Strony

.

.

Pierwsza przedpremierowa recenzja i patroni

Jaką niespodziankę może nam jeszcze zgotować życie? 30-letnia Maja mieszka wraz ze swoim synkiem w eleganckim apartamencie, nabytym za namową ojca dziecka, prezesa prosperującej krakowskiej firmy. Realizuje się zawodowo, od lat jest w trwałym związku, ma uroczego synka Krzysia. Czegóż chcieć więcej? Może tylko, żeby ta idylla się nie kończyła, a przede wszystkim, żeby nie okazała się iluzją...

Książka ta, napisana lekkim piórem porusza ważne tematy. Jej wartka akcja, humor i życiowa mądrość są osadzone w realiach pracy w polskich firmach, które stawiają wiele kobiet przed trudnymi osobistymi wyborami. Jednocześnie jest to po prostu świetna lektura, która wzrusza, bawi i daje przyjemność z czytania, a barwni bohaterowie na długo zostają w naszej pamięci.

To opinia i opis książki, za które serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria, którego nakładem powieść ukaże się w księgarniach 19 czerwca.


Pierwszą przedpremierową recenzję ,,Pojedynku uczuć" napisała pani Katarzyna Enerlich - uznana pisarka, autorka wielokrotnie nagradzanych książek takich jak Prowincja pełna marzeń Czas w dom zaklęty, Kwiat Diabelskiej Góry Prowincja pełna gwiazd, Kiedyś przy Błękitnym Księżycu, Prowincja pełna słońca, Czarodziejka Jezior, Prowincja pełna smaku.

Znam powieści pani Enerlich od dawna, ale nigdy nie przypuszczałam, że spotka mnie taka przyjemność i zaszczyt, jakim jest jej osobista recenzja. Napisałam do niej wiadomość z podziękowaniem, a korespondencja jaka się nawiązała, ujawniła, że pani Katarzyna jest nie tylko świetną pisarką, ale także niezwykle ciepłą, dobrą i mądrą kobietą.

Fragmenty recenzji:

,,Pojedynek uczuć to opowieść o tym, że życiowe zakręty tak naprawdę tylko prostują nasze życie"

,,Codzienność pachnąca świeżymi drożdżówkami, kawą i nadzieją, ale również lękiem, brakiem zrozumienia i trudnym macierzyństwem. Pojedynek uczuć to opowieść o kobiecie, która sama musi podjąć rękawicę różnorodnych wyzwań. Z powieści płynie pewna istotna prawda: wszystkie trudne dni i noce zdarzają się PO COŚ. Bo życiowe zakręty tak naprawdę tylko prostują nasze życie"

Bardzo dziękuję.

Honorowy patronat nad powieścią objął Burmistrz Miasta i Gminy Niepołomice. Dzięki jego uprzejmości i wsparciu 23 czerwca na Zamku Niepołomickim odbędzie się premiera książki, o której jeszcze szczegółowo napiszę, ponieważ przygotowania są w toku. Pan Burmistrz jest również fundatorem niezwykłej nagrody dla najlepszego recenzenta. Będzie nią romantyczny nocleg z kolacją i dodatkowymi atrakcjami na Zamku Niepołomickim dla zwycięzcy i osoby towarzyszącej. Szczegóły pojawią się na portalu Lubimyczytać. pl, który będzie organizatorem konkursu. 

Panu Burmistrzowi Romanowi Ptakowi za okazaną życzliwość serdecznie dziękuję.

Patronat medialny nad książką objęli:


oraz



Jest jeszcze wiele osób, które swoją życzliwością, czasem i pomysłami wspierają mnie od lat. Marzy mi się, żeby zebrać jej wszystkie 23 czerwca na Zamku i podziękować.


O zawodowych recenzentach

Usłyszałam ostatnio żałosną skargę fachowca z bardzo długim zestawem tytułów naukowych przed nazwiskiem, że czytelnicy nie słuchają fachowej krytyki, a wydawcy przed zakupem nowego tytułu zwracają się z prośbą o opinię do blogerów, a nie do zawodowców.
To prawda, znak naszych czasów, fachowa krytyka funkcjonuje wprawdzie gdzieś na obrzeżach powszechnej świadomości, ale głosu decydującego już nie ma.Ten głos należy do portali recenzenckich, internautów i znajomych. Zastanawiałam się nad przyczyną tego zjawiska, jeszcze przecież pamiętam czasy, kiedy zawodowa krytyka literacka miała sporo do powiedzenia.
Prywatnie sądzę, że jest dwóch winnych tej sytuacji. W przypadku pokolenia starszego - cenzura. Nauczyła odbiorców, że to co oficjalnie polecane, niekoniecznie jest dobre i słuszne. Pokazała, że należy się kierować własnym zdaniem i szukać prawdy raczej miedzy wierszami.
Jeśli chodzi o młodsze pokolenie jest to szkoła. Lista lektur, na której jest wiele pozycji nudnych, przestarzałych lub po prostu pisanych przez autora dla dorosłego odbiorcy, a nie nastolatka. Jeżeli młody człowiek słyszy, że dany utwór to wielka literatura, a potem czyta i mało mu się szczęka z nudów nie wywichnie, tak ziewa, to nie ma się co dziwić, że jeśli jeszcze kiedyś będzie chciał sięgnąć po jakąś książkę, zwróci się o radę do kogoś innego niż krytyk i teoretyk literatury, którzy mu ułożyli taką listę. Zapyta rówieśników lub otworzy internet.
Coraz więcej blogerów to prawdziwi fachowcy, choć często bez oficjalnego papierka, bardzo dużo czytają, świetnie się orientują w bieżących trendach, a co najważniejsze nie siedzą w gabinetach oderwani od rzeczywistości, tylko żyją realnym życiem i wiedzą, co współczesnego człowieka dotyka, a co nudzi.
Marzy mi się lista lektur w proporcjach: 50% - historia i teoria, 50%  - literatura współczesna i życie. Obecnie ten stosunek kształtuje się zupełnie inaczej. Przewaga historii i teorii jest miażdżąca.
Doświadczenie pokazuje, że w ten sposób wychowywani młodzi ludzie, nie przyjmują narzucanych im sądów i nie rzucają się z entuzjazmem na utwory klasyków, tylko zasilają kasy portali z opracowaniami, a czytają zupełnie co innego albo wcale.
Nauczyciele, robią co mogą, żeby w ramach obowiązującego programu szczepić miłość do książek. Znam naprawdę wielu, którzy walczą o to z wielkim poświęceniem, ale na listę lektur i podstawę programową nie mają wpływu i stoją często jak samotny wojownik naprzeciw skostniałego, skomplikowanego często absurdalnego systemu, jak na przykład kryteria oceniania prac maturalnych.
Gdybym dziś miała siedemnaście lat, byłabym blogerką, pisałabym recenzje i słuchała tych, którzy także to robią, miałabym konto na Lubimyczytać.pl, Granice.pl, Coczytać.pl i Czytajmy polskich autorów. To wspaniałe czytelnicze środowisko, gdzie tysiące młodych ludzi opowiada o książkach, które przeczytali, przecząc ewidentnie ponurym statystykom.
I choć czasem polecają literaturę niskich lotów, piszą recenzje dyktowane emocjami, niekoniecznie obiektywne, to także to świadczy o tym, że żyją i są szczerzy, a czytelnictwo promują tysiąckroć lepiej niż urzędowe programy i za to cześć im i chwała.


Pojedynek uczuć

 19 czerwca w księgarniach

Opowieść o 30-letniej Mai, która niespodziewanie wchodzi w sytuację matki samotnie wychowującej dziecko. Wkrótce będzie musiała stawić czoła wielu problemom, ukrywać przed szefem swoją sytuację, podjąć się opieki nad chorą mamą i spłacać kredyt we frankach. Będzie musiała znaleźć w sobie siłę i mądrość, by wyrwać się z zaklętego kręgu zależności od dwóch prezesów. Czy uda jej się sprostać wyzwaniom i otworzyć na niespodziewaną miłość?
Ta książka to powieść obyczajowa z wartką akcją, humorem i życiową mądrością. Autorka porusza tematy ważne społecznie – opowiada o realiach pracy w polskich firmach, o lęku przed zwolnieniem i trudnych wyborach, przed którymi staje codziennie wiele kobiet. Jednocześnie ta książka to świetna lektura – sprawnie napisana, która Czytelnika wzrusza, bawi i daje przyjemność. Barwni bohaterowie, szybka akcja, humor i potoczysty język sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem.

To opis wydawcy, od siebie mogę dodać, że tę powieść pisałam całym sercem. Denerwowałam się, śmiałam i wzruszałam nawet przy pięćdziesiątym czwartym czytaniu. Nie wymyśliłam tej historii, ona się w mojej wyobraźni działa sama, ja tylko opisałam, najwierniej jak tylko można było. Lubię bohaterów tej opowieści. Mam nadzieję, że sprawi ona Czytelnikom wiele przyjemności, rozbawi, wzruszy, może skłoni do wymiany spostrzeżeń nad tym zawiłym, ale nieodparcie fascynującym zjawiskiem jakim jest miłość.


Kapuściński wiecznie żywy


Książka do wylosowania wśród osób, które zgłoszą taką chęć w komentarzu pod postem. Zapraszam.

Krzepiącym i ciekawym zjawiskiem w polskiej literaturze jest popularność dobrej literatury z cyklu reportaży. Kolejne pozycje pną się dzielnie na listach bestsellerów, a Ryszard Kapuściński uśmiecha się z zadowoleniem w zaświatach.
Jedną z takich interesujących pozycji jest książka Macieja Wasilewskiego Jutro przypłynie królowa.
Opisuje niezwykle tajemniczą historię pewnej zagubionej na mapach świata małej wyspy. Opowieść raczej dla dorosłych czytelników. Ciekawa, mądra, wnikliwa.

Tak jej treść opisuje wydawca:

Pitcairn to skrawek lądu na Oceanie Spokojnym leżący piętnaście tysięcy kilometrów na południowy wschód od Londynu. W 1790 roku do brzegów wyspy przybił brytyjski okręt Bounty. Buntownicy zeszli na ląd.
Obecnie żyje tam kilkadziesiąt osób. Sześć razy do roku w pobliże wyspy podpływa statek, czasem zawija jacht, a mieszkańcy z tajemniczych powodów niechętnie patrzą na obcych.
Angielski dziennikarz został deportowany, zanim zdążył zejść z pokładu. To samo spotkało francuskiego autora książek podróżniczych. Pewna reporterka usłyszała: „Powiesimy cię, jeśli o nas źle napiszesz”. Korespondentka australijskiego „The Independent” była zastraszana. Na forum internetowym zamieszczono post: „Kathy Marks powinna być zastrzelona”.
Maciej Wasielewski dostał się na wyspę, podając się za antropologa badającego żeglarskie sagi. To, co odkrył, okazało się jeszcze bardziej skomplikowane, niż przeczuwał…
Zakupiłam, przeczytałam i polecam.
© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon