czym kiedyś marzyłam. Chciałam zostać na uczelni po skończonych studiach i pracować jako wykładowca. Nie żałuję, że zrezygnowałam z tej drogi, ale ciekawym doświadczeniem była mała próbka takiej pracy. Byłam wczoraj gościem na zajęciach Uniwersytetu Trzeciego Wieku i po skończonym spotkaniu podpisywałam indeksy, potwierdzając uczestnictwo w zajęciach :) Mam niestety tylko jedno zdjęcie, może jeszcze uda mi się zdobyć więcej. Żałuję, bo pełna sala promieniowała dobrą energią, padały celne pytania i mądre spostrzeżenia. Widać, że na widowni ludzie doświadczeni, pełni wiedzy i dobrej woli. Dziękuję za to spotkanie :)


Kartki świąteczne od Czytelników to wielka przyjemność i zaszczyt, które zawsze bardzo mnie wzruszają. Dzisiaj też przypomniały o nadchodzących świętach. Bo ja do czwartku jeszcze w pracy, ale potem zaczynamy celebrować te wyjątkowe dni. Pani Aneto, Pani Elżbieto serdecznie dziękuję z pamięć.




piątek, 11 marca 2016

Dobre serce :)

Oto nowa okładka powieści, która w maju tego roku ukaże się w księgarniach wydana przez Wydawnictwo Znak.
To dla mnie szczególna opowieść i spora zmiana w życiu zawodowym. Podzieliłam się już z Wami tą wiadomością na profilu autorskim na facebooku i jestem bardzo wdzięczna za serdeczne słowa, liczne komentarze, wiadomości oraz polubienia. Wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna.

Wytworzyło się przy tej okazji sporo dobrej energii i dzisiaj chciałabym Was serdecznie poprosić i przekazanie jej dalej.
Bardzo potrzebującej osobie.

Mała Pola ma tylko dwa latka i ciężką chorobę. Ma także szansę na wyleczenie, ale tylko za granicą. Zostało niewiele czasu około dwóch tygodni i duża suma do uzbierania.

Potrafię sobie wyobrazić, co czują jej rodzice. Piszę te słowa ze ściśniętym sercem, bo wiem, że cierpienie dziecka jest tym, z którym najtrudniej jest żyć.
Ale Pola może być zdrowa. Potrzebuje tylko naszej pomocy. Więcej na jej temat można znaleźć na stronie /http://okopoli.pl/   oraz Oko Poli - walka z siatkówczakiem

Bardzo proszę wszystkie osoby o otwartych sercach, by podjęły jakiekolwiek działanie. Może to być wpłata, jeśli nie można więcej, to chociaż niewielkiej kwoty. Zaręczam, że małe kwoty też mają znaczenie.
Można polubić stronę, udostępnić post, oddać jakiś przedmiot na aukcję, zaprosić znajomych, pomodlić się. Jest wiele sposobów okazywania pomocy, a z najmniejszych oznak życzliwości rośnie wielka góra, która może pokonać chorobę i uratować życie dziecka.
Na allegro trwa teraz aukcja, na której można zakupić dwa tomy sagi Jabłoniowy Sad z dedykacją. Pisałam te słowa i bardzo ciepło myślałam o osobie, która te książki zakupi. Wierzę, ze uczynione dobro wróci do niej. Podaję link http://charytatywni.allegro.pl/ksiazki-krystyny-mirek-z-autografem-i-dedykacja-i2986161
Akcja jest bezpieczna i mamy gwarancję, że wpłacone przez nas pieniądze przeznaczone zostaną na właściwy cel, Pola jest bowiem pod opieką fundacji pod bliską mi nazwą ,,Kawałek nieba" We wszystkich wyszukiwarkach wyświetla się obok mojej najnowszej książki.
Wierzę, że apel małej dziewczynki nie pozostanie bez odzewu i już teraz serdecznie Wam dziękuję za każdy dobry gest.

czwartek, 3 marca 2016

O literaturze martwej i żywej z okazji Międzynarodowego Dnia Pisarza

Międzynarodowy Dzień Pisarza wpisuje się w trwające cały rok świętowanie z różnych okazji. Doceniamy różne aspekty życia i działalności.  Poważne i trochę mniej.
Ja lubię świętować, składać życzenia, celebrować, więc i temu dniu mówię serdeczne: dzień dobry.
Dziękuję za wszystkie miłe posty i wiadomości, których od rana nadeszło sporo.

Ja życzę Czytelnikom i Pisarzom, żywej literatury. To znaczy takiej, która mocno dotyka naszego życia, mówi o tym, co istotne. Stawia ważne pytania.

Uważam, że tak jak są języki martwe (jak starocerkiewnosłowiański, którego kazano nam się uczyć na polonistyce) Tak i są martwe książki. Można próbować zgłębiać ich tajniki, jest to niezłe ćwiczenie dla umysłu, ale one już nie mówią o tym, co teraz dla nas naprawdę znaczące. I nie ma to nic wspólnego z datą napisania i wydania. Są opowieści, które mają kilka tysięcy lat i wciąż nas dotykają, dają wciąż aktualne odpowiedzi na najważniejsze pytania. Są takie, które napisano teraz, a jednak problem który omawiają nie jest bliski odbiorcom.

Stąd może niezrozumiały dla wielu fenomen literatury obyczajowej. Jest nierówna, czasem słaba. Ale w tym gatunku (podobnie jak w kryminale) ukazuje się obecnie wiele książek żywych czyli takich, które mówią o sprawach ważnych, bliskich, podpowiadają, jak sobie radzić w sytuacjach, które nas na co dzień spotykają. Powstają powieści naprawdę dobre.
Niech będą coraz lepsze. Bo co do tego, że są potrzebne, nie mam żadnych wątpliwości.

Pozdrawiam dzisiaj wszystkie Pisarki oraz Pisarzy, a także dzielne Blogerki nieustająco promujące dobrą literaturę oraz wszystkie Czytelniczki i Czytelników, którym tak wiele zawdzięczamy. Poświętujmy trochę razem, choćby tylko wirtualnie :)